STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ

Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

piątek, 9 września 2016

Msza Święta - x. dr Jules Didiot


Znalezione obrazy dla zapytania msza święta tradycja katolicka
I. Wyraz ten w Kościele katolickim oznacza mistyczną i niekrwawą, ale prawdziwą i rzeczywistą ofiarę Ciała i Krwi Chrystusa Pana, codziennie składaną na ołtarzu, jak była raz złożona na Kalwarii sposobem widzialnym i krwawym, celem uczczenia Boga, dziękczynienia, przebłagania za grzechy i otrzymania pomocy łask niebieskich.

Ze stanowiska dogmatycznego Jezus Chrystus, zarówno w ofie­rze eucharystycznej, jak w ofierze krzyżowej, jest jednocześnie kapłanem i ofiarą. Ofiarujący kapłan jest tylko Jego przedstawicie­lem, delegatem, sługą. – Msza św. jest nie tylko symbolicznym przedstawieniem ofiary krzyżowej; co do istotnego aktu ofiary, jest to najdokładniejsze i identyczne przedstawienie ofiary Krzy­ża; jest to ofiara rzeczywista, która przypomina i odnawia inną nie mniej rzeczywistą ofiarę: albo raczej jest to co do istoty swej taż sama ofiara, z tąż samą zasługą i z jednakową skutecznością po­nawiana i uwieczniana. Konsekracja eucharystyczna, umieszczając pod postaciami chleba i wina Ciało i Krew Zbawiciela, rozdziela je i unicestwia, o ile stać się może przy dzisiejszym ich stanie chwa­lebnym, tak samo, jak śmierć krzyżowa zniweczyła je i rozdzieliła, w miarę jak na to pozwalały ówczesna ich widzialność i cierpiętliwość. Czynność tę, z istoty swej nadprzyrodzoną, spełnia wszech­moc Boża, a wzniosłość tej czynności jest niezrównanym i wiecznym objawem miłosierdzia i nieskończonej miłości Odkupiciela dla rodu ludzkiego, ceną krwi Jego odkupionego.


II. Dowody prawdziwości tej nauki Kościoła są następujące: 

1-o Ofiara jest najwyższym aktem kultu religijnego, i byłoby czymś nadzwyczajnym, gdyby chrystianizm, w którym się znajdują stresz­czone i uzupełnione wszystkie doskonałości dawnych prawych kultów religijnych, sam tylko był religią bez ofiary. 

2-o Prorok Malachiasz (I, 10 nst.) zapowiedział na miejsce ofiar starego prawa ofiarę nową, ofiarę najczystszą, ofiarę powszechną, która nie miała być już zam­knięta w ciasnych granicach ludu żydowskiego, ale składana Bogu na całym obszarze ludzkości. Inne prorocze wskazówki tej wiel­kiej instytucji znajdują się w Biblii (np. u Iz. LXVI, 21, prw. Je­rem. XXXIII, 17 nst.; Dan. VIII, 11, i XII, 11). Sam Chrystus Pan zdaje się mieć ją na myśli w rozmowie swej z Samarytanką (Jan. IV, 21 nst.). Apostołowie Jego, ulegając Jego rozkazowi, tęż samą spełniają ofiarę (Dz. Ap. XIII, 2 podł. greck.; I Kor. X, 16 nst.). Najuczeńsi Ojcowie Kościoła, jak Cyprian, Ambroży, Au­gustyn, Grzegorz z Nazjanzu, Fulgencjusz, Syryjczycy Jakub Sarug i Afraates, wielki Chryzostom św. i całe mnóstwo innych z najwyż­szą jasnością wyrażają się o tym przedmiocie. Najdawniejsi liturgiści Wschodni i Zachodni cali są przejęci tym dogmatem. Mogą wprawdzie średniowieczni i nowożytni pisarze kościelni i teologowie różnić się – i rzeczywiście się różnią – w metafizycznej analizie ogól­nego pojęcia ofiary i szczegółowego pojęcia ofiary eucharystycznej, ale nigdy się nie różnią w samej istocie prawd, o którycheśmy wy­żej wspomnieli i które Sobór Trydencki sankcjonował swą nieomylną powagą (Sess. XXII).

Tenże sam Sobór, którego prawodawstwo stanowi dziś obo­wiązujące prawo kościelne, przypomina ze stanowiska liturgicznego, że Msza św. nie Świętym, lecz na ich cześć się ofiaruje; że modli­twy kanonu Mszy św. zasługują na wszelką cześć i poszanowanie; że obrzędy i ceremonie tej ofiary godne są również pobożnych uczuć naszych; że Msze św. prywatne, przy których sam tylko kapłan komunikuje, są bardzo pożądane; że z winem powinna być odrobina wody zmieszana; że język ludowy nie może być powszechnie i bezwzględnie używany w św. ofierze, i że ta ostatnia powinna być często ludowi tłumaczona (Ibid., cap. 3-9 i odnośne kanony).

Ze stanowiska kanonicznego, tenże Sobór zabronił wszystkiego, co przy odprawianiu Mszy św. trąciłoby skąpstwem, nieposzanowaniem i zabobonem. Zaznacza pewne nadużycia, zaprowadzone przy Mszy św. przez niedbalstwo duchowieństwa i nieświadomość wiernych; i od biskupów wymaga największej w tym przedmiocie baczności (Ibid., dekret) oraz w przedmiocie Mszy fundacyjnych (Sess. XXV, De Reform., c. IV); wreszcie mszał zreformować poleca (Ibid., dekret).

Zdaje się, że nie ma potrzeby usprawiedliwiać w oczach mych czytelników tych różnych środków, przedsięwziętych w Trydencie względem liturgicznej i kanonicznej praktyki ofiary Mszy św. Tym bardziej nie ma potrzeby wykazywać rozwoju i zarówno starannego, jak dokładnego stosowania tej praktyki we wszystkich stronach świata katolickiego, sercem i czynem ulegających kierownictwu Ko­ścioła rzymskiego.

III. – Aczkolwiek Luter sam początkowo próbował zjednać nieco poszanowania dla Mszy św. u swych zwolenników, przedsta­wiając im ją jako obrzęd powszechnie przez starożytność chrześc­jańską przyjęty w imię ofiary (De Capt. Babyl., I), to jednak dał on hasło, wiernie podejmowane później przez protestantów i niedo­wiarków, dzikiego napadu na tęż samą Mszę św.: 

1-o Nie jest to, podług niego, ofiara prawdziwa, przebłagalna, pożyteczna innym tak samo jak odprawiającemu ją i obecnym. 

2-o Jest ona bluźnierstwem w czynie przeciw jedynej ofierze i jedynemu kapłanowi, prze­ciw Krzyżowi i Chrystusowi. 

3-o Oszustwem jest odprawianie jej na cześć Świętych. 

4-o Toż samo odprawianie jej na mniemaną ko­rzyść zmarłych. 

5-o Jest ona tkaniną błędów, ceremonii śmiesznych, tekstów dla prostych wiernych bez znaczenia.

6-o Żadną miarą nie pomaga ona tym, co w niej nie uczestniczą; Msze zaś prywatne winny być zakazane. 

7-o Bywa sposobnością i przedmiotem bezwstydnego kupczenia, którym wierni dopóty gorszyć się będą, do­póki ona zakazana nie zostanie. 

8-o Oczywistym dowodem jej kłam­liwości jest dziwna owa rozmaitość liturgii, w których odprawia się ta Msza św. w sposób najzupełniej sprzeczny.

IV. – Tym starym, a od początków protestantyzmu aż do dni naszych z nużącą jednostajnością powtarzanym zarzutom, przeciw­stawić możemy odpowiedzi także tylko dawne, ale zawsze prawdziwe.

1-o. Gdyby Eucharystia była tylko symbolem, bez rzeczy­wistej i substancjalnej obecności ciała i krwi Odkupiciela, to Msza św. miałaby z pewnością tylko pozory ofiary; byłaby ona mniej lub więcej teatralnym przedstawieniem ofiary Krzyża; byłaby może nawet ofiarą uwielbienia Boga i kazaniem jakimś, zdolnym wznie­cić wiarę, ufność, pobożność w odprawiającym ją i w niej uczestni­czących; wówczas mieliby wszelką słuszność występować przeciw katolikom Luter, Henryk VIII, Edward VI. Ale Eucharystia (zob. ten art.) zawiera w sobie rzeczywiście, prawdziwie, substancjalnie, Słowo wcielone i ofiarę za grzechy świata. Ten sam, który był ofiarowany na krzyżu, mocą słów konsekracji jest obecny na ołta­rzu; obecność ta przypomina i na ołtarzu odnawia stan ofiary Jego na Kalwarii. We Mszy św. zatem mamy coś nieskończenie większego, aniżeli symbol jakiś, pobudzający naszą wiarę i pobożność. Mamy tam rzeczywistą ofiarę z całą rzeczywistością jej zasług, a tym samym też z całą pełnią jej zadośćuczynienia, przebłagania, zmiłowania, wstawiennictwa; kto umie się zastanawiać, ten zrozu­mie, że przedmiotowa rzeczywistość tej obecności i tego stanu ofia­ry wystarcza, aby utworzyć rzeczywistą i właściwą ofiarę.

2-o. Msza św. nie tylko nie jest bluźnierczym zaprzeczeniem Krzyża, ale przeciwnie, jest najzupełniejszym stwierdzeniem, dal­szym ciągiem, konkretnym aż do tożsamości posuniętym odtworze­niem takowej; taż sama ofiara, ten sam kapłan, ten sam przedmiot ofia­ry, taż sama skuteczność, te same owoce, z tą jednak podwójną co do sposobu ofiary i co do jej skutków różnicą, że ofiara Krzyża była widzialna i krwawa, podczas gdy ofiara Mszy św. jest niewi­dzialna i niekrwawa, jako też że gdy pierwsza z tych ofiar zrodziła owoce w całości i na nowo, druga – odtwarza je tylko i zastosowywa. Nie ma tu więc żadnego podstawienia, żadnego zestawienia jednej ofiary niższej z inną ofiarą wyższą, ani też żadnej chęci do­dania czegoś do skuteczności, do zasługi, do zacności jednej ofiary przez składanie drugiej, – lecz proste tylko zastosowanie, proste przekazanie, proste przez ofiarę eucharystyczną przyjęcie w nas sa­mych nieskończenie potężnej siły ofiary Krzyża. Tak rozumiana, tak tłumaczona przez sam nawet Sobór Trydencki nauka o Mszy św., sumienia chrześcijańskiego wcale nie obraża.

3-o. Msza św. nie odprawia się dla świętych w tym znaczeniu, jakoby im była ofiarowana, jakoby cześć, zadośćuczynienie, dzięk­czynienie i błaganie Jezusa Chrystusa, tej ofiary eucharystycznej, zwracało się do nich; byłoby to oczywiście niemądre i grzeszne bał­wochwalstwo, czego Kościół nigdy czynić nie myślał. Msza św. nie odprawia się nawet dla świętych w tym znaczeniu, żeby sprawowa­na była dla ich korzyści, dla wzrostu ich chwały i rzeczywistego szczęścia; i w tym nawet jeszcze byłaby niemądrość, o którą niepo­dobna posądzać Kościoła. Lecz Msza św. bywa ofiarowywana Bogu przy sposobności święta lub pamiątki jakiegoś świętego, celem na­dania temu świętu lub tej pamiątce szczególnej wagi i uroczystości; celem podzięki i uwielbienia Boga za to iście Boskie dzieło uświątobliwienia i uwielbienia wybranych Pańskich; celem zapewnienia sobie skuteczności modłów świętych Pańskich za nami przez ściślejsze zje­dnoczenie modłów ich z prośbami Boskiego Pośrednika, Odkupiciela, Świętego nad świętymi, Jezusa Chrystusa. Msza św. może się odprawiać również dla otrzymania od Boga beatyfikacji lub kanonizacji jakiegoś świętego, albo dla rozszerzenia nabożeństwa jego lub czci jego wśród wiernych: ale i tu nawet nie temu świętemu ofiaruje się Msza św.

4-o. Sądzimy, że nikt chyba nie przypuszcza, aby Mszę św. ofiarowywano zmarłym, i nie mamy potrzeby zajmowania się tu strasznym owym, o jakim piszą niektórzy, świętokradztwem owych Mszy szatańskich, jakich diabeł od swych nieszczęsnych ofiar wymaga. Przesądy tego rodzaju nic wspólnego z teologią nie mają. Również i to zauważyć trzeba, że Msza św. nie odprawia się, jak chcieliby tego niektórzy spirytyści i marzyciele nowocześni, celem wydobycia potępionych z piekła albo dzieci bez chrztu umarłych z otchłani. Ofiaruje się ona tylko za dusze czyśćcowe, dla których ofiara eucha­rystyczna jest przebłagalną, nie drogą rozgrzeszenia, lecz drogą wstawiennictwa i ekspiacji. Kościół ofiaruje, a Bóg przyjmuje modlitwy i zasługi, cierpienia i zadosyćczynienia Boskiej ofiary za te dusze w tych warunkach i w tym stopniu, jaki sama tylko Boska mądrość oznaczyć i poznać może. My zaś wiemy, że Msza św. jest dla dusz zmarłych pożyteczna; ale nie wiemy tego, w jakim stopniu każda z nich powołana będzie do korzystania z owoców Mszy św.

5-o. Mszał rzymski przez Kościół zatwierdzony, liturgie, które tenże Kościół przejrzał i aprobował, są na pewno wolne od wszel­kiego błędu dogmatycznego i moralnego. Ceremonie, jakie się w nich widzi, mogą się wydawać dziwnymi tym, którzy nie znają symbo­lizmu i starożytnego ich pochodzenia; ale odpowiednio wyjaśnione, tak jak są rzeczywiście wyjaśnione w licznych katolickich książkach, i jak Sobór Trydencki chce, aby ludowi często wyjaśniane były przez kaznodziejów (Sess. XXII, c. 8), są one pełne znaczenia i zbudowania dla wiernych. Toż samo rzec trzeba o tekstach liturgi­cznych, kto je chce zrozumieć, temu nie zbraknie odpowiednich wy­jaśnień i tłumaczeń, a jeśli kanon Mszy św. z powodu swego specjalnie świętego charakteru nie powinien być drukowany w języ­kach narodowych, to przecież doskonale może być wykładany i wy­jaśniany, nie mówiąc już o tym, że książki do nabożeństwa, będące w ręku wiernych, podają jego tłumaczenie.

6-o. Prawda, że współuczestnictwo we Mszy św. przez Ko­munię św. ludu sprowadza do duszy obfite owoce duchowe, i jest bardzo zgodne z duchem i pragnieniem Kościoła. Ale i ta Msza św., w której sam tylko kapłan komunikuje, nie mniej jest poży­teczna dla chwały Bożej, dla Kościoła św., dla dusz czyśćcowych, i dla osób, na których intencję się ona odprawia. Komunia św. wier­nych, symboliczne kaznodziejstwo ceremonii, nie stanowi całej skuteczności Mszy św.; ma ona wartość przedmiotową, często przyró­wnywaną przez teologów do sakramentalnego działania ex opere operato. Miał więc największą słuszność Pius VI papież, gdy w bulli Auctorem fidei napiętnował błędne i nienawistne zdania jansenizmu przeciw prywatnym Mszom św.

7-o. Co się tyczy honorariów, pobieranych przy sposobności Mszy św., to trzeba zawsze rozróżniać pomiędzy prawodawstwem kościelnym a grzesznymi nadużyciami ze strony słabości ludzkiej. Honoraria takie, jakie Kościół dopuszcza i zatwierdza, są bardzo rozumne, zbożne i delikatne: są one bowiem ofiarami, czynionymi w duchu wiary i miłości, często koniecznymi do utrzymania sług ołtarza, i z pewnością pożytecznymi wobec Boga dla osób, które je czynią lub na rzecz których są one czynione. Jeśli pośrednicy, a niekiedy sami nawet duchowni, ciemni lub zaufania, jakim ich zaszczycają, niegodni, popełniają w tym przedmiocie pożałowania go­dne nadużycia, to nikt pewnie tego bardziej nie opłakuje, niż Kościół; i nie tylko je opłakuje, ale stara się im zapobiec przez dokładne, drobiazgowe, prawie zastraszające prawodawstwo, którego odnośne szczegóły znaleźć można we wszystkich nowszych dziełach teologii moralnej. Gdzie istnieje człowiek, tam nie może mniej lub więcej otwar­cie nie istnieć nadużycie: gdzie wolność ludzka w grę wchodzi, tam grzech jest możliwy; ale uchybień tych żadną miarą nie należy przy­pisywać Kościołowi, ani tu, ani gdzie indziej.

8-o. Wielka jest wprawdzie rozmaitość liturgii eucharystycznych, jednakże nie tak wielka, jak się to zwykło przypuszczać, ilość wszakże tych, które są przez Stolicę Świętą uznane, a o tych tu tylko mówimy, jest nadzwyczajnie ograniczona. Jakoż, wszystkie Msze św. mają łatwe do rozpoznania pewne tło wspólne; pouczenie i modli­twy wstępne, ofiarowanie, konsekracja, łamanie hostii, której część składa się do kielicha; komunia św., dziękczynienie. Dogmat tu jest ten sam, pobożność mniej lub więcej wyraźna, ale duchem i uczuciem taż sama. Symbolizm różni się tylko pewnymi szczegółami drugorzędnymi. Porównawszy te liturgie, śmiało twierdzić można, że apostołowie i ich bezpośredni następcy mieli liturgię naj­zupełniej co do istoty swej określoną i zastosować się zdolną do zwyczajów bardzo różnych ludów, do których ona była zanoszona razem z Ewangelią. Do tej różności liturgii prowadził, i dziś ją jeszcze usprawiedliwia, pożytek ludów; ale jedność wiary utrzymy­wała istotową tożsamość liturgii pod tą rozlicznością form i oznak, którymi wówczas okrywać się ona musiała, a które odtąd raczej zmniejszać się aniżeli pomnażać są skłonne.
_______________________________________  
J. Didiot, hasło: MSZA ŚWIĘTA, w: Słownik Apologetyczny Wiary Katolickiej podług D-ra Jana Jaugey'a, opracowany i wydany staraniem x. Wł. Szcześniaka, Mag. Teol. i grona współpracowników, T. II. Warszawa 1895, s. 699-704.