To, co łączy Kościół katolicki, to nie opinie, osobowość ani osobiste przekonania. Jest ona widzialnym społeczeństwem założonym przez Chrystusa, dlatego musi być rządzona widocznie. Papież to nie tylko kwestia ceremonii. Jest zasadą jedności ustanowioną przez Boga, najwyższego sędziego, który może rozstrzygać spory, chronić doktrynę i zachować Kościół jako jedno ciało.
Wielu katolików dziś ma przynajmniej pewne wątpliwości co do legitymacji ostatnich pretendentów do papiestwa. Jednak jeśli to stanowisko w praktyce nie istnieje, jedność zostaje zaciemniona. Jurysdykcja staje się sporna, dyscyplina przechodzi w improwizację, a katolicy powoli przyzwyczajają się do życia, jakby Kościół funkcjonował normalnie bez widocznej głowy, której mogliby się podporządkować z prostotą. Ale to nie jest normalne. Wakat na Stolicy Apostolskiej, uznany przez wielu katolików, którzy pozostali wierni, zwłaszcza jeśli stanie się trwały, nie jest stabilnym rozwiązaniem, lecz raną, która nadal się pogłębia.