Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

piątek, 19 maja 2017

Fałszywa metoda - Adam L. Szymański

Pokaż treść! 
Rozglądając się w społeczeństwie naszym, musimy zrobić dwa spostrzeżenia: 1-o, że ludzi słowa jest o wiele więcej, niż ludzi myśli i czynu, 2-o, że stosunkowo nieliczni ludzie czynu nie osiągają takich wyników swej działalności, jakich by spodziewać się należało.

Pozostawiając to pierwsze spostrzeżenie tymczasem na uboczu, zajmę się drugim, więcej doniosłym. Jeżeli bowiem ludzi czynu mamy niezbyt wielu, a jeszcze w dodatku ich działalność nie jest dostatecznie owocną, to taki stan rzeczy musi nam wcześniej czy później grozić katastrofą społeczną, której zresztą przedsmak mieliśmy w latach ostatnich.

Zbyt poważna to jest sprawa, aby się nad nią głębiej i szerzej nie trzeba było niezwłocznie zastanowić...


Gdy się komuś w pracy nie wiedzie, to albo ten ktoś bierze się do rzeczy, o której nie ma pojęcia, albo też w nieumiejętny sposób zabiera się do roboty, czyli ma złą metodę pracy.

Zapewne, wśród naszych działaczy nie brakuje takich, którzy mają chęć i zapał czynu, a nie posiadają odpowiedniej wiedzy – tych biorę za nawias i pozostawiam w spokoju. Idzie mi o tych, którzy mają przygotowanie, energię, hart woli i siłę charakteru, a jednak działalność ich daje skromne zaledwie rezultaty. Jakaż tego przyczyna?

I oto nasuwa się myśl, czy oni czasem nie mają złej metody działania?

Ano, przypatrzmy się ich pracy. Widzimy wówczas, że jedni wytężają siły w walce z bezwyznaniowością, inni tępią socjalizm, inni znowu borykają się z żydostwem, a jeszcze inni zwalczają konserwatyzm, kapitalizm itd.

Słowem jakiejkolwiek barwy i poglądów weźmiemy u nas działacza, ten zawsze walczy przeciw czemuś czy komuś.

A przecież o ile byłoby celowiej i korzystniej zamiast walczyć przeciw nędzy – pracować nad podniesieniem dobrobytu w kraju, zamiast walczyć przeciw bezwyznaniowcom – szerzyć zdrową myśl religijną, zamiast walczyć przeciw socjalizmowi – uzdrawiać i regulować nasze stosunki społeczne, zamiast walczyć przeciw żydom – podnosić handel i przemysł chrześcijański, zamiast walczyć przeciw konserwatystom – wprowadzać rozumny postęp itd. w każdej dziedzinie zamiast działalności negacyjnej prowadzić pracę pozytywną, twórczą.

Rozumiem doskonale, iż nieraz nie można dokonać czegoś, nie zwalczywszy przeszkód, jak nie da się przejechać drogą leśną, zatarasowaną zwaloną w poprzek kłodą drzewną, bez usunięcia tego tamującego drogę bala, ale idzie mi o to, że u nas większość działaczy na usuwanie przeszkód nie patrzy jak na przygotowanie terenu do właściwej pracy, lecz uważa za cel działalności sam w sobie. To jest ten błąd, o który mi chodzi, to jest jądro tej fałszywej metody, wskutek której praca społeczna u nas nie dawała dostatecznych wyników.

Powoływanie się na przykłady zagraniczne, że i tam wielu działaczy hołduje negacyjnej metodzie pracy, niczego nie dowodzi, bo 1-o, nie wszystko zagranicą robi się dobrze, a 2-o w społeczeństwach więcej obfitujących w działaczy społecznych fałszywa metoda pracy mniej dotkliwie dla ogółu odczuwać się daje, gdyż sama liczebność działaczy wypełnia braki, z wadliwej metody działania wypływające. Tymczasem w społeczeństwie polskim tak ubogim w ludzi, znających się na pracy społecznej i oddających się tej dziedzinie, trzymanie się wadliwej metody zgubne przynosi rezultaty, a w najlepszym razie nie takie, jakich stosownie do natężenia sił i energii spodziewać się można było.

Dla dobra więc ogółu koniecznym jest, aby ci, co się dopiero zabierają lub przygotowują do działalności społecznej, zdali sobie dokładnie sprawę z błędów dotychczas popełnianych w celu jak najstaranniejszego ich unikania, a przede wszystkim winni zwracać uwagę na właściwą metodę działania.

W dalszym ciągu bowiem nie widzimy, żeby wśród młodych spokojna działalność społeczna nazbyt wielu miała zwolenników. Może ich więcej, niż było dawniej, ale w każdym razie liczba jeszcze niedostateczna w stosunku do potrzeb i dlatego ogromnie dbać trzeba, iżby praca dobrej woli nie marnowała się daremnie, iżby energia nie trwoniła się na próżno przez niewłaściwą metodę pracy.

Lata ostatnie sporą ilość młodych rzuciły w wir polityki, wykolejając na zawsze z normalnego trybu życia; uciążliwa nie tak błyskotliwa praca społeczna znacznie mniej osób pociągnęła ku sobie, a i z tych wiele się wycofało prędko, bo podniecone rewolucją umysły żądne były doraźnych wyników swego działania.

Swoją drogą obecnie na pracę społeczną baczniejszą zwrócono uwagę. Zdawać by się nawet mogło, przynajmniej z tego, co się słyszy dokoła, że wszyscy teraz jedną tylko myślą pracy społecznej pałają i że wobec tego niesłusznie o niedostatecznej ilości działaczy społecznych głoszę. Tak rzeczywiście zdawać się może, jeżeli będziemy na serio brali i tych, którzy o pracy społecznej dużo mówią i tych, którzy dla mody czy kaprysu w pracę społeczną się bawią, – ja zaś mam tylko tych na myśli, którzy działalność społeczną czynnie rozwijają.

Takich liczba nie o wiele się zwiększyła, są jednak widoki poprawy pod tym względem. Wśród młodych daje się spostrzegać wzrost ilości tych, co poważnie pracę społeczną pojmują i poważnie się do niej przygotowują. Niechże w zakres ich przygotowywania wejdzie też gruntowne rozpatrzenie metod działania, aby nie popełniali błędów swych poprzedników i nie oddawali się jedynie walce z przeciwnikami, ale nade wszystko rozwijali pracę twórczą.

A. L. Szymański.

–––––––––––


Artykuł z czasopisma "Prąd". Miesięcznik społeczny i literacko-naukowy. Rok I. – Nr 1. Warszawa 1909. (Redaktor i wydawca: Adam L. Szymański), ss. 7-9. (1)

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono.)

Przypisy:




4) Abp Emil Guerry, Kodeks Akcji Katolickiej.


6) O. Gabriel Paláu SI, Katolik uczynkiem i prawdą.

7) Ks. Józef Gliwa SI, a) O czytaniu gazet. b) O kwestii żydowskiej.




11) Ks. dr Jan Szymeczko, Etyka katolicka.

12) Bp Michał Nowodworski, a) Wiara i rozum. b) Liberalizm.


(Przyp. red. Ultra montes).
 
(PDF)