| Ks. Antoni Cekada |
Jednym z najpopularniejszych tematów roztrząsanym w
nieskończoność na tradycjonalistycznych forach w ciągu minionych kilku lat jest
to, czy tradycyjny katolik może uczestniczyć w tradycyjnej Mszy łacińskiej, w
której kapłan wymienia imię fałszywego papieża (jak Jan Paweł II, Benedykt XVI,
a obecnie Franciszek) w pierwszej modlitwie Kanonu.
Msze te są niekiedy określane jako "Msze una
cum", ponieważ łaciński zwrot, w który wstawia się imię panującego
papieża, brzmi: una cum famulo tuo Papa nostro N. (wraz z Twoim sługą
N., naszym Papieżem).
Otóż, ci z nas, którzy doszli do prawidłowego zrozumienia
rzeczywistej sytuacji w Kościele – tak zwani "sedewakantyści" – twierdzą,
że Bergoglio/Franciszek jest heretykiem (jeśli nie apostatą), a zatem nie jest
prawdziwym papieżem. Wobec tego, nie ma dla nas najmniejszego sensu
uczestniczenie we Mszy, w której, na kilka chwil przed konsekracją, kapłan
głosi, że Bergoglio jest Papa nostro – "naszym
papieżem".
Jednakże, w wielu częściach świata, jedyną dostępną tradycyjną
Mszą łacińską jest Msza odprawiana przez księdza (Motu proprio, Bractwa Św.
Piotra, Bractwa Św. Piusa X lub przez niezależnego kapłana) umieszczającego
imię fałszywego papieża w Kanonie. W obliczu wyboru: to albo nic, świecki
sedewakantysta mimo wszystko niekiedy skłania się do uczestnictwa w takiej
Mszy. Dlaczegóż by nie miał zwyczajnie zlekceważyć wstawkę w Kanonie i "po
prostu pójść na Mszę"?
Aby odpowiedzieć na to pytanie przejrzałem dzieła
liturgistów, kanonistów i teologów, a także różne papieskie orzeczenia i
dekrety sprzed Vaticanum II. To właśnie tam my, kapłani, powinniśmy
szukać odpowiedzi, a nie polegać na intuicyjnej, osobistej opinii i wypowiadać
się bez zastanowienia.
Na podstawie tych dokumentów napisałem obszerny artykuł
zatytułowany "Szczypta kadzidła:
sedewakantyści i Msze una cum"
i opublikowałem go w 2007 roku.
Moja odpowiedź była z grubsza taka: Nie, jeśli się
jest sedewakantystą, to nie można, ot tak "przymykać oka" na
wymienienie imienia fałszywego papieża w Kanonie tradycyjnej Mszy. Jego imię w
Kanonie potwierdza, że jest prawdziwym papieżem, a przez czynne uczestnictwo
w takiej Mszy, podziela się to fałszywe orzeczenie. Bo skoro wiemy, że papieżem on nie jest, to takie
postępowanie jest po prostu grzeszne.
We wspomnianym artykule "Szczypta kadzidła..."
zawarłem całą teologiczną dokumentację uzasadniającą tę odpowiedź. Jednakże,
ponieważ czytanie długiego artykułu nie każdemu tradycjonaliście odpowiada
(nawet jeśli udało mi się umieścić w
przypisach kilka żartobliwych komentarzy...), postanowiłem napisać krótkie
streszczenie tamtego artykułu, które zostało opublikowane w 2008 roku.
W międzyczasie, rzecz oczywista, rzekomo
"tradycyjny" Ratzinger został zastąpiony przez Bergoglio, którego
szaleńcze wybryki sprawiły, że dla wielu ludzi stanowisko sedewakantyzmu – wcześniej
nie do pomyślenia – stało się dość
prawdopodobne. Pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie zaktualizowanie
pierwotnego artykułu, aby pomóc tym katolikom w wyciągnięciu praktycznych
wniosków, wynikających ze zrozumienia faktu, że posoborowi papieże wcale nie są
prawdziwymi papieżami.