STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ POD DUCHOWĄ OPIEKĄ św. Ignacego, św. Dominika oraz św. Franciszka

Cytaty na nasze czasy:

"Człowiek jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony"

Św. Ignacy Loyola


"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

wtorek, 18 marca 2014

Prawo kanoniczne i zdrowy rozsądek - x. Antoni Cekada

Dlaczego tradycyjni katolicy nie znajdują się poza prawem.

Typowa diecezja jest obecnie sceną dla wszelkiego rodzaju niebezpiecznego szaleństwa. Kapłani atakują zdefiniowane katolickie nauczanie dotyczące wiary i moralności. Zakonnice forsują kapłaństwo kobiet. Msze odprawiane są z kukiełkami, balonikami, klaunami i tańcem. Opustoszałe niemalże seminaria i uniwersytety nominalnie katolickie są siedliskami religijnej wywrotowości.

Jednakże raz na jakiś czas ludzie odpowiedzialni za ten stan rzeczy robią sobie przerwę. Biskup albo jakiś diecezjalny urzędnik przybiera poważną minę i wydaje uroczyste ostrzeżenie: w naszej diecezji znajduje się kaplica, mówi, gdzie kapłan odprawia tradycyjną Mszę łacińską. Jest to niedozwolone i łamie prawo kanoniczne, więc strzeżcie się!
Z drugiej strony, w ruchu tradycyjnym zawsze byli jacyś ludzie, którzy gwałtownie sprzeciwiali się nowej mszy i Soborowi Watykańskiemu II, ale mimo to potępiali wszystkich (albo większość) tradycyjnych katolickich księży czy kaplice jako „niedozwolone” lub „przeciwne prawu kanonicznemu”.


Zwykle jakiemuś świeckiemu, który ma jakieś powody do narzekania, wpadnie w ręce angielska parafraza Kodeksu Prawa Kanonicznego (tekst oficjalny istnieje tylko po łacinie) i, jak protestant posługujący się Pismem św., będzie on traktował swoje odkrycie jako podręczne źródło „tekstów-dowodów”, których można użyć, aby odrzucić każdego innego w ruchu tradycyjnym jako „nie-katolika”. Nie ma on pojęcia, że tak, jak w wypadku Pisma św., istnieją autorytatywne zasady i reguły, które należy zachowywać w zastosowywaniu szczegółowych przepisów Kodeksu. A podczas gdy ów niedoszły świecki kanonista rozpowszechnia swoje artykuły potępiające wszystkich innych za to, że dosłownie nie zachowują kanonów, wcale nie przyjdzie mu do głowy, że jego własne przedsięwzięcie jest równie „niedozwolone” – bowiem jego pisma nie posiadają oficjalnego Imprimatur wymaganego przez kanon 1385.

W takim czy innym przypadku – oświadczeń modernistycznego establishmentu czy polemik samozwańczych świeckich kanonistów – katolicy, którzy chodzą na tradycyjną Mszę czasami uważają takie zarzuty za niepokojące. Dobrzy katolicy, jak wiemy, powinni zachowywać prawo kanoniczne. Czy to, co robimy jest rzeczywiście przeciwne prawu kanonicznemu, czy jakoś niedozwolone, a więc złe?
Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że odpowiedź brzmi nie. Rozpleniło się świętokradztwo i doktrynalne błędy. Nie wydaje się rozsądne, by tysiące reguł zamierzonych na zwyczajne czasy w Kościele nadal znajdowało zastosowanie w obliczu tak nadzwyczajnej sytuacji.
Większość świeckich w ruchu tradycyjnym instynktownie przyjmuje to zdroworozsądkowe podejście. Nieświadomi tego, zastosowali oni w praktyce bardzo zdroworozsądkową zasadę, której katoliccy kanoniści (znawcy prawa kanonicznego) zawsze używali w zastosowywaniu prawa kanonicznego: zasadę nadprawności.

Nadprawność (można by ją również nazwać „słusznością”) uznaje, że zachowywanie litery prawa kościelnego może być, w pewnych nadzwyczajnych sytuacjach, zarówno szkodliwe jak i złe. Tradycyjni katolicy, którzy rozumieją, jak się stosuje nadprawność będą dobrze przygotowani do wyjaśniania, dlaczego ich sposób postępowania jest właściwy.
Poniżej rozważymy:
(1) Cel prawa kościelnego i zasadę nadprawności.
(2) Jak się stosuje nadprawność do sytuacji tradycyjnych katolickich kapłanów i kaplic.


I. Cel i zasady

Aby mądrze stosować prawa kościelne należy najpierw zrozumieć podstawowe zasady. Oto kilka ważnych uwag.

A. Dobro wspólne

Podręczniki do prawa kanonicznego zwykle rozpoczynają się od św. Tomasza z Akwinu klasycznej ogólnej definicji prawa: „rozporządzenie rozumu dla dobra wspólnego ogłoszone przez osobę, która ma pieczę nad wspólnotą”.
Teologowie dzielą prawo na dwie szerokie kategorie:

(1) Prawo Boskie. To z kolei dzieli się na prawo wieczne (rozum i wola Boga), prawo naturalne (znajomość dobra i zła wyryta w sercu każdego człowieka) oraz prawo Bosko-pozytywne (Stary i Nowy Testament).

(2) Prawo ludzkie, które dzieli się na prawo kościelne i prawo cywilne.
Prawo kościelne wobec tego podpada pod prawo ludzkie.
Z definicji wszelkie prawo ukierunkowane jest ku dobru wspólnemu. W przypadku prawa kościelnego, mówi teolog Merkelbach, specyficzne „dobro wspólne”, które ma na celu Kościół, to „cześć Boga i nadprzyrodzone uświęcenie ludzi”1. To jest ogólny cel wszystkich praw Kościoła.
Ponadto, wszyscy wielcy katoliccy moraliści i kanoniści, gdy rozważają ogólne zasady prawa kościelnego, kładą nacisk na to, że poszczególne prawa mają czynić sprawiedliwość – nie tylko sprawiedliwość prawną (ścisłą zgodność z literą prawa), ale sprawiedliwość naturalną (to, do czego prawdziwie mamy moralne prawo).
Wielki kanonista Cicognani (później kardynał) mówi zatem, że stosowanie prawa jest „sztuką wszystkiego, co dobre i słuszne”. Ta sztuka, mówi, „powinna polegać na poprawianiu ścisłej litery prawa, która wyrządza szkodę, albo gdy pozytywne prawo ludzkie nie zgadza się z zasadami sprawiedliwości naturalnej, albo znowuż gdy jest samo w sobie tak niekompletne, że to, co jest prawnie słuszne, staje się moralnie złe”2.
Jak inni autorzy, Cicognani wskazuje na problem: „Ludzki prawodawca nigdy nie jest w stanie przewidzieć wszystkich pojedynczych przypadków, do których prawo zostanie zastosowane. Wskutek tego prawo, choć ogólnie sprawiedliwe, może, brane dosłownie, w jakichś nieprzewidywanych przypadkach prowadzić do skutków, które nie zgadzają się ani z zamierzeniem prawodawcy, ani ze sprawiedliwością naturalną, lecz je naruszają. W takich przypadkach prawo musi być wykładane nie według jego słów, ale według zamierzenia prawodawcy i zgodnie z zasadami sprawiedliwości naturalnej”3.

B. Nadprawność: jej konieczność

Prowadzi nas to do zasady szczególnej wagi w zastosowywaniu prawa kanonicznego dzisiaj: nadprawności.

Nadprawność (czasami zwana także epikeią) jest zwykle definiowana w sposób następujący: „Łagodne zastosowanie prawa zgodnie z tym, co jest dobre i słuszne, co przesądza o tym, że prawodawca nie ma intencji, by z powodu wyjątkowych okoliczności jakiś szczególny przypadek był zawarty w jego ogólnym prawie”4. Inni, jak dominikański kanonista i moralista Prümmer, dodają, że nadprawność jest interpretacją zamysłu prawodawcy, „co do którego zakłada się, że nie pragnie zobowiązywać podporządkowanych mu w nadzwyczajnych przypadkach, w których zachowywanie jego prawa spowodowałoby szkodę albo narzuciło zbyt surowe brzemię”3.

Powód, dla którego teologowie pozwalają na stosowanie nadprawności prowadzi nas z powrotem do naszej definicji prawa: rozporządzenie rozumu dla dobra wspólnego. W rzeczy samej, teologowie mówią, że moralnie złe jest zaniedbanie zastosowania nadprawności, gdy zagrożone jest dobro wspólne. Osoba podlegająca prawu może w niektórych przypadkach, mówi Merkelbach, „działać poza literą prawa, a mianowicie, gdy litera prawa byłaby szkodliwa dla dobra wspólnego. [...] Dlatego w przypadku, gdy zachowanie prawa byłoby szkodliwe dla dobra wspólnego, nie powinno się być wobec niego posłusznym”6. Takie jest również nauczanie św. Tomasza, który mówi: „W pewnych przypadkach zachowywanie [prawa] jest przeciwne równości sprawiedliwości i przeciwne dobru wspólnemu, które jest celem prawa. [...] W takich przypadkach zachowywanie prawa jest złe; dobre jest pominięcie jego litery i zachowywanie nakazów sprawiedliwości i dobra wspólnego”7.
Ten, kto stosuje nadprawność nie łamie też prawa. Wręcz przeciwnie, „działa w sposób dozwolony”8. Takie zastosowanie prawa „jest legalne, to jest zgodne z prawem, choć nie zgadza się ze ścisłą literą prawa”9.

Cicognani zauważa: „Jeśli nadprawność pośród pogan nie była błaha [...] o wiele więcej nadprawność powinna obowiązywać w dyscyplinie kościelnej, w prawie kanonicznym i w Kościele. Albowiem Kościół, oprócz tego, że jest matką, miłosierną, świętą i wyrozumiałą, ma za cel zbawienie dusz, najwyższe prawo, które często wymaga poprawienia niektórych innych praw”10.

Cicognani nawiązał tu do starej maksymy w prawie kościelnym: Salus animarum suprema lex – zbawienie dusz jest najwyższym prawem. To prawo Boskie – Boża wola i nasz cel – aby dusze były zbawione.
Co jeśli niższy typ prawa pewnego razu stanie w sprzeczności do prawa Boskiego? „Wyższy obowiązek przeważa”, mówią moraliści McHugh i Callan, „a niższy obowiązek ustaje”11.

Nadprawność, w końcu, nie jest przyzwoleniem, aby pominąć wszystkie prawa kościelne. Choć pragnie służyć sprawiedliwości, jest także powiązana z roztropnością – poprzez wybieranie i wdrażanie środków odpowiednich dla osiągnięcia jakiegoś dobrego celu albo uniknięcia jakiegoś zła. Dokładniej, powiązana jest z możnościową częścią roztropności zwaną wyczuciem wyjątków (lub gnomé), która kontroluje nasze własne zastosowanie zasad i nasze odniesienie do wyższych zasad, gdyby konieczne okazało się pominięcie jakiejś zasady12.

C. Podsumowanie zasad

Podsumowujemy zasady dotychczas omówione:
• Celem wszelkiego prawa jest sprzyjanie dobru wspólnemu.
• Prawo kanoniczne podpada pod tytuł prawa ludzkiego.
• Dobro wspólne, jakie Kościół przewiduje dla prawa kanonicznego to „cześć Boga i nadprzyrodzone uświęcenie ludzi”.
• Poszczególne prawo ludzkie może ogólnie być sprawiedliwe, ale brane dosłownie w okolicznościach nieprzewidzianych przez prawodawcę może rzeczywiście sprzeciwiać się sprawiedliwości naturalnej albo temu, co zamierzył prawodawca.
• W takim przypadku można zastosować nadprawność – rozstrzygając, że z powodu szkody, która by wynikła, prawodawca nie zamierzał, by konkretny przypadek był objęty jego ogólnym prawem.
• W pewnych okolicznościach, gdy z dosłownego zastosowania prawa wyniknęłaby szkoda wobec dobra wspólnego, stosowanie prawa jest złe.
• Stosowanie nadprawności jest dozwolone, czyli zgodne z prawem.
• Zbawienie dusz jest najwyższym prawem.
• Gdy niższe prawo nie zgadza się z prawem Boskim, obowiązek zachowywania prawa niższego ustaje.
• Zastosowanie nadprawności wobec konkretnego prawa musi rządzić się roztropnością.

II. Zastosowanie praktyczne

Teraz przechodzimy do zastosowania tych zasad do statusu tradycyjnych katolików wobec Kodeksu Prawa Kanonicznego.
Pan Jezus pragnie, by dusze były zbawione i ustanowił siedem sakramentów jako zasadnicze środki ku naszemu uświęceniu i osiągnięciu zbawienia. Mocą zatem prawa Boskiego katolicy mają prawo do sakramentów.
Ludzkie prawo Kościoła (prawo kanoniczne) chroni to fundamentalne prawo i jednocześnie nakłada pewne ograniczenia na sposób, w jaki można je sprawować. (Aby udzielać sakramentów w diecezji zgodnie z prawem, kodeks wymaga na przykład, by kapłan otrzymał uprawnienia od biskupa.) Prawodawca promulgował te wszystkie ograniczenia i wręcz cały kodeks zakładając, że w całym Kościele panuje normalna sytuacja.
Sytuacja katolików od Soboru Watykańskiego II z trudem może być określona jako normalna. Dekretem watykańskim nowa msza, sprotestantyzowana i pozbawiona namaszczenia, została wprowadzona do naszych kościołów parafialnych, razem z oficjalnie zatwierdzoną i wprost świętokradczą praktyką Komunii na rękę. Biskupi i proboszczowie – ludzie, którzy według kodeksu posiadaliby władzę udzielania innym kapłanom uprawnień do udzielania sakramentów – milcząco aprobują albo otwarcie promują doktryny, które są sprzeczne z wiarą katolicką.
Jeśli w obliczu tej katastrofy ktoś upiera się, że nadprawność nie ma zastosowania i że wszystkie zapisy kodeksu dotyczące uprawnień sakramentalnych są nadal obowiązujące, dochodzi do jednej z dwóch praktycznych możliwości:

(A) Tradycyjni katolicy muszą zwracać się do establishmentu Novus Ordo, aby otrzymać uprawnienia do sakramentów; albo

(B) Ponieważ tradycyjni katolicy nie mogą otrzymać uprawnień i pozwoleń wymaganych przez prawo kanoniczne, muszą odtąd zaprzestać otrzymywania wszelkich sakramentów, oprócz chrztu udzielanego w bliskim niebezpieczeństwie śmierci.

A. Uprawnienia od modernistów

Jeśli chodzi o pierwszą alternatywę, z trudem można sobie wyobrazić, byśmy my, katolicy, którzy mamy prawo na mocy prawa Boskiego do katolickich sakramentów i katolickiego nauczania, mieli obowiązek mocą prawa kanonicznego proszenia o pozwolenie na te rzeczy tych samych ludzi, którzy najpierw [nam] je odebrali.
Ten sam Kodeks Prawa Kanonicznego, który podaje wymagania do udzielania uprawnień, także chroni katolików przed owymi wilkami w owczej skórze. Urzędnicy Kościoła, którzy w jawny sposób odpadli od wiary katolickiej tracą nie tylko wszelką jurysdykcję w Kościele katolickim (kan. 188.4), ale nawet swe w nim członkostwo.
Kwestie te zostały obszernie omówione w innych artykułach i nie muszą nas tu zatrzymywać. Inna stara maksyma jest jednak na temat: Nemo dat quod non habet – Nikt nie daje, czego sam nie posiada.

B. Żadnych sakramentów

Samozwańczy świeccy kanoniści, z drugiej strony, proponują zasadę ogólną, według której udzielanie sakramentów bez wymaganych warunków i uprawnień przewidzianych przez Kodeks jest „niedozwolone” i zawsze niedopuszczalne. Ale ten, który stosuje tę zasadę z całkowitą konsekwencją kończy bez żadnych sakramentów.
Świeccy pisarze oczywiście tego nie rozumieją, ponieważ nie wiedzą wystarczająco o szczegółach kanonów traktujących o sakramentach. Wierzą, że chrzest i (być może) małżeństwo byłyby jakoś „dozwolone” według ich interpretacji Kodeksu. Są w błędzie.
Weźmy na przykład chrzest. Aby go ważnie szafować (i.e. tak, aby „działał”), wszystko, czego potrzeba to to, aby ktoś polał wodę i wypowiedział istotną formę. Ale jeśli ktoś nalega na spełnienie każdego pojedynczego prawnego wymagania Kodeksu dla sakramentu, oto na co napotyka:

- Kanon 755.1 określa, że z wyjątkiem niebezpieczeństwa śmierci chrzest zawsze musi być udzielany uroczyście (i.e. z namaszczeniami i innymi określonymi obrzędami).
- Kodeks rezerwuje prawo udzielania uroczystego chrztu dla kanonicznego proboszcza, jego delegata lub ordynariusza (k. 738.1), choć w stanie konieczności, pozwolenie ordynariusza może być domniemane.
- Kapłan, w każdym wypadku, musi używać uroczyście poświęconej wody chrzcielnej (zawierającej oleje poświęcone w Wielki Czwartek przez ordynariusza) do chrztu uroczystego (k. 757.1).
- „Dozwolone” jest udzielanie prywatnego chrztu (i.e. używając tylko wody i istotnej formy), ale tylko w niebezpieczeństwie śmierci (k. 759.1).
- Z wyjątkiem przypadku warunkowo chrzczonych dorosłych konwertytów, ordynariuszowi nie wolno pozwalać na prywatny chrzest poza niebezpieczeństwem śmierci (k. 759.2).
- Otóż, w związku z powyższym, zastosujmy zasadę, której wymagają od nas świeccy „eksperci” w naszej obecnej sytuacji („niczego niedozwolonego!”) i zobaczymy, jak sakrament chrztu znika:
- Nie godzi się udzielać uroczystego chrztu, bowiem nie ma żadnego kanonicznego proboszcza, który by go udzielił i żadnego ordynariusza, którego pozwolenie przejezdny kapłan mógłby zakładać – zakładając nawet, że znalazłby się jakiś kapłan, który nie był suspendowany od sprawowania świętych obrzędów przez jakiś inny przepis Kodeksu.
- Woda chrzcielna byłaby niedozwolona, chyba że byłaby wcześniej konsekrowana przy użyciu olejów świętych – których z kolei nie dałoby się uzyskać, skoro nie byłoby żadnego ordynariusza, który byłby w stanie je godziwie poświęcić.
- Możnaby kogoś ochrzcić prywatnie, oczywiście – ale to byłoby także niedozwolone, chyba że osoba ta byłaby w niebezpieczeństwie śmierci.
Nalegajcie więc na dosłowne zastosowanie absolutnie każdego artykułu Kodeksu, a wasze dzieci przejdą przez życie bez chrztu. I nawet nie myślcie o dawaniu im szkaplerzy czy różańców w nadziei na najlepsze – ponieważ według litery prawa tylko kapłan ze specjalnymi uprawnieniami od ordynariusza może godziwie święcić te przedmioty. Wszystko, co można zrobić, to modlić się, że gdy wasze dzieci zestarzeją się i będą się szykować na śmierć, ktoś będzie pamiętał, by je ochrzcić – ale tylko, jeśli będzie to można zrobić „godziwie”, oczywiście, według waszej ścisłej interpretacji kanonu 759.

C. Nadprawność i roztropność

Stosowanie nadprawności pozwala katolikom uniknąć faktycznego zła i faryzejskich absurdalności obu stanowisk wyżej nakreślonych, z których jedno zmuszałoby nas do układania się z modernistami, a drugie w logiczny sposób zmusiłoby nas do obycia się bez sakramentów. W wyjątkowych przypadkach, mówią moraliści McHugh i Callan, „legalizm nalega na ślepe posłuszeństwo księgom prawniczym, ale wyższa sprawiedliwość epikei lub nadprawności wzywa do posłuszeństwa wobec samego prawodawcy jako mającego na celu powszechne dobro i należne traktowanie praw każdej osoby”13.
Jak widzieliśmy powyżej, powszechne dobro, jakie ma na celu Kościół w prawie kanonicznym to „cześć Boga i nadprzyrodzone uświęcenie ludzi”. Sakramenty są głównymi środkami, które posiada Kościół aby osiągnąć ten cel. Jak najzupełniej właściwe jest więc stosowanie nadprawności do tych przepisów kodeksu, które, gdyby je zastosować do naszych obecnych nadzwyczajnych okoliczności, udaremniłyby cel prawodawcy faktycznie uniemożliwiając katolikom otrzymywanie sakramentów, gdy mają do nich prawo.
Nie oznacza to, że wszystkie przepisy kodeksu podlegają dyskusji. Nadprawność, podkreślają kanoniści i teologowie moralni, musi rządzić się roztropnością i właściwym wyczuciem wyjątków. Umożliwia nam dokonywanie tego, co istotne, lecz jednocześnie również uniemożliwia nam formułowanie naszych własnych zasad. Oto kilka przykładów.

- Chrzest. Właściwe zastosowanie nadprawności pozwala tradycyjnemu kapłanowi na udzielanie uroczystego chrztu, nawet jeśli delegacja normalnie byłaby wymagana. Nadprawność nakazywałaby jednak, żeby zachowywał pozostałe zasady dotyczące chrztu, które ustala kodeks wobec takich spraw, jak prowadzenie ksiąg, rodzice chrzestni i wymagania rubrycystyczne.

- Spowiedź. Nadprawność (oprócz innych, bardziej szczegółowych przepisów kodeksu14) pozwala tradycyjnemu kapłanowi na udzielenie penitentowi rozgrzeszenia, nawet jeśli w normalnych warunkach uprawnienia od ordynariusza byłby wymagane dla ważności. Kapłan mógłby tego dokonać w ramach zastępczej (a nie zwyczajnej) jurysdykcji, przez wzgląd na zasadę kanonisty Capello, że [mianowicie] „Kościół, z racji swego celu, zawsze musi brać pod uwagę zbawienie dusz i w związku z tym zobowiązany jest udzielić wszystkiego, co w jego mocy”13. Inne przepisy kodeksu (dotyczące tajemnicy, właściwego miejsca, etc.) muszą nadal być zachowane.

- Msza. Nadprawność pozwala otwierać publiczne kaplice gdzie katolicy mogą mieć dostęp do Mszy, pomimo tego, że prawo wymaga pozwolenia ordynariusza. Prawidłowe rozumienie nadprawności wymagałoby, żeby wymagania kodeksu co do fizycznych przedmiotów potrzebnych do odprawiania Mszy były zachowane.

- Święcenia. Katolicy potrzebują sakramentów, aby zbawić swoje dusze, a kapłani udzielają sakramentów. Nadprawność zatem pozwala tradycyjnemu katolickiemu biskupowi wyświęcać kapłanów bez listów dymisorialnych (kanonicznego pozwolenia od ordynariusza) i uważać techniczną suspensę, która w przeciwnym razie by nastąpiła, za nieważną i pozbawioną znaczenia. Z drugiej strony, byłoby dalece nieroztropne i wprost przeciwne nadprawności, gdyby biskup wyświęcił kogoś, kto nie otrzymał długiej scholastycznej i duchowej formacji przewidzianej przez kodeks prawa kanonicznego.
Nadprawność więc nie jest swobodą. Z jednej strony baczy na dobro wspólne, które jest celem prawa kanonicznego - „cześć Boga i nadprzyrodzone uświęcenie ludzi” – a z drugiej na niuanse poszczególnych praw sformułowanych przez mądrość Kościoła. Nadprawność pragnie roztropnie zachowywać prawo kanoniczne jak to tylko możliwe, zapewniając jednocześnie spełnienie celu prawa.


* * * * *

„Rozbierajcie Pisma […]; a one są, które świadectwo dają o mnie”. Przeszukujcie Pisma nie po to, aby szukać „tekstów dowodowych” dla pewności, ale po to, aby szukać Zbawiciela. Jawi się jasny obraz Pana Jezusa, pełnego miłosierdzia i zdrowego rozsądku i gorejącego gorliwością o dobro dusz.
Jakże dziwne, że niektórzy katolicy tak przeinaczają Chrystusa – lub Jego Mistyczne Ciało – robiąc z Niego faryzeusza, „wiążą[cego] brzemiona ciężkie i nieznośne i kładą[cego] na ramiona ludzkie”. Ależ nie, to jest Zbawiciel, który uzdrowił w Szabat, przemówił do Samarytanki i pozwolił uczniom swoim zbierać pszenicę w dzień odpoczynku, bowiem „szabbat uczynion jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabbatu”.

Tak, jak nauka Pisma pokazuje prawdziwe i uwielbienia godne oblicze Chrystusa, tak też [czyni] nauka prawa Kościoła katolickiego, która wierna jest autentycznym komentarzom i źródłom. Ten sam rozsądny, mądry i miłosierny żywy Chrystus wyłania się z obu tekstów.
Nadprawność – słuszność w zastosowywaniu prawa – powoduje, że katolik nigdy nie traci sprzed oczu Pana Jezusa, nie poddając się ani legalistom z lewej, ani faryzeuszom z prawej. Panem naszym jest Jezus Chrystus, ten sam „wczoraj i dziś i na wieki ten sam” – na stronicach Pisma czy w literze prawa, na ustach kapłana czy na waszych ustach w Komunii świętej, „piękniejszy urodą nad syny człowiecze” (św. Cyryl Aleksandryjski).

(Sacerdotium 7, wiosna 1993).

Przypisy:
1. B. Merkelbach, Summa Theologiae Moralis (Desclée, Paryż 1946), 1:325.
2. A. Cicognani, Canon Law [Prawo kanoniczne] (Newman, Westminster, Maryland 1934), 13.
3. Canon Law, 15.
4. Cicognani, 15.
5. D. Prümmer, Manuale Theologiae Moralis (Herder, Barcelona 1949) 1:231.
6. Summa Theol. Mor., 1:296. Podkreślenia moje.
7. Summa Theol. II–II.120.1.
8. Merkelbach, 1:296.
9. Cicognani, 15.
10. Canon Law, 17.
11. J. McHugh & C. Callan, Moral Theology (Wagner, Nowy York 1929), 1:140–1.
12. Zob. P. Palazzini, red., Dictionary of Moral Theology [Słownik Teologii Moralnej] (Newman, Westminster, Maryland 1962), 981–83.
13. McHugh & Callan, 1:411.
14. E.g., kanon 209 (jurysdykcja zastępcza w przypadkach błędu powszechnego lub faktyczne i prawdopodobne wątpliwości co do prawa lub rzeczywistości).
15. F. Cappello, Tract. de Sacramentis (Marietti, Rzym 1944), 2:349

Za:  http://sedevacante.eu/teksty.php?li=51