— Nie pojmujemy pojednania w ten sam sposób. Kard. Ratzinger widzi je jako spacyfikowanie nas, doprowadzenie nas do uznania soboru. My widzimy je jako powrót Rzymu do Tradycji. Nie rozumiemy się, jest to dialog głuchych. Nie mogę mówić wiele o przyszłości, bo moja jest już za mną. Ale jeśli pożyję jeszcze trochę i zakładając, że za jakiś czas Rzym da sygnał, że chcą nas z powrotem widzieć, wznowić rozmowy, wtedy to ja postawię warunki. Nie zaakceptuję już więcej, by stawiano nas w takiej sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się podczas ostatnich rozmów. Koniec z tym. Postawię wówczas pytania na płaszczyźnie doktrynalnej: Czy zgadzacie się z wielkimi encyklikami wszystkich tych papieży, którzy was poprzedzali?
Czy zgadzacie się z Quanta cura Piusa IX, Immortale Dei, Libertas Leona XIII, Pascendi Piusa X, Quas primas Piusa XI, Humani generis Piusa XII? Czy jesteście w pełnej jedności z tymi papieżami i ich nauczaniem? Czy możecie podpisać Przysięgę antymodernistyczną? Czy jesteście zwolennikami społecznego panowania Chrystusa Króla? Jeśli nie akceptujecie nauczania waszych poprzedników, nie warto z wami rozmawiać. Dopóki nie zaakceptujecie rewizji soboru uwzględniającej nauczanie papieży, którzy was poprzedzali, dialog nie ma najmniejszego sensu. To bezużyteczne. W ten sposób stanowiska byłyby jaśniejsze. Nie dzielą nas błahostki. Nie wystarczy powiedzieć nam: możecie odprawiać starą Mszę, ale trzeba zaakceptować to i tamto. Nie, to nie tylko to nas różni, ale także doktryna. To jasne”.
(fragm. wywiadu, „Fideliter” nr 66 [IX–X 1988])