JE Ks. Abp. Karol Maria Vigano poleca analizę wywiadu z Przełożonym Generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, który nie porusza prawdziwego problemu:
Co w wywiadzie jest słuszne?
Przełożony Generalny mówi stanowczo i trafnie o stanie wyższej konieczności w Kościele. Jego diagnoza jest słuszna i długo oczekiwana. Jest faktem, że zwykłe parafie nie zapewniają już w sposób niezawodny integralnej doktryny katolickiej, nauczania moralnego ani sakramentów, tak jak Kościół zawsze je udzielał. Nacisk ks. Pagliarani na to, że dusze są pozbawione tego, czego potrzebują do zbawienia, trafia w sedno kryzysu, dlatego słusznie powołuje się on na suprema lex, salus animarum jako zasadę nadrzędną.
Równie godne pochwały jest jego jednoznaczne potępienie deklaracji z Abu Zabi, którą słusznie uznaje za niezgodną z pierwszym przykazaniem i Credo. Wyraźne stwierdzenie, że takie oświadczenie jest nie do przyjęcia, szkodliwe dla komunii i że lepiej jest przyjąć męczeństwo niż je zaakceptować, jest rodzajem katolicyzmu, jaki chcemy usłyszeć od naszych duchownych.
Jego krytyka synodalności, kerygmatycznego uproszczenia doktryny i manipulowania Duchem Świętym jako uzasadnieniem arbitralnych decyzji jest równie wnikliwa. Wywiad ujawnia metodę stojącą za szaleństwem, które obserwujemy dzisiaj: doktryna opróżniona na rzecz „doświadczenia”, tradycja przeklasyfikowana jako zwykły dodatek, a prawda zastąpiona procesem. W tych kwestiach Przełożony Generalny wypowiada się z godną podziwu jasnością.
Jego analiza kwestii liturgicznej jest również w dużej mierze słuszna. Prawidłowo dostrzega, że współistnienie dwóch niemożliwych do pogodzenia rytów nie jest neutralnym rozwiązaniem duszpasterskim, ale manifestacją dwóch rywalizujących ze sobą teologii. Jego stwierdzenie, że Novus Ordo jest z natury niezdolne do kształtowania dusz, a nie tylko źle celebrowane, powinno wywołać owacje na widowni.
Wreszcie, Pagliarani ma całkowitą rację, twierdząc, że do uświęcenia dusz potrzebni są księża i biskupi, a nie influencerzy i komentatorzy.
Gdzie wywiad zawodzi
Pomimo wszystkich swoich zalet, wywiad pozostaje ograniczony pod względem języka i postawy, które wydają się nieadekwatne do obecnej rzeczywistości. Najbardziej jaskrawym faktem jest to, że Rzym został zinfiltrowany przez zwolenników i członków hierarchii wyznającej religię obcą katolicyzmowi.
Najbardziej uderzającą słabością wywiadu jest ciągłe podkreślanie, że działania Bractwa są prośbą o tolerancję, pragmatyzm lub ojcowskie zrozumienie ze strony Rzymu, który odszedł od katolicyzmu. Powtarzające się apele do papieża jako „ojca”, zdolnego rozpoznać dobre intencje, subtelnie sugerują, że problem wynika z nieporozumienia lub braku informacji. Nie odpowiada to jednak rzeczywistości.
Ciągłe mówienie, jakby uznanie, aprobata, czy nawet tolerancja ze strony Stolicy Apostolskiej byłaby czymś neutralnym, zaciemnia głębszy problem, jakim jest fakt, że Rzym nie tylko nie chroni Tradycji, ale aktywnie się jej sprzeciwia. Poszukiwanie legitymizacji u władz promujących synodalność, indyferentyzm religijny i fałszywą eklezjologię wydaje się niespójne i głęboko nielogiczne.
Prowadzi to do kolejnej kwestii, a mianowicie języka „nieregularnego statusu kanonicznego” i „komunii z hierarchią”. Komunia, jak sam Przełożony Generalny przyznaje w innym miejscu, opiera się na wierze katolickiej. Jeśli tak jest, to należy kierować się logiką: ci, którzy publicznie propagują doktryny sprzeczne z tą wiarą, już w istocie zerwali komunię, niezależnie od tego, jakie struktury kanoniczne nadal zajmują. Arcybiskup Lefebvre ostrzegał, sparafrazuję, że porozumienie z Rzymem powinno być poszukiwane tylko wtedy, gdy Rzym się nawróci.
Nie można w nieskończoność utrzymywać, że komunia istnieje w zasadzie, przyznając jednocześnie, że jej doktrynalne podstawy w praktyce runęły.
Jak wskazałem wcześniej w tym tygodniu, ogromnym problemem jest zawarta w wywiadzie domniemana nadzieja, że konsekracje biskupie mogą być tolerowane, akceptowane lub później usprawiedliwione przez Rzym, tak jak nielegalne konsekracje w Chinach zostały zatwierdzone z mocą wsteczną. Porównanie to może wydawać się rozsądne na pierwszy rzut oka, ale ujawnia głębszy problem. Sugeruje ono, że legitymizacja nadal pochodzi od tych samych władz, których działania doprowadziły do kryzysu. Ks. Pagliarani i Bractwo św. Piusa X powinni zadać sobie pytanie, czy chcą pozostawać w komunii z fałszywymi komunistycznymi biskupami Chin lub innymi obrzydliwościami, które mają obecnie miejsce w Rzymie.
Sprzeczne wydaje się również twierdzenie, że konsekracje są rzeczywiście uzasadnione koniecznością, a jednocześnie utrzymywanie, że ich legalność zależy od późniejszej zgody Rzymu. Albo kryzys uzasadnia konsekracje, albo nie. Twierdzenie, że konsekracje mogą zostać zalegalizowane przez nielegalne władze, które spowodowały kryzys, nie ma sensu.
Niewypowiedziane pytanie
Wywiad wielokrotnie krąży wokół pytania, którego jednak nigdy bezpośrednio nie porusza:
Jeśli Sobór Watykański II i jego owoce są źródłem kryzysu, to po co szukać uznania u tych, którzy definiują samych siebie w oparciu o ten Sobór?
Przełożony Generalny elokwentnie mówi o zachowaniu Tradycji dla papieża i dla Kościoła, dopóki nie zostanie ona zrozumiana, ale zakłada to pewną ciągłość wiary i intencji, która jednak nie istnieje już na poziomie sprawujących władzę.
Przedstawiając Tradycję jako coś zachowanego w anormalnej strukturze, a nie jako całkowite przeciwieństwo fałszywej religii, wywiad wzmacnia iluzję, która pozwala kryzysowi trwać. Podtrzymuje on pogląd, że religia posoborowa jest nadal katolicka, tylko nieco zagubiona. Nie jest ona jednak katolicka.
Jeśli konsekracje biskupie mają się odbyć, tak jak powinny, nie mogą być przedstawiane jako prośba o tolerancję lub jako tymczasowa nieprawidłowość oczekująca przyszłego przebaczenia. Muszą one jasno wyznaczyć granicę, tak jak uczynił to Arcybiskup Lefebvre w 1988 r., między katolicyzmem a fałszywą religią stworzoną przez Sobór Watykański II.
(fot. x. Dawid Pagliarani i Fernandez "Tucio")