STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ POD DUCHOWĄ OPIEKĄ św. Ignacego, św. Dominika oraz św. Franciszka

Cytaty na nasze czasy:

"Człowiek jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony"

Św. Ignacy Loyola


"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

wtorek, 31 stycznia 2017

Żywot świętego Jana Bosko, założyciela zakonu Salezjanów

(żył około roku Pańskiego 1888) 


Jeden z największych dobroczyńców ludzkości, chwała Kościoła katolickiego, św. Jan Bosko, urodził się 16 sierpnia roku 1815 w Becchi pod Turynem we Włoszech, nędznej wiosce, liczącej zaledwie 20 domów. Gdy miał dwa lata, stracił ojca, a w trzynastym musiał jak niegdyś młody Jakub przed Ezawem uciekać z domu przed swym przyrodnim bratem Antonim i szukać służby u obcych ludzi. Już wtedy miał jasno wytknięty cel życia: chciał zostać księdzem. Wskazało mu tę drogę samo Niebo. Gdy liczył lat dziesięć, ujrzał pewnego razu we śnie gromadę dzieci, które krzyczały i bluźniły. Bosko chciał je uciszyć, a gdy słowa nie pomogły, rzucił się na nie z pięściami. W tej samej chwili dzieci zmieniły się w dzikie zwierzęta. Wówczas zjawiła się Najświętsza Panna, a Jezus rzekł do niego: "Biciem nie pozyskasz ich przyjaźni, tylko łagodnością i miłością. Zacznij ich pouczać o brzydocie grzechu i piękności cnoty. Daję ci Maryję za nauczycielkę. Pod Jej kierownictwem staniesz się mądrym i roztropnym". Bosko zwrócił się do dzieci z słowami miłości i oto dzikie potwory natychmiast zmieniły się w jagnięta, a Maryja kazała mu się stać ich pasterzem. 

To prorocze widzenie zadecydowało o całym dalszym życiu Jana, ale zanim został kapłanem, musiał przez lat kilkanaście zmagać się z najskrajniejszą biedą. W Castelnuovo, gdzie pobierał lekcje łaciny, sypiał pod schodami, a w Chieri mieszkał w komórce, do której wchodziło się po drabinie; była ona tak ciasna, że gdy się wyciągnął na sienniku, to nogi już mu z niej wystawały. Ta nędza i to opuszczenie były jednak zrządzeniem Opatrzności Bożej, która go w ten sposób przygotowywała do jego przyszłej misji apostoła i wychowawcy bezdomnej młodzieży. Ręka Opatrzności prowadziła go w widoczny sposób i pod innymi względami. I tak w Castelnuovo mieszkał u krawca, który był zarazem dyrygentem chóru. U niego nauczył się śpiewać, grać na organach i innych instrumentach, jako też rzemiosła krawieckiego, a u sąsiadów szewstwa, stolarstwa i kowalstwa. W Chieri znowu mieszkał u pewnego restauratora; miał tutaj bezpłatny wikt i mieszkanie za usługiwanie gościom w czasie wolnym od zajęć szkolnych, i przy tej sposobności zaznajomił się z sztuką kucharską i cukierniczą. Łaska Boża, żelazna wola i olbrzymie zdolności pozwoliły mu pokonać wszystkie trudności, wypływające z nędzy, i odbyć studia potrzebne do uzyskania święceń kapłańskich. Otrzymał je w roku 1841, a już w kilka miesięcy później rozpoczął swe wielkie dzieło na chwałę Bożą i ku pożytkowi społeczeństwa. 


Było to w Turynie, dnia 8 grudnia roku 1841, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Ksiądz Bosko, ubierając się do Mszy św., stanął w obronie jakiegoś nędznie ubranego chłopca, którego kościelny w gwałtowny sposób chciał wyrzucić z zakrystii. Chłopiec ten był sierotą bez ojca i matki; miał już lat szesnaście, nie był jednak jeszcze u Komunii św. i nie umiał ani czytać, ani pisać.

Rozmowa z tym biedakiem ukazała św. Janowi okropne opuszczenie dzieci przedmieść i wskazała mu ostateczny cel życia: postanowił pracować nad podniesieniem biednej młodzieży, dla ratowania jej dla Boga i ludzkości. Początki olbrzymiego dzieła były skromne. Ksiądz - biedaczyna skupia koło siebie kilku opuszczonych chłopców - zrazu tylko w niedzielne popołudnia - uczy ich prawd wiary, przygotowuje do Sakramentów świętych, czyta im na głos dobre książki, bawi się z nimi i prowadzi ich na wycieczki. Dopomaga mu dwóch kapłanów gorącego serca, starając się o obrazki, medaliki, książki oraz ubrania i żywność dla biedaków. Tak powstaje zawiązek salezjańskiego patronatu nad opuszczonymi chłopcami. 

W roku 1845 opiekował się ksiądz Bosko już 300 chłopcami. Największe trudności sprawiał mu brak pomieszczenia. Po długich latach męczącego tułania się z miejsca na miejsce, wydzierżawił wreszcie ksiądz Bosko w roku 1846 od niejakiego Franciszka Pinardiego mały piętrowy budynek oraz szopę z kawałkiem gruntu za 320 lirów rocznie. Nie były to wcale wspaniałe zabudowania, zwłaszcza szopa, którą obrócono na kaplicę - dość powiedzieć, że trzeba było uważać, by głową nie uderzyć o dach, ale bądź co bądź był to już dach własny, a ksiądz Bosko uczepił się tego kąta tak silnie, że tu właśnie z biegiem lat powstała pierwsza siedziba założonego przezeń zgromadzenia salezjańskiego, olbrzymie zakłady wychowawcze i wspaniała świątynia pod wezwaniem Matki Boskiej Wspomożycielki. 

Bardzo wielu z biednych chłopców, którzy gromadzili się przy świętym Janie Bosko, potrzebowało nie tylko opieki duchowej i nauki, ale także przytułku. Ks. Bosko wiedział o tym, ale dopóki nie miał stałego punktu oparcia, nie mógł dopomóc tym biedakom. Dopiero wydzierżawienie owej małej posiadłości pozwoliło mu zacząć pracę i w tym kierunku. Najpierw był to jeden sierota, któremu ksiądz Bosko pozwolił zamieszkać w swym schronisku, które nazwał "oratorium" (od łacińskiego "orare" - modlić się), w roku 1847 było ich siedmiu, a niedługo potem już osiemdziesięciu. Rosło zresztą całe dzieło księdza Bosko. Jeszcze w roku 1847 założył ubogi sługa Boży drugie oratorium, w r. 1849 trzecie, z początkiem roku 1851, dzięki hojności kilku wielkodusznych kapłanów i świeckich, zakupił dom Pinardiego, a w lipcu tegoż roku rozpoczął budowę kościoła pod wezwaniem św. Franciszka Salezego. Po poświęceniu kościoła w czerwcu następnego roku, podjął ksiądz Bosko budowę wielkiego trzypiętrowego zakładu, w którym znalazło pomieszczenie stu wychowanków i warsztaty dla szewców, krawców, introligatorów, stolarzy, mechaników i drukarzy w tym celu, aby chłopcy nawet przy pracy nie musieli się stykać z złymi wpływami. Pomnożyła się także liczba młodzieży uczęszczającej do szkół, zrazu w mieście, a od roku 1856, gdy ksiądz Bosko wybudował nowe skrzydło gmachu i otwarł kilka klas gimnazjalnych, w samym zakładzie. Wkrótce potem powstało pierwsze małe seminarium, a w kilkanaście lat później seminarium duchowne. 

Dla utrwalenia swego dzieła postanowił ksiądz Bosko założyć zgromadzenie zakonne o lekkiej regule, która pozwalałaby członkom jak najswobodniej pracować nad wychowaniem młodzieży. Tak powstał w roku 1866 zakon oddany pod opiekę świętego wychowawcy Franciszka Salezego, dla pracy nad wychowaniem młodzieży oraz pracy misyjnej wśród pogan. Reguły tego nowego zgromadzenia zostały ostatecznie zatwierdzone przez Stolicę Apostolska w roku 1884. Oprócz zgromadzenia męskiego założył ksiądz Bosko w roku 1874 zgromadzenie żeńskie pod nazwą "Córek Maryi Wspomożycielki Wiernych", a wreszcie trzeci zakon "Pomocników salezjańskich" dla świeckich oraz dzieło "Synów Maryi", czyli seminariów dla spóźnionych powołań do stanu kapłańskiego. 

Po kilkunastu latach sieć rozmaitych zakładów salezjańskich pokryła całe Włochy i zaczęła się rozciągać na Francję, Hiszpanię i Amerykę południową, a w chwili śmierci księdza Bosko, tj. w roku 1888, zakon salezjański utrzymywał już około 200 burs, szkół i seminariów, z których jeszcze za życia jego twórcy wyszło około 200 tysięcy młodzieży. Dzisiaj działalność zakonu salezjańskiego obejmuje bez mała cały świat. Powołał do życia to wspaniałe dzieło jeden człowiek, ubogi kapłan, własnym wysiłkiem, mając zrazu wszystkich przeciw sobie. Zaczynał z niczym, toteż świat uważał go za szalonego, ale jego silna i niezłomna wiara w pomoc Bożą i dobroć ludzką pokonała wszystkie przeszkody. Święty Jan Bosko był prawdziwym mężem od Boga posłanym, bohaterem cnoty, żył jedynie Bogiem i dla Boga, z którego pomocą i na chwałę którego dokonał wielkich czynów. Nie było sprawy zbożnej, nie było poświęcenia ni przedsięwzięcia, którego ksiądz Bosko nie byłby się odważył podjąć, byle tylko zdobyć duszę ludzką dla Królestwa Bożego.

Św. Jan Bosko posiadał niezwykły dar zjednywania sobie serc ludzkich, zwłaszcza młodzieży, która garnęła się do niego jak do ojca. Po świętym Bernardzie i świętym Janie Kapistranie nie było świętego, który podczas podróży byłby oblegany przez takie tłumy jak ksiądz Bosko w Rzymie, Genui, Marsylii, Paryżu czy Barcelonie. Gdy w roku 1883 bawił w Paryżu, jeden z tamtejszych dzienników pisał: "Paryż jest zdziwiony na widok zapału, jaki wzbudza pokorny kapłan z Turynu. Nie posiada on nic pociągającego w oczach świata. Pochodzi z rodziny nieznanej, jego powierzchowność niepozorna. Jego głos nie jest tak silny, żeby go wszyscy mogli zrozumieć. Krok chwiejny, wygląd słabowity. Czemuż więc cisną się do niego tłumy ludu? Cały Paryż go uwielbia, nie mogąc się oprzeć jego sile przyciągającej. Wszystkie te hołdy składa mężowi Bożemu! Tłum pragnie oglądać męża wiary i modlitwy. Największe kościoły nie mogą pomieścić wiernych, którzy pragną być obecni na jego Mszy św. i otrzymać jego błogosławieństwo". Podziwiali go nie tylko prostaczkowie, ale i ludzie oświeceni, nie tylko biedacy, ale także ludzie wysokiego znaczenia. Nazywali go świętym nawet wrogowie Kościoła, jak współczesny minister wyznań Urban Ratazzi, twórca ustawodawstwa włoskiego zwróconego przeciw Kościołowi katolickiemu, który powiedział: "Ksiądz Bosko jest może największym cudem tego stulecia". Inny przeciwnik Kościoła, Jan Jörgensen, pisał: "Ksiądz Bosko to najgłośniejszy za naszych czasów świadek, że chrześcijaństwo i cywilizacja to jedno i to samo". Tym bardziej podziwiali jego dzieło i czcili go wierni członkowie i władze Kościoła. Papież Pius IX, który nieraz korzystał z jego usług w sprawach wielkiej wagi, nazywał go "skarbem Włoch", a papież Leon XIII "świętym człowiekiem". 

Sam Bóg zresztą dał świadectwo świętości księdza Bosko, darząc go jeszcze za życia mocą czynienia rozlicznych cudów, jako też duchem proroczym. "Są różne dary, lecz ten sam Duch - mówi Paweł apostoł. - I są różne posługi, ale ten sam Pan. I są różne rodzaje działań, ale ten sam Bóg, który sprawuje wszystko we wszystkich. A każdemu dostaje się objaw Ducha dla (wspólnego) pożytku. Jednemu dostaje się przez Ducha mowa mądrości, a drugiemu mowa umiejętności wedle tegoż samego Ducha; innemu wiara w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w tym samym Duchu; innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozeznanie duchów, innemu rozmaitość języków, a innemu umiejętność ich tłumaczenia" (1 Kor. 12,4-10). Ksiądz Bosko dar cudownego uzdrawiania chorych posiadał już jako kleryk. Dawał chorym pigułki z chleba albo z mąki i cukru, polecał im odmawiać przez trzy, niekiedy przez dziewięć dni jedno "Zdrowaś Maryja" i "Witaj Królowa" i uwalniał ich w ten sposób nawet od najcięższych chorób. Jako młody kapłan wskrzesił ksiądz Bosko pewnego chłopca z martwych. Było to w roku 1849. Piętnastoletni syn pewnego oberżysty z Turynu zachorował ciężko i gorąco prosił o przywołanie księdza Bosko, aby mógł się u niego przed śmiercią wyspowiadać. Księdza Bosko nie było niestety wówczas w Turynie, musiał się przeto wyspowiadać u innego kapłana i wkrótce potem umarł. Gdy ksiądz Bosko wrócił do domu, udał się niezwłocznie do mieszkania zmarłego. "Kto wie, czy on dobrze odprawił swą ostatnią spowiedź? - rzekł do rodziców chłopca. - Zostawcie mnie samego". Gdy wszyscy wyszli z pokoju, zmówił krótką, gorącą modlitwę, pobłogosławił zmarłego i zawołał dwukrotnie głosem rozkazującym: "Karolu, Karolu wstań!". Na te słowa umarły poruszył się, otwarł oczy i zawołał: "O, księże Bosko! Gdy się ostatni raz spowiadałem, zataiłem jeden grzech. Teraz mi się śniło, że stoję nad brzegiem strasznej przepaści. Chciałem uciekać, ale cała zgraja złych duchów puściła się za mną - wtem jakaś pani stanęła między mną a owymi dzikimi potworami i zawołała: "Czekajcie! jeszcze nie jest osądzony!". Biedny chłopiec rozpoczął natychmiast nową spowiedź, a gdy się zebrała cała rodzina, rzekł: "Ksiądz Bosko wyratował mnie z niebezpieczeństwa wiecznego zatracenia". Po dwóch godzinach zapytał go ksiądz Bosko: "Oto teraz jesteś w łasce Bożej; Niebo jest dla ciebie otwarte! Chcesz iść do Nieba, czy pozostać między nami?". "Chcę iść do Nieba" - odpowiedział chłopiec. "A więc do widzenia w raju!". Chłopiec skłonił głowę, zamknął oczy i zasnął w Panu. 

Gdy ksiądz Bosko rozpoczął budowę kościoła Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych, uzdrowił przez orędownictwo swej Patronki tylu chorych, że składanymi przez nich ofiarami dziękczynnymi, płynącymi zarówno z Włoch, jak i z zagranicy, mógł pokryć wszystkie wydatki w kwocie 850 tysięcy lirów; a trzeba wiedzieć, że gdy 27 kwietnia roku 1865 poświęcano kamień węgielny tego kościoła, nasz sługa Boży miał zaledwie pół lira! Dodajmy, że i całe urządzenie wewnętrzne zakupiono z ofiar osób, którym ksiądz Bosko za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny wyjednał zdrowie od Pana Boga. 

Niemniej niż te i późniejsze niezliczone uzdrowienia chorych wsławił imię księdza Bosko dar proroctwa i jasnowidzenia. Widział ten święty kapłan rzeczy ukryte i odległe zdarzenia. "Wystarcza - powiedział pewnego razu - żebym się przeniósł myślą do jakiego miejsca i już widzę, co się tam dzieje i kto się tam znajduje". Przepowiedział różne wypadki publiczne i śmierć wybitnych osobistości. Widział przyszłość swoich dzieł i opisał stan oratoriów i misji salezjańskich w przyszłości. Poznawał również przyszłe powołania kapłańskie swych wychowanków, czytał w sercach ludzkich i znał najskrytsze ich tajemnice. Bywało, że wymieniał swoim wychowankom grzechy, które przy spowiedzi zataili lub których zapomnieli. 

Gdy ksiądz Bosko rozstał się z tym światem, przekonanie o jego szczególnych zasługach przed Bogiem było tak silne i powszechne, że już w roku 1890, a więc w dwa lata po jego zgonie, rozpoczęto badanie jego życia, cnót i cudów, a proces ten, przeprowadzony z największą skrupulatnością, dał tak jasny wynik, że już w roku 1907 Kongregacja Obrzędów ogłosiła, iż ksiądz Bosko zasługuje na to, by go zaliczyć między błogosławionych, co nastąpiło w roku 1929. W pięć zaledwie lat później papież Pius XI zaliczył go w poczet świętych. 

Nauka moralna

 

Święty Jan Bosko rozsławił swoje imię na cały świat, był jednak tak pokorny i tak przekonany o swej nicości, że uważał się tylko za narzędzie w rękach Bożych. Sobie nie przypisywał żadnych zasług, mimo to jednak pracował tak dużo i tak gorliwie, jak gdyby zdany był wyłącznie na własne siły. "Pracujmy, pracujmy zawsze - mawiał podczas rekolekcji do swych wychowanków - tam w niebie będziemy odpoczywali wiecznie!".

Pracuj i ty, chrześcijaninie, a pracuj nie tylko nad sobą i dla siebie, ale także - jak święty Jan Bosko, szczytny wzór miłości bliźniego - nad innymi i dla innych, a odbierzesz stokrotną nagrodę. 

Modlitwa

 

Z wielką ufnością zwracamy się do Ciebie, święty Janie Bosko! Prosimy Cię, wstaw się za nami do Wspomożycielki Wiernych, niech nam wyjedna coraz głębsze poznanie i umiłowanie Boga, byśmy Go już nigdy nie obrażali grzechem śmiertelnym, ale wytrwali w dobrym aż do śmierci. Amen.

Św. Jan Bosko,
Urodzony dla świata 16.08.1815 roku,
Urodzony dla nieba 1888 roku,
Beatyfikowany 1929 roku,
Kanonizowany 1934 roku,
Wspomnienie 31 stycznia

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku, Katowice/Mikołów 1937 r.