1. Jedno nam jeszcze pozostaje w tym rozdziale poświęconym cnocie
religii, czyli pobożności, a mianowicie omówienie najbliżej z nią
związanej cnoty pokuty. Św. Tomasz pominął ją w szeregu cnót, które
opracował w swej II-II i dopiero w III części Sumy, zaczynając traktat
poświęcony sakramentowi pokuty, poprzedził go osobną kwestia traktująca o
cnocie pokuty. Jak wiadomo bowiem, materią tego sakramentu są nasze
grzechy, podane jednak nie byle jak, nie na surowo, ale w pewnej
zaprawie, w pewnym usposobieniu ducha, którym jest właśnie cnota pokuty.
Jest ona bowiem, jak to dokładniej zobaczymy, nie tylko smutkiem czy
też bólem z racji popełnionych grzechów, ale i chęcią zadośćuczynienia i
wyrównania zniewagi uczynionej czci należnej Bogu. Pominięcie tej cnoty
w szeregu innych tłumaczy się u św. Tomasza zapewne tym, że w licznych
katalogach cnót autorów starożytnych, którymi się posiłkował, nie
znajdował pokuty. I nie trudno zrozumieć, dlaczego: oto w porządku
przyrodzonym nie było na nią miejsca, gdyż w stosunku do bliźniego
wystarcza uczciwość, nakazująca zadośćuczynić za wyrządzona krzywdę, a w
stosunku do Boga brak było znajomości jego miłosierdzia, bez którego
cnota pokuty jest nie do pomyślenia. Toteż św. Tomasz dopiero w nauce o
sakramentach poczuł się zniewolonym do opracowania tego nastroju duszy,
od którego materia sakramentu pokuty jest uzależniona, a przez nią i
jego ważność.