W czasach
niedowiarstwa rozwielmożnia się zabobonność (1)
i pseudomistycyzm, co stąd pochodzi, że człowiek musi w jakiś sposób zaspokoić
potrzebę wiary, tkwiącą na dnie duszy. Widzieliśmy to w wieku XVIII, gdzie
szalbierze, jak Mesmer, hr. Saint-Germain, hr. Cagliostro
(właściwie Balsamo) i inni, wielu łatwowiernych z klasy wyższej oszukali.
Widzieliśmy to także w wieku XIX; i stąd ta wiara w objawienia Michała
Vintras'a (2), Dawida
Lazzaretti'ego (3),
mediolańczyka Romano, mieniącego się "drugim zbawicielem świata" i innych,
– stąd również to zamiłowanie w dociekaniach magnetyzmu zwierzęcego i hipnotyzmu
(4);
stąd to lgnienie do buddyzmu, magii, spirytyzmu, teozofii i okultyzmu;
stąd ten kult szatana, pojawiający się w pismach niektórych poetów, jako
też w niektórych dziennikach antyreligijnych (np. Il Lucifero,
Ateo), a czasem nawet w pochodach publicznych (5).
Również w
początkach wieku XX widzieliśmy objawy czy to spirytyzmu, czy leczenia
chorób przez modlitwę (6),
czy magicznego prawie wpływu takiego Joana Kronstadzkiego i Grzesi Rasputina
w Rosji, czy wróżbiarstwa z gwiazd, które z Anglii, gdzie utworzyło się
stowarzyszenie Raphaels Astronomical Ephemeris of the Planets
Places, przeszło do innych
krajów (7).
Od tego rodzaju
zboczeń nie uchowało się także społeczeństwo polskie; mianowicie w wieku
XIX-tym pojawił się towianizm, w XX-tym mariawityzm albo kozłowityzm, jako
wybitnie polskie płody.