STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA NAJLEPSZYCH MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ

Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

RODZINA KATOLICKA

Rodzina chrześcijańska jaką być powinna (cz. I)

Swieta RodzinaKs. Feliks Cozel T.J.
Rodzina chrześcijańska jaką być powinna
Wydanie siódme, Kraków 1927
Nakładem wydawnictwa księży Jezuitów

Wstęp.
          Rodzina! Ileż to treści zawiera się w tem słowie, ileż wspomnień, ileż chwil, dla wielu najmilszych w świecie… a dla niejednego może niestety bardzo bolesnych! Wszystko, co po Bogu na świecie najdroższego mamy, zawarte w tem słowie: rodzina! – Wspomnienia matki, ojca, męża, żony, dziatek, braci, sióstr, krewnych… P. Jezus sam chciał być członkiem rodziny, – On rodzinę uświęcił i dał jej Boskie swe znamię. – Masz albo miałeś matkę, – i P. Jezus miał swą Matkę Najświętszą! Masz albo miałeś ojca, – Pan Jezus, jako człowiek poczęty z Ducha Św., wprawdzie ojca rodzonego nie miał, ale miał opiekuna, św. Józefa, którego jak ojca kochał, czcił i słuchał. Dlatego też i Ojciec św. Leon XIII, jako głowa wszystkich rodzin chrześcijańskich, uważając jako cały świat jako jedną wielką rodzinę Chrystusową, wskazuje wszystkim tę Gwiazdę jasno świecącą, – tę pierwszą rodzinę chrześcijańską: Jezusa, Marję i Józefa św., jako wzór wszystkich chrześcijańskich rodzin i dlatego ten Ojciec św. tak gorąco polecał, aby wszystkie chrześcijańskie rodziny co dzień się zbierały do wspólnej modlitwy przed obrazem Najświętszej Rodziny, wpatrując się w ten wzór i polecając się Jej opiece. Im więcej rodzin chrześcijańskich pójdzie za tem poleceniem Ojca św. i gromadzić się będzie co dzień przed obrazem Najśw. Rodziny i naśladować ten wzór, tem więcej te rodziny podniosą się w pobożności i cnocie, a z niemi i parafje całe i społeczeństwo całe, bo od rodziny zależą parafje, gminy, całe kraje… Jeśli ogół wszystkich rodzin będzie prawdziwie chrześcijańskim, to takiemi będą gminy, parafje, kraj i społeczeństwo, jak to uczy św. Paweł (do Rzym. 11. 16). >> Jeśli zaczynienie jest święte, to i ciasto, a jeśli korzeń święty, to i gałęzie.
Mając ten wielki cel przed oczyma, chciałbym ci, miły czytelniku, przedstawić obraz chrześcijańskiej rodziny, jaką ona być powinna wedle woli Bożej, na wzór Najśw. Rodziny, którą P. Bóg dał na przykład i zachętę rodzin chrześcijańskich.

Co to jest rodzina chrześcijańska? Rodzina chrześcijańska opiera się na dozgonnym, po Bożemu zawartym związku między mężczyzną i niewiastą, mającym na celu przysporzenie Kościołowi Chrystusowemu żywych członków. Rodzice chrześcijańscy, związani z sobą nierozerwalnym węzłem małżeńskim, uświęconym przez błogosławieństwo Kościoła, mają więc sami naukę Chrystusa znać, nią się przejąć i ją wykonywać, podług niej żyć i dzieci do jej zachowania prowadzić czyli po Bożemu je wychowywać. Jedne rodziny żyją podług zasad Chrystusa, – a te są chrześcijańskie; inne żyją podług zasad świata, – a te są światowe, pogańskie; – inne wreszcie podług zasad szatana, – a te są szatańskie!
Rodzina jest z ustanowienia Bożego. – jeszcze w raju Pan Bóg, stworzywszy pierwszych rodziców, pobłogosławił ich związkowi i rzekł do nich: >>Roście i mnóżcie się i napełniajcie ziemię<<. (Gen. 1. 28).
I u zwierząt są rodziny, ale nie takie, jak u ludzi, bo zwierzęta nie potrzebują ani tak długiej opieki rodzicielskiej, ani tak starannej, jak ludzie. Niektóre zwierzęta już od urodzenia potrafią sobie same pokarmu szukać. Patrz na kurczęta, – ledwo je kwoka wysiedzi, a już same biegają i pokarmu szukają sobie, a jednak pomimo tego, jaką to miłość macierzyńską P. Bóg wlał tej kwoce, i podobnie innym matkom zwierzęcym. Zwierzęta w krótkim czasie, zwykle już w pierwszym roku życia są dojrzałe, – Koń lub krowa kilkunastoletnie są już stare. Nie tak u ludzi. Dziecię, niemowlę, potrzebuje czułej i starannej opieki macierzyńskiej i to długie miesiące, a nawet i lata! Dlatego z zamiaru i rozporządzenia Bożego i Chrystusowego dla dobra dzieci jest ustanowiony święty związek małżeński i rodzinny i to dozgonny i nierozerwalny! Z tego już więc wypływa, że kiedy małżeństwo święte ma być dozgonne i nierozerwalne, to tak ci, co mają zamiar do tego stanu wstąpić, jak i rodzice tychże, powinni bardzo dobrze się zastanowić nad tem, z kim ma być ten węzeł dozgonny zawarty, aby związek ten potem był na całe życie szczęśliwym. Gdyby ludzie na to zważali, nie byłoby na świecie tyle małżeństw i rodzin nieszczęśliwych, nie byłoby tyle narzekania, tyle łez i płaczu, tyle przekleństw, tyle dzieci źle wychowanych i tyle następnie nieszczęść i pożałowania godnych ofiar piekła!… nie byłoby tyle związków małżeńskich niegodziwie zerwanych!
I dlatego chcę ci, miły czytelniku, przedstawić, jak to chrześcijańskie małżeństwo trzeba zawierać, jak się do niego gotować, jak w niem żyć, żeby te małżeństwa i rodziny były potem prawdziwie chrześcijańskie i szczęśliwe.
    ====================================================================
Miłość małżeńska
 

        Ponieważ Pan Bóg jest stwórcą ludzkiej płciowości, wobec tego tylko On może być wiarygodnym ekspertem w tej dziedzinie. Tylko On jeden wie, co jest dla nas dobre, a co złe i dlatego mówi nam o tym poprzez przykazania i prawo moralne. Poprzez dar płciowości Pan Bóg dzieli się z ludźmi radością stworzenia nowego życia. W zamiarach Stwórcy głównym celem małżeńskiego współżycia jest więc poczęcie dziecka poprzez wzajemne miłosne oddanie. Prokreacja jest wspaniałym aktem, wyrażającym wzajemną miłość małżonków, jest całkowitym i bezwarunkowym oddaniem siebie współmałżonkowi dla poczęcia dziecka. 

     Prawdziwy dramat w małżeńskim współżyciu zaczyna się wtedy, gdy doznania seksualne zacznie się traktować jako coś najważniejszego. Dla wielu przyjemność seksualna stała się prawdziwym bożkiem, a możliwość poczęcia dziecka największym zagrożeniem. Taka postawa jest w całkowitej sprzeczności z tym, co Bóg mówi na temat ludzkiej płciowości. Istnieje pewna prawidłowość, że im bardziej słabnie wiara w Boga, tym więcej ludzie szukają szczęścia i sensu życia w seksualnych doznaniach. Wtedy liczy się tylko bardzo intensywne i jak najczęstsze doznawanie przyjemności.  Również środki masowego przekazu starają się sprowadzić istotę współżycia do seksualnych doznań.  Proponuje się praktyki, które są całkowitym wypaczaniem Bożego zamysłu odnośnie naszego potencjału seksualnego. 

     Współżycie w małżeństwie jest bardzo ważne (poczęcie dziecka),  natomiast nachalna pornograficzna propaganda wmawia ludziom, że seksualne doznania należą do istoty współżycia seksualnego w małżeństwie i poza nim.  Jest to po prostu kłamstwo. W Bożych zamiarach najważniejszym celem współżycia płciowego nie jest samo doznanie przyjemności. Pan Bóg powołuje nas do daleko wspanialszych przeżyć, aniżeli tylko do czysto fizycznych doznań. Celem współżycia w rodzinie katolickiej jest poczęcie dziecka.      

     Co trzeba zrobić, aby współżycie było dobre, uświęcało małżonków i prowadziło do poczęcia? Przede wszystkim trzeba spojrzeć na nie z wiarą, że ma służyć uświęceniu przez wyrażenie wzajemnej troskliwej miłości. W tej niezwykle intymnej dziedzinie małżonkowie powinni być ze sobą całkowicie szczerzy. Konieczne są naprawdę dobre warunki, w których żona będzie czuła się bezpieczna i nie będzie się bała poczęcia dziecka, lecz miała pewność, że jeżeli pojawi się dziecko, to jej mąż przyjmie je jako dar od samego Boga. Tylko taka postawa męża daje żonie poczucie pokoju i bezpieczeństwa. Lęk przed płodnością niszczy małżeńską jedność i miłość. Dlatego tak bardzo ważne jest całkowite zaufanie Bogu i podporządkowanie Mu wszystkich dziedzin życia, w tym również całej sfery seksualnej. Pamiętajmy, że nie było i nie ma takiej pary małżeńskiej, która żałowałaby tego, że była do końca wierna Bogu. Całkowite zaufanie Bogu rodzi się z codziennej modlitwy. Tylko ten, kto modli się, potrafi kochać. Jeżeli małżonkowie zaczynają zaniedbywać modlitwę i kontakt z Chrystusem w regularnej spowiedzi, Mszy św. i Komunii św., wtedy ich miłość automatycznie zaczyna zanikać. Tylko poprzez jedność z Bogiem, który jest jedynym źródłem miłości, małżonkowie będą mogli się prawdziwie i coraz pełniej kochać i starać o potomstwo. Skoro Bóg jest stwórcą seksualności, wobec tego tylko On jeden wie, co jest w tej dziedzinie dobre, a co złe. Jeżeli Bóg mówi zdecydowane NIE dla antykoncepcji, to dlatego, że pragnie uchronić małżonków od grzechu nieczystej pożądliwości. Małżonkowie, którzy stosują antykoncepcję, wyrażają w ten sposób swój brak zaufania i wiary Bogu, rezygnują z życia według praw natury, a także w szczególności narażają na zachowania seksualne niegodne katolickich małżonków.

     Bóg stawia wymagania, ponieważ prawdziwie kocha. Trzeba zawsze pamiętać, że tylko prawdziwa miłość wymaga i mówi zdecydowane NIE egoizmowi. Dlatego Boże prawa w dziedzinie seksu są jak zakazy wstępu na pole minowe. Czyż taki zakaz można nazwać okrutnym i ograniczającym wolność i szczęście? Bóg daje te prawa, bo Jemu naprawdę zależy na tym, aby małżonkowie dobrze wychowywali swoje potomstwo, prawdziwie się kochali i byli szczęśliwi. 

     Tylko ludzie wolni są zdolni do miłości, dlatego każdy normalny człowiek powinien posiąść umiejętność panowania nad swoim popędem seksualnym. Brak tej umiejętności jest powodem wielkich tragedii małżeńskich. Działanie seksualne, jak każde ludzkie działanie, powinno być poddane kontroli rozumu i woli. Kto nie potrafi opanować swoich pragnień seksualnych i podporządkować ich przykazaniom i prawu Bożemu, po prostu nie potrafi kochać.
Opracował: T.J.

===========================================
Przemówienie Ojca Świętego Piusa XII do matek i wychowawczyń katolickich wygłoszone w uroczystość Chrystusa Króla, 26 października 1941 roku

       Gdy spoglądamy na to wspaniałe zebranie matek, sióstr-nauczycielek i przełożonych zakładów – na delegatki członkiń Włoskiej Akcji Katolickiej oraz na tych, którzy poświęcają się sprawie wychowania, myśli Nasze biegną poza próg tej sali, poza granice Włoch, do krańców ziemi, obejmując wszystkie drogie sercu Naszemu dzieci, które są kwiatem rasy ludzkiej i radością matczynych serc [1]. Przywodzimy rów­nocześnie na pamięć nieśmiertelnego Piusa XI, który w encyklice swej Divini illius magistri, wydanej 31 grudnia 1929 r., poddał tak głębokiej analizie zagadnienie chrześcijańskiego wychowania młodzieży. Rozpatrując ten ważny problem, dokonał on słusznego i sprawiedliwego podziału ról, jakie Kościół, rodzina i państwo spełniają w wychowaniu młodzieży; stwierdził on przy tym z żalem, jak często rodzice okazują się nieprzygotowanymi i źle wyposażonymi do podjęcia ciążącej na nich pracy wychowawczej. Stąd też, oraz z uwagi na fakt, iż ramy tego światłego i wyczerpującego dokumentu nie pozwoliły mu zatrzymać się dłużej nad zagadnieniem wychowania domowego, wezwał on w imię Chrystusa wszystkich duszpasterzy, by „użyli wszelkich środków, nauczając katechizmu czy udzielając właściwych pouczeń, ustnych czy też drukowanych i szeroko kolportowanych, celem gruntownego pouczenia chrześcijańskich rodziców, zarówno o ich obowiązkach co do religijnego, moralnego i obywatelskiego wychowania ich dzieci, jak i – pomijając tu przykład, jakim świecić winni rodzice – o najwłaściwszych drogach prowadzących do tego celu” [2].
Skierowując powyższe wezwanie do duszpasterzy, wielki Papież skierował je także do rodziców, matek i ojców rodzin. Jesteśmy jednak głęboko przeświadczeni, iż działamy zgodnie z życzeniem Naszego czcigodnego Poprzednika, udzielając tej specjalnej audiencji matkom i innym wychowawczyniom dzieci. Prawda, że gdy przemawiamy do nowożeńców, słowa Nasze skierowane są również do was; tym niemniej szczęśliwi jesteśmy korzystając z tej okazji przemawiania do was w sposób szczególny ukochane córki, ponieważ w matkach oraz w ich wypróbowanych i pobożnych towarzyszkach i pomocnicach widzimy te, które wywierają najwcześniejszy i najbardziej bezpośredni wpływ na dusze maleńkich istot ludzkich, oraz na ich rozwój w pobożności i cnocie.
Nie potrzebujemy przypominać wam, jak konieczną i jak ważną jest ta praca wychowawcza w domu, i jak ważnym jest ten obowiązek ciążący na matce, którego nie może ona ani zaniedbać, ani wykonywać z obojętnością. Przemawiając do Naszych ukochanych, córek Akcji Katolickiej nie mamy wątpliwości, iż traktują one powyższy obowiązek jako pierwszorzędne zadanie chrześcijańskich matek i jako powinność, w wykonywaniu której nikt ich całkowicie zastąpić nie zdoła. Nie wystarczy jednak zdawanie sobie sprawy z pewnego obowiązku i pragnienie wykonania go, nawet najsumienniej; trzeba być również zdolnym do umiejętnego i właściwego wykonania tego obowiązku.
 
Konieczność poważnego przygotowania do trudnej pracy wychowawczej
Jest rzeczą dziwną, a jak stwierdził to Papież Pius XI w swojej encyklice, rzeczą godną pożałowania, że podczas gdy nikt nie marzyłby nawet o raptownym zdobyciu zawodu mechanika czy inżyniera, lekarza czy prawnika bez odpowiedniej praktyki lub przygotowania, codziennie jednak znajduje się wiele młodych mężczyzn i kobiet, które zawierają związek małżeński nie zastanawiając się nawet na chwilę nad uprzednim przygotowaniem się do oczekującego ich trudnego zadania wychowania dzieci. A skoro św. Grzegorz Wielki mógł wyrazić się o kierowaniu duszami jako o „sztuce sztuk” [3], to doprawdy nie ma trudniejszej i wymagającej większej wytrwałości sztuki jak urobienie dziecięcej duszy; dusze te bowiem są tak delikatne, tak łatwo ulegają spaczeniu przez bezmyślny wpływ lub złą radę, tak trudno po właściwej drodze je kierować i tak łatwo mogą być spaczone; łatwiej niż na wosku wytłoczyć na nich można zgubne i niezatarte znamię przez szkodliwe wpływy lub karygodne zaniedbania. Szczęśliwe to dziecko, którego matka stoi nad kołyską, jak anioł stróż, by wskazać mu właściwą drogę i prowadzić je po niej stale.; Wyrażając wam Nasze powinszowania dla osiągniętych już przez was wyników pragniemy skierować do was gorące ponowne wezwanie, byście kontynuowały pracę nad rozwojem tych wspaniałych organizacji, których celem jest przygotowanie – dla każdej klasy społecznej odpowiednich wychowawców, świadomych swego wysokiego powołania, zawsze bacznych na zło i gorliwie dążących do; utrwalenia dobra na ziemi. Takie uczucia w duszy kobiety i matki uprawniają ją do czci, należnej wiernej towarzyszce męża; taka matka jest jakby filarem, bo stanowi ona główną podporę domu; jest ona jakby drogowskazem, którego światło daje przykład parafii i oświeca pobożne stowarzyszenia, których jest ona członkiem.
Praca matki nad najwcześniejszym rozwojem dziecka
Szczególnie pożądane są te organizacje waszego Związku Akcji Katolickiej, których celem jest okazywanie pomocy i przygotowanie młodej żony w okresie przedporodowym i najwcześniejszym okresie życia jej potomstwa. Jest to doprawdy anielska praca, jaką spełniacie czuwając nad matką i jej maleństwem, które nosi ona w sobie [4], a następnie okazując pomoc matce, gdy piersią własną i uśmiechem karmi ona ciało i duszę maleńkiego anioła, zesłanego jej przez niebiosa. Bóg zlecił kobiecie bolesną, lecz jakże radosną [5], świętą misję macierzyństwa; jej również, bardziej niż komukolwiek innemu, powierzone jest pierwsze wychowanie dziecka w jego najwcześniejszych miesiącach i latach. Nie będziemy wspominać tu o dziedziczności, która zaciążyć może na formowaniu się charakteru dziecka; ograniczymy się tu jedynie do stwierdzenia, że to ukryte dziedzictwo jest niekiedy oskarżeniem, skierowanym przeciwko nienormalnemu życiu rodziców, którzy w ten sposób stają się odpowiedzialni za utrudnienie ich potomstwu prowadzenia naprawdę chrześcijańskiego życia. Ojcowie i matki, których wzajemną miłość uświęca wiara Chrystusowa, baczcie, by przed przyjściem na świat waszego dziecka, przygotowana była czysta atmosfera rodzinna, w której dziecko mogłoby otworzyć oczęta swoje na świat, a duszę przysposobić do życia tak, by dobra woń Chrystusa unosiła się nad każdym etapem jego moralnego rozwoju. Matki, tkliwość wasza jest większą, a wasza miłość czulszą! Czuwajcie zatem nad waszymi dziećmi w ich najwcześniejszym dzieciństwie, dbając o ich rozwój i zdrowie ich małych ciałek; ciało to bowiem powstałe z waszego ciała i owoc waszego łona. Pamiętajcie, że dzieci wasze są przybranymi dziećmi Boga i szczególnie umiłowanymi przez Chrystusa; pamiętajcie, że ich anio­łowie patrzą zawsze w oblicze Ojca niebieskiego [6]; wy zatem, troszcząc się o nie, musicie podobnie stać się aniołami, w każdej trosce i w każdej czujności mając oczy zwrócone ku niebu. Na was, od kołyski, ciąży zadanie wychowania ich duszy i ciała, bo jeśli wy ich wychowywać nie będziecie – będą wychowywać się same. Wiele moralnych cech, które obserwować możecie u młodych lub u dorosłych, bierze początek z lat dziecinnych; czysto organiczne przyzwyczajenia, nabyte w tym okresie, mogą okazać się poważnymi przeszkodami w późniejszym życiu ich duszy. Ze specjalną uwagą zatem czuwać będziecie nad waszymi dziećmi, dbając o zachowanie przepisów doskonałej higieny tak, by w okresie, w którym zaczną posługiwać się rozumem, organy ich były zdrowe, krzepkie i wolne od spaczonych dążności. Oto powód dlaczego, z wyjątkiem wypadków, gdy jest to całkowicie niemożliwe, pożądanym jest, by matka karmiła swoje dziecko własną piersią. Któż zdoła określić przedziwnie tajemnicze wpływy, jakie oddziaływają na rozwój tych malutkich istnień poprzez matkę, od której rozwój ich jest całkowicie zależny?
Czy zwróciliście uwagę na te małe oczy, szeroko otwarte, bez przerwy pytające; na to spojrzenie, rzucane z jednej rzeczy na drugą, biegnące za ruchem lub gestem, już wtedy wyrażające radość lub ból, złość i upór, świadczące o różnorodnych namiętnościach, które drzemią w sercu ludzkim zanim nawet malutkie usta potrafią wypowiedzieć jedno słowo? Jest to najzupełniej naturalne. Wbrew temu, co utrzymywali pewni myśliciele, nie przychodzimy na świat obdarzeni świadomością, pamięcią czy marzeniami o życiu, które już kiedyś przeżyliśmy. Umysł dziecka z chwilą, gdy opuszcza ono łono matki, jest stronicą, na której nic nie jest napisane; z godziny na godzinę, od kołyski aż do grobu, oczy jego i inne organy, wewnętrzne i zewnętrzne, reagują na życie otaczającego je świata dzięki własnej, żywotnej działalności i one dopiero pisać będą na tej stronicy obrazy i idee rzeczy, wśród których dziecko żyje. Stąd więc nieprzeparty instynkt poszukiwania prawdy i dobra skierowuje „prostą duszę, która niczego nie zna” [7] ku temu, co zdoła ona odczuć; wszelka władza tych uczuć, wszystkie dziecinne wrażenia za pomocą których i rozum i wola budzą się stopniowo do życia, wymagają wychowania, ćwiczenia i starannego kierownictwa; w przeciwnym razie minimalne rozbudzenie i właściwy rozwój tych szlachetnych władz duchowych będą zagrożone  lub ulegną wypaczeniu. W tym wczesnym okresie dzieciństwa kochające spojrzenie lub słowo przestrogi nauczyć muszą dziecko, by nie poddawało się wszystkim :swoim wrażeniom, w miarę zaś rozwoju rozumu musi ono kształcić w sobie zdolność rozróżniania i panowania nad kaprysami swoich uczuć; jednym słowem, pod kierownictwem matki, dziecko winno rozpocząć pracę nad swoim własnym wychowaniem.
Obserwujcie dziecko w jego najwcześniejszych latach. Jeśli poznacie je dobrze, wychowacie je również dobrze; nie urobicie sobie błędnego pojęcia o jego charakterze; zrozumiecie je wiedząc kiedy macie mu ustąpić, kiedy macie być niewzruszone; naturalne dobre usposobienie nie jest udziałem wszystkich synów ludzkich.
Ćwiczenie umysłu
Rozwijajcie umysły waszych dzieci. Nie czyńcie nic takiego, co by stwarzać mogło w ich umysłach błędne idee lub błędne racje rzeczy; jakiekolwiek byłyby ich pytania, nie zbywajcie ich wymijającymi odpowiedziami lub nieprawdziwymi twierdzeniami, które umysł dziecka rzadko przyjmuje; korzystajcie z nich natomiast w tym celu, by z miłością i cierpliwością ćwiczyć ich umysły, które pragną jedynie pojąć prawdę i przyswoić ją sobie z pomocą najwcześniejszych i najprostszych wysiłków ich władz kierujących rozumem i zmysłem obserwacji dziecka. Któż zdoła stwierdzić, ile niejeden geniusz zawdzięcza stałym i pełnym ufności pytaniom z lat dziecinnych, stawianym w ciepłej atmosferze domowego ogniska.
Ćwiczenie charakteru
Rozwijajcie charakter waszych dzieci. Prostujcie ich błędy, ośmielajcie i pielęgnujcie ich dobre rysy, uzgadniajcie je z ta stałością, która w późniejszym wieku zmieni się w stanowczość. Jeśli dzieci są świadome będą w okresie, w którym wzrastają i zaczynają myśleć i chcieć, iż kierowane są rozumną wolą rodziców, niezmienną i zdecydowaną, wolną od gwałtowności i złości, niepoddającą się słabości i niekonsekwencji, potrafią wówczas po pewnym czasie, widzieć w niej odbicie innej, wyższej woli, woli Boga; w ten sposób zasadzą one w swoich duszach nasiona wczesnych, dobrych nawyków moralnych, które urabiają i utrwalają charakter, rozwijają w nim samokontrolę w chwilach przełomowych, oraz odwagę w obliczu konfliktu czy ofiary, wpajają weń wreszcie głębokie poczucie chrześcijańskiego obowiązku.
Ćwiczenie serca
Rozwijajcie ich serca. Jakże często los człowieka, ruinę jego charakteru lub grożące mu niebezpieczeństwo wyśledzić można we wczesnych latach młodości, gdy serce jego zepsute zostało czułym pochlebstwem, niemądrym zamieszaniem i wrzawą i nieroztropną pobłażliwością źle pojmujących swe obowiązki rodziców. Podatne na wrażenia małe serce przywykło do tego, iż wszystkie rzeczy obracają się dookoła niego, uległe są jego woli i kaprysowi: w ten sposób powstaje w nim ten nieokiełznany egoizm, którego pierwszymi ofiarami staną się później jego właśni rodzice. Jest to często słuszna kara za samolubstwo rodziców, odmawiających ich jedynemu dziecku radości posiadania małych braci i sióstr, którzy, ciesząc się w równej mierze uczuciami matki, przyzwyczaili by je do myślenia o drugich, a nie tylko o sobie. Jakże głębokie i bogate źródła miłości, dobra i poświęcenia drzemią w sercu dziecka! Wy, matki, musicie pobudzić je do życia, pielęgnować, kierować nimi, wznieść je do Tego, który uświęci je, do Chrystusa; do Chrystusa i do Maryi, która wprowadzi do ich serc pobożność, nauczy je przez modlitwę składać w ofierze ich czyste poświęcenia i niewinne zwycięstwa Temu, który jako niebiański Ojciec kocha je, nauczy je Ona okazywać miłosierdzie biednym i nieszczęśliwym. Jakże radosną jest wiosna dzieciństwa, niezmącona wiatrami czy burzą!
Ćwiczenie woli w wieku młodzieńczym
Nadejdzie jednak dzień, kiedy dziecięce serce zacznie odczuwać nowe wzruszenia; nowe pragnienia zakłócą pogodę owych wczesnych lat. W tym okresie próby matki chrześcijańskie pamiętajcie, iż ćwiczenie serca jest ćwiczeniem woli w oporze przeciwko atakom zła i zdradliwym pokusom namiętności; w tym okresie przejściowym z nieświadomej czystości wieku dziecięcego do tryumfującej czystości wieku młodzieńczego, macie do spełnienia zadanie wielkiej doniosłości. Musicie tak przygotować waszych synów i córki, by pewnym krokiem, jakby torując sobie drogę wśród węży, przeszli przez ten krytyczny okres zmian fizycznych; by przeszli go nie tracąc nic z radości niewinności, zachowując nienaruszonym naturalny instynkt wstydu, którym obdarzyła ich Opatrzność i który stanowi hamulec na nieokiełznaną namiętność. Do tego instynktu skromności, który w swej spontanicznej odrazie dla wszelkiej nieczystości, pokrewny jest instynktowi religijnemu, nie przy­wiązuje się dzisiaj wielkiej wagi. Wy jednak, matki, dbać będziecie o to, by dzieci wasze nie zatraciły go przez nieprzyzwoite stroje, samoupiększanie, przez niestosowne zażyłości i poufałości, przez niemoralne widowiska; przeciwnie, starać się będziecie, by instynkt ten uczynić bardziej delikatnym i czujnym, bardziej wzniosłym i prawdziwym. Czuwać będziecie nad każdym ich krokiem; uczynicie wszystko, by nie być świadkiem splamienia i skażenia śnieżnej białości dusz przez złe i zło siejące towarzystwo; natchniecie je głębokim szacunkiem i zazdrosnym umiłowaniem czystości, nakłaniając je, by poddały się pod pewną i matczyną opiekę Maryi Niepokalanie Poczętej. Wreszcie, przezorność właściwa matce i nauczycielce oraz serdeczne zaufanie, jakie wzbudzić zdołałyście w waszych dzieciach, ułatwią wam wyczekiwa­nie i rozpoznanie chwili, w której pewne niewypowiedziane pytania powstaną w ich umysłach i niepokoić zaczną ich zmysły. Będzie wtedy obowiązkiem waszym wobec waszych córek, a ojców wobec ich synów, umiejętnie i delikatnie odsłonić im w mia­rę potrzeby prawdę, dać im roztropną, prawdziwą i chrześcijańską odpowiedź na te pytania i uspokoić ich umysły. Objaśnienie tajemniczych i cudownych praw życia, dokonane ustami chrześcijańskich rodziców we właściwym czasie, we właściwych rozmiarach i z właściwą ostrożnością, spotka się z szacunkiem i wdzięcznością; rozjaśni ono umysł dziecka z nierównie mniejszym niebezpieczeństwem niż gdyby się miało o nich dowiedzieć przypadkowo, przy okazji jakiegoś niepokojącego zetknięcia, skrytych rozmów, przeglądania nieodpowiednich książek lub czasopism, czy wreszcie od przemądrzałych towarzyszy; skrytość i tajemniczość rozpala imaginację i podnieca zmysły, okazje takie są więc o wiele niebezpieczniejsze i szkodliwsze. Jeśli słowa wasze będą mądre i dyskretne, będą one ochroną i ostrzeżeniem przeciwko pokusom i zepsuciu, jakie ich otaczają „albowiem dostrzeżona strzała wolniej dolatuje” [8]
Potężna pomoc religii
Zdajecie sobie jednak dobrze sprawę, iż w tej wielkiej, prący nad chrześcijańskim wychowaniem waszych synów i córek nie wystarczy nawet; najmądrzejsze, najwszechstronniejsze przygotowanie domowe. Musi ono być uzupełnione i udoskonalone potężnym wpływem religii. Od chwili chrztu św. kapłan posiada władzę duchowego ojca i pasterza waszych dzieci; musicie więc współdziałać z nim w nauczaniu podstawowych zasad katechizmu i pobożności, jako jedynych podstaw właściwego i trwałego wychowania; jako najwcześniejsi nauczyciele waszych dzieci, winnyście posiadać wystarczającą i pewną znajomość powyższych zasad. Nie możecie bowiem uczyć czegoś, czego sami nie znacie. Uczcie je miłować Boga, miłować Chrystusa, miłować Kościół Matkę naszą oraz pasterzy Kościoła – naszych przewodników. Miłujcie katechizm i uczcie wasze dzieci miłować go również, zaprawdę to wielki podręcznik miłości i bojaźni Bożej, chrześcijańskiej mądrości i wiecznego życia.
Dzielni pomocnicy w pracy wychowawczej
W waszej wszechstronnej pracy wychowawczej odczuwać będziecie potrzebę i obowiązek uciekania się do pomocy innych: dobierzcie sobie takich pomocników, którzy podobnie jak wy, są chrześcijanami; odbierajcie ich z taką starannością, jakiej wymaga skarb, który im powierzacie; poruczacie w ich ręce wiarę, czystość i pobożność waszych dzieci. Skoro dokonacie jednak wyboru, nie sądźcie, że od tej chwili wolne jesteście od waszych obowiązków i od waszej czujności; musicie z nimi współpracować. Nawet najwybitniejsi nauczyciele osiągną nikłe rezultaty w pracy nad ułożeniem waszych dzieci, jeśli pozbawieni będą waszej współpracy, wysiłki ich będą jeszcze mniej skuteczne, jeśli miast dopomagać i współpracować, będziecie przeciwdziałać i przeciwstawiać się im. Jakże wielkie byłoby nieszczęście, gdyby wasza pobłażliwość i słabość serca okazywane w domu, unicestwić miały to, czego w urobieniu charakteru i pogłębianiu pobożności waszych dzieci dokonały: szkoła, katechizm, lub stowarzyszenia katolickie.
Lecz – powie któraś z matek – trudno dać sobie dzisiaj radę z dziećmi. Nie mogę poradzić sobie z moim synem, córka moja jest wprost nie do wychowania. Istotnie, wielu chłopów i dziewcząt w wieku 12 lub 15 lat staje się krnąbrnymi i nieznośnymi. Dlaczego jednak tak jest? Dlatego, że gdy mieli oni 2–3 lata dozwolono im robić to co im się podobało. Niektóre temperamenty są doprawdy niewdzięczne i buntownicze, lecz choćby było najbardziej nieczułe czy uparte jest ono jednak waszym dzieckiem. Czy kochałabyś je mniej od jego braci i sióstr, gdyby było chorowite czy zdeformowane? Bóg ci je dał; pamiętaj byś go nie traktowała jako wyrzutka w rodzinie. Nie ma dziecka, które byłoby tak niesforne, iżby nie można go było rozwinąć czułością, cierpliwością i miłością; i rzadko doprawdy zdarzyć się może, by najtwardsza i najmniej obiecująca gleba nie wydała kwiatu uległości i cnoty, jeśli tylko nierozumna srogość nie wpłynie na całkowite zniszczenie ziarna dobrej woli, znajdującego się wewnątrz najdumniejszej nawet duszy. Wychowanie waszych dzieci byłoby zrujnowane gdyby odkryły one w oczach rodzicielskich – a wzrok dzieci dostatecznie jest bystry – jakiekolwiek oznaki faworytyzmu, niewłaściwych preferencji lub antypatii w stosunku do któregokolwiek z nich. Dla waszego dobra i dla dobra waszych dzieci musicie stale pamiętać, iż stosując właściwą srogość czy rozdając pieszczoty i udzielając zachęty – odnosicie się z równą miłością, która nie zna różnicy, chyba wtedy, kiedy chodzi o skarcenie za złe, lub zachęcenie do dobrych myśli, słów i uczynków. Czyż nie otrzymałyście każdego z nich w równym stopniu od Boga?
Nauczycielki obok matek chrześcijańskich
Słowa Nasze skierowane były przede wszystkim do was, matki chrześcijańskie. Lecz wraz z wami widzimy dziś dokoła Nas zakonnice, nauczycielki i te wszystkie, które biorą udział w pracy nad chrześcijańskim wychowaniem dzieci. Są one również matkami, choć nie z natury lub z krwi, lecz z miłości, jaką otaczają młodych, tak drogich Chrystusowi i Kościołowi – Jego Oblubienicy. Doprawdy, wy, które bierzecie udział wspólnie z chrześcijańskimi matkami w pracy wychowawczej, jesteście także matkami; macie bowiem matczyne serca, pełne miłości, której udzielił wam Duch Święty. W tej miłości, która jest miłością Chrystusa i która prowadzi was po drodze dobrych uczynków, znajdujecie wasze światło, pocieszenie i zajęcie, zbliżające was tak bardzo do matek, ojców i dzieci. Łączycie w ten sposób i zbliżacie do siebie te żyjące gałęzie drzewa, którym jest społeczeństwo, te dzieci, które są nadzieją rodziców i Kościoła i tworzycie z nich jedna wielką rodzinę, liczącą tysiące maluczkich; z myślą o wypełnieniu obowiązku waszego wobec rodziców i kraju rozwijajcie i kształćcie ich umysły, charaktery i serca, wychowując je w duchowej i moralnej atmosferze, w której radość niewinności występuje obok wiary w Boga i czci dla świętych rzeczy. Wyrażamy wam, podobnie jak czynią to wszystkie matki, Naszą głęboką wdzięczność i Naszą serdeczną pochwałę. Rozwijajcie i kontynuujcie matczyną pracę nad rozwojem dzieci w waszych szkołach, domach, zakładach i stowarzyszeniach. Jesteście zaprawdę siostrzaną rodziną duchowych matek, których potomstwem jest czysty kwiat młodości.
Zakończenie
Chrześcijańskie matki i ukochane córki! Mogliśmy w kilku tylko słowach streścić wspaniałość waszej niezrównanej misji, znaczonej dzisiaj tyloma przeszkodami i trudnościami. Jakże wspaniałą jest postać matki, pochylonej nad kołyską, wypełniającej swoje przeznaczenie w domu rodzinnym; postać matki – piastunki i nauczyciela jej malutkich pociech. Zadanie jej pełne jest trudu i skłonni bylibyśmy doprawdy sądzić, iż nie jest ona w stanie podołać temu zadaniu, gdyby nie łaska Boga, która towarzyszy jej stale, przyświeca, kieruje i podtrzymuje w codziennych troskach i znojach, i gdyby nie pomoc innych wychowawców, współpracujących z nią w ułożeniu tych młodocianych dusz; zapał, poświęcenie i energia tych wychowawców podobne są do matczynych.
Błagając Boga Najwyższego, by zesłał wam pełnię swych łask i dopomógł wam w waszych rozlicznych trudach na rzecz młodych, waszej opiece powierzonych, udzielamy wam z głębi Naszego serca, jako zadatek niebiańskich dobrodziejstw, Naszego ojcowskiego błogosławieństwa apostolskiego.

Pius XII
[1] Ps 112, 9.
[2] A.A.S. 112, 1930, s. 73–74.
[3] Reguła pastor., ks. 1, c. 1.
[4] Św. Tomasz, Suma teologiczna I, q. 113, a. 5, ad 3.
[5] J 16, 21.
[6] Mt 18, 10.
[7] Dante, Czyściec, XVI, 88.
[8] Dante, Raj, XVII, 27.