Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

środa, 18 maja 2016

Żywot świętego Feliksa z Kantalicio

   Święty Feliks z Kantalicio, tak nazwany od miejsca urodzenia, położonego w państwie kościelnym we Włoszech, przyszedł na świat roku Pańskiego 1515. 

Wskutek ubóstwa rodziców musiał pasać bydło, a później pójść w służbę za parobka. Nigdy nie zaznał co to szkoła, ale za to Pan Bóg sam był mu nauczycielem, udzieliwszy mu wielkiej gorliwości do modlitwy. 

Z początku modlił się tak, jak go rodzice nauczyli, a więc "Ojcze nasz", "Zdrowaś Maryja" i "Wierzę w Boga Ojca", z największą gorliwością odmawiając te modlitwy przed rozpoczęciem każdej roboty i po jej ukończeniu, w dzień i w nocy. Później Duch święty nauczył go modlitwy innej, budząc w nim pragnienie lepszego poznania Boga i coraz większej czci i uwielbienia Stwórcy, okazującego się wszelkiemu stworzeniu. Podziwiał więc całą przyrodę, piękność kwiatów, różnorodność owoców, zręczność pszczół, pilność mrówek, żwawość ptaków, a wszystko to było dlań księgą otwartą, w której codziennie poznawał wszelkie przymioty i doskonałości Stwórcy samego. 

Niemniej zagłębiał się w życiu i cierpieniach Jezusa, o których słyszał na kazaniach w kościele, a których wyobrażenie dawały mu obrazy znajdujące się po kościołach. Takie nieustanne obcowanie z Bogiem uczyniło go łagodnym, cierpliwym, usłużnym i pokornym. Nie był zdolny pogniewać się na kogokolwiek, a jeśli go kto nazywał świętoszkiem, temu odpowiadał: "Niechaj Bóg miłosierny zrobi ciebie Świętym!".


W niedzielę i święta prosił zwykle któregoś z towarzyszy, aby mu coś przeczytał z książki nabożnej i z "Żywotów Świętych"; w taki sposób dowiedział się o życiu dawnych pustelników, jak pracowali i jak się modlili, jak się żywili tylko chlebem i ziołami i jak zawsze byli skorzy do modlitwy. Pociągało to jego umysł do naśladowania tych świątobliwych mężów. Już postanowił urządzić sobie w głębi lasu samotne schronienie, kiedy mu powiedziano: "Idź raczej do kapucynów do Citta-Ducalla! Tam znajdziesz, czego szukasz, tj. ubóstwo i osamotnienie".

Usłuchał tej rady, opuścił służbę, zasługi rozdzielił pomiędzy ubogich i udał się do klasztoru kapucynów, aby poprosić o przyjęcie do grona zakonników. By go wystawić na próbę, przyjął go gwardian bardzo ozięble i surowo, zniechęcał go w rozmowie do życia zakonnego, przedstawiając mu jego ciężary i niedogodności; mówił o umartwieniach ciała, jakim zakonnicy muszą się poddawać, przedstawiał mu, jak by się strasznie omylił, gdyby sądził, że w klasztorze będzie bez troski chleb spożywał i wiódł życie wygodne i bezczynne, a w końcu wskazał mu na krzyż Chrystusa i zapytał: "Czy masz odwagę iść w ślad za ukrzyżowanym Zbawicielem?". Feliks ukląkł i rzekł ze łzami w oczach: "Bóg jest mi świadkiem, że nic innego nie pożądam, jak tylko wieść życie pełne umartwień".

Gwardian dał mu więc suknię zakonną, a Feliks (żył około roku Pańskiego 1580) święcie dotrzymał przyrzeczenia. Mimo że liczył już lat trzydzieści, był podobny do najposłuszniejszego dziecka, wszystkich rozkazów słuchał jak najuważniej, a wypełniał je jak najściślej z wszelką pokorą, jak najdoskonalszy pustelnik. Przeor kazał mu chodzić i zbierać jałmużnę dla klasztoru św. Bonawentury, a Feliks pełnił ten przykry i trudny obowiązek z największą gorliwością lat czterdzieści. W lichej odzieży, boso, z workiem na plecach i różańcem w ręku przebiegał ulice Rzymu, prosząc o jałmużnę. Nieraz za pokorną prośbę doznawał wzgardy i bluźnierstwa, za wszystko jednak równie dziękował. 

Przeor, poznawszy jego cnoty, pozwolił mu rozdzielać część jałmużny pomiędzy ubogich i chorych, z czego Feliks serdecznie się radował i wolnego czasu używał na wyszukiwanie najnieszczęśliwszych po szpitalach Rzymu. Obok pomocy pieniężnej udzielał także rad zbawiennych i przygotowywał umierających na śmierć, do czego miał szczególny dar. Niezwykle zręcznie umiał także wyszukiwać prawdziwie ubogich a wstydliwych i zwracał na nich uwagę bogaczy. 

Pewna znakomita pani, którą prosił o jałmużnę, wszczęła z nim rozmowę o rzeczach duchownych, że jednak była bardzo niestosownie ubrana, przeto Feliks słuchał jej ze spuszczonymi oczyma i nie rzekł ani słowa. Kiedy zdziwiona tym zapytała go o powód milczenia, odezwał się głosem pełnym żalu: "Siostro, nie będę przed tobą ukrywał boleści, jaką mnie przejmuje widok twojego ubioru! Ubierasz się tak, jak ci nie przystoi, i w ten sposób szkodzisz własnej dobrej sławie. Czemuż ubierasz się tak nieskromnie? Chcesz się przypodobać - ale tym sposobem gorszysz niedorosłych, drażnisz ludzi słabych, a oburzasz na siebie ludzi obyczajnych. Jaką karę naznaczył Jezus Chrystus na takich gorszycieli, powiada święty Marek w rozdziale 9, wiersz 41: Ktobykolwiek zgorszył jednego z tych maluczkich, lepiej by mu, żeby mu uwiązano kamień młyński u szyi jego, i wrzucono go w morze. Od tego czasu owa pani ubierała się bardzo skromnie. 

Innym razem prosił o jałmużnę sędziego, któremu jeden z podsądnych przywiózł cielę, aby tym sposobem uzyskać łagodny wyrok. Wiedząc o tym, rzekł: "Czy nie słyszysz panie, jak to zwierzę woła o łagodny wyrok? Ale wspomnij na to, że to samo cielę w dniu ostatecznym żądać będzie twego potępienia!". To wystarczyło. Sędzia zaraz odesłał cielę i wydał wyrok sprawiedliwy. 

Samemu Bogu tylko wiadomo, ile ten święty żebrak dobrego zdziałał w Rzymie. Gdy wieczorem z pełnym workiem na plecach wracał do klasztoru, zamiast na spoczynek udawał się do kościoła na modlitwę, na której nieraz połowę nocy spędzał. Często tak wielką gorzał miłością, że prosił Matkę Boską, aby mu chociaż na chwilę dała Dzieciątko Jezus do piastowania. Matka Boska podawała mu Dzieciątko, a on okrywał je pocałunkami i potem znów Je oddawał. 

W natchnieniu utworzył kilka pieśni nabożnych, pełnych serdecznego uczucia; ilekroć sam je śpiewał, był nieczuły na wszelkie objawy świata i w zupełnym zachwycie. 

Kiedy go pytano o wykształcenie, odpowiadał z uśmiechem: "Znam tylko sześć liter: pięć czerwonych i jedną białą - czyli pięć ran Jezusa Chrystusa i białą bez zmazy czystość dziewiczą Matki Boskiej". Kiedy doszedł do sędziwej starości, a jeszcze ciągle zajmował się zbieraniem jałmużny, zapytał go jeden z kardynałów, dlaczego nie prosi przeora, aby mu pozwolił odpocząć. Feliks odpowiedział: "Żołnierz powinien umierać z mieczem w ręku, a osioł kończyć życie pod ciężarem ładunku. Niech Bóg broni, abym miał memu ciału pozwolić na odpoczynek! Ono i tak jest tylko do cierpienia i do pracy stworzone". 

Za wzorem świętego Franciszka nazywał swe ciało "braciszkiem osłem" i tak się też z nim obchodził, dając mu tylko chleb i wodę i pozwalając mu odpoczywać tylko na gołych deskach. Jałmużnę zbierał zawsze boso i to nawet w słotę i zimno. 

Pod koniec życia zesłał Bóg na niego dotkliwe cierpienia, które znosił z wielką stałością. Na pytanie lekarza, dlaczego nie prosi Boga o ulgę w cierpieniach, dał piękną odpowiedź: "Czyż mam potrzebę mówić Jezusowi, co dla mnie jest dobre? Chociażbym wiedział, że mnie Bóg na moje prośby uzdrowi, to i tak bym o to nie prosił. Cierpienia są łaskami Boskimi, pysznymi różami. Czy chcecie, abym nimi gardził i pozbawiał się tego zaszczytu i tej rozkoszy, że cierpię za Jezusa Chrystusa? Ciało moje wolałoby wprawdzie nie cierpieć, ale ja ciału nie ulegam, toteż winno czynić tak, jak Bóg chce". 

W dniu śmierci, o którym dawno wiedział, objawiła mu się Matka Boska, otoczona chórem aniołów. Święty wzniósł ku Niej ręce z niesłychanym zachwytem i zawołał: "O, o, o!". Niebiańska światłość zajaśniała na jego obliczu, a usta szeptały słowa gorącej miłości ku Bogu. Braciom klasztornym, którzy go pytali, co w górze tak pięknego widzi, odpowiedział: "Widzę to, czego wy widzieć teraz nie możecie". Umarł, a raczej zasnął łagodnie dnia 18 maja 1587 roku. Liczne cuda, jakie przy grobie jego zaszły, dały dowód jego świątobliwości, wskutek czego papież Klemens XI ogłosił go Świętym w roku 1712. 

Nauka moralna

 

Przykład świętego Feliksa, który miał tak wielki dar pojmowania wszelkich wzniosłych objawów, daje nam dowód, że nie zawsze i koniecznie trzeba być wysoko wykształconym, aby mieć pojęcie o wyższych rzeczach. Każdy człowiek ma zdolności do tego, by Boga poznać i kochać. 

Któż może o sobie powiedzieć, że nie jest zdolny do rozmyślania o rzeczach bożych? Przecież umiesz rozmyślać o sprawach światowych, o interesach, wielu zatapia się w myślach grzesznych, a nie mieliby być zdolnymi do rozmyślania o Bogu, o cnocie, o śmierci, o Niebie, piekle i grzechach własnych? 

Nie łudź zatem siebie samego, mówiąc: "Nie mam zdolności do rozmyślania"! Jest to twoja własna niechęć, lenistwo i zmysłowość, które ci rozmyślać nad zbawieniem nie pozwalają! 

Modlitwa

 

Boże, któryś św. Feliksa, wyznawcę Twojego, prostotą ewangeliczną i niewinnością życia w Kościele Twoim uświetnić raczył, spraw, abyśmy przykładami jego nauczeni, a pośrednictwem wsparci, do Jezusa Chrystusa, którego on sam na ziemi na rękach piastował, szczęśliwie się dostali. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Amen.

Św. Feliks z Kantalicio
Urodzony dla świata 1515 roku,
Urodzony dla nieba 1587 roku,
Kanonizowany 1712 roku,
Wspomnienie 18 maja


Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937 r.