Stephen Kokx — Ekscelencjo, przeczytaliśmy Pańską analizę „na gorąco” wyników nadzwyczajnego Konsystorza, i można chyba powiedzieć, że – raz jeszcze – trafił Pan w sedno: «Ten Konsystorz potwierdza ciągłość między Bergogliem a Prevostem we wszystkich kontrowersyjnych punktach agendy synodalnej oraz w kwestii nieodwołalności Soboru». Jakim – Pana zdaniem – scenariuszem otwiera się przed nami, jako katolikami, po niedawnych wypowiedziach Leona na temat „dynamicznego rozwoju” Doktryny i Moralności?
Arcybiskup Carlo Maria Viganò — Kiedy słyszymy o „dynamicznym rozwoju”, nie możemy nie pomyśleć o potępieniu heterodoksyjnej doktryny tak zwanej „ewolucji dogmatu”, zgodnie z którą Kościół z upływem czasu i dzięki postępowi naukowemu dyscyplin teologicznych miałby osiągać lepsze i inne zrozumienie Objawienia. Jest to prawdziwe oszustwo pseudonaukowe, oparte na ewolucjonizmie i filozoficznym historycyzmie, propagowane przez modernistów już od czasów Alfreda Loisy’ego, dzięki któremu chce się wmówić ludowi chrześcijańskiemu, że ich fałszerstwa Wiary i Moralności należy uważać za inny sposób wyrażania tego samego pojęcia, którego przez dwa tysiące lat Magisterium nie potrafiło prawidłowo wyjaśnić. Kościół Katolicki miałby więc nauczać doktryn, które w ciągu wieków były biernie przyjmowane przez uległy i niewykształcony lud, a które dopiero dzięki Soborowi Watykańskiemu II i jego reformie liturgicznej zostały odrzucone. Oczywiście doktryny, które Sobór przyćmił lub przeformułował, to właśnie te, które potępiają jego własne odchylenia, nie wyłączając „synodalności”. Moderniści uważają dogmaty za tymczasowe wyrażenia doświadczenia religijnego, które ewoluują i dostosowują się do okoliczności. „Moralność sytuacyjna” z Amoris Lætitia i Fiducia Supplicans jest praktycznym zastosowaniem tej heretyckiej ewolucjonistycznej koncepcji o niszczycielskich skutkach, podobnie jak liturgia soborowa pozostaje w ciągłym stawaniu się. Jest oczywiste, że wszystko to odpowiada teologii antropocentrycznej i filozofii immanentystycznej.