Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

piątek, 2 września 2016

Eucharystia - x. P. Lahousse


Znalezione obrazy dla zapytania eucharystia
   Mało jest dogmatów tak wyraźnie obja­wionych, jak dogmat Eucharystii. Na długo przed ustanowieniem tego sakramentu zapowiedział go Chrystus, podobnie jak wszyst­kie ważniejsze wypadki swego życia, które zwykł był zapowiadać. Zdarzyło się to w następujących okolicznościach. Pięć chlebów i dwie ryby rozmnożone w ręku apostołów, zaspokoiły głód pięcio­tysięcznej rzeszy; nasycone tłumy chciały ogłosić Chrystusa królem, a On by uniknąć tego zaszczytu, musiał się ratować ucieczką. Ponieważ uczniowie po tej ucieczce udali się na morze, boski Mistrz, chodząc po wzburzonych od gwałtownego wiatru fa­lach, stanął przed nimi a następnie wylądował razem z nimi w Ka­farnaum. Tam nazajutrz, znalazła go rzesza. Podwójny cud ten przygotował umysły do przyjęcia jednego z największych cudów. „Zaprawdę, zaprawdę, wam powiadam: jeślibyście nie jedli ciała Syna człowieczego, i nie pili krwi jego, nie będziecie mieć żywota w sobie. Kto pożywa ciała mego i pije moje krew, ma żywot wieczny, a ja go wskrzeszę w ostatni dzień. Albowiem ciało moje prawdziwie jest pokarm, a krew moja prawdziwie jest napój. Kto pożywa mego ciała a pije moje krew, we mnie mieszka, a ja w nim." (Jan. VI. 54-57).

W rok potem, w przeddzień swej męki i śmierci, Syn Boży zgromadził dwunastu apostołów i obchodził z nimi Paschę. Bara­nek wielkanocny był figurą ofiary kalwaryjskiej, wieczerza - figurą uczty eucharystycznej. Obydwie figury miały się stać nie­bawem rzeczywistością. W istocie, św. Mateusz, św. Marek, św. Łukasz i św. Paweł opowiadają o tym wypadku zgoła tymi sa­mymi słowy: „Gdy oni wieczerzali, wziął Jezus chleb i błogosła­wił, i łamał, i dawał uczniom swoim, i rzekł: Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje... A wziąwszy kielich, dzięki czynił, i dał im, rze­kąc: Pijcie z tego wszyscy. Albowiem ta jest krew moja nowego testamentu, która za wielu będzie wylana, na odpuszczenie grze­chów.” (Mat. XXVI, 26, 28). Słowa te tak bogate w treści, tak wzniosłe i zarazem tak jasne, że nie dopuszczają żadnej wątpli­wości. Jezus bowiem, Zbawca, chciał powiedzieć, iż za każdym ra­zem, po wyrzeczeniu słów sakramentalnych przez Jego uczniów i ich następców, On będzie rzeczywiście i istotnie obecny pod po­staciami chleba i wina; nie mógł się jaśniej i dokładniej wyra­zić. Jeżeliby zaś miał mówić o jakiejś obecności metaforycznej, trzebaby wywnioskować, że z wiedzą i dobrowolnie oszukał swych uczniów i cały Kościół, oraz że stworzył nową formę bałwochwalstwa, albowiem nie mógł nie wiedzieć, jakie znaczenie będzie nadawane Jego wyrazom do końca świata. Jakże to więc dałoby się pogodzić z Jego boskością?

Wszyscy tedy Ojcowie Kościoła, począwszy od Klemensa Rzymskiego, od św. Ignacego Męczennika i św. Justyna, wszystkie liturgie Kościoła wschodniego i zachodniego, Grecy i Łacinnicy, Koptowie i Egipcjanie, Goci, Etiopczycy i Syryjczycy z niezró­wnaną jednomyślnością i jasnością poświadczają istnienie wiary w dogmat Eucharystii we wszystkich krajach i po wszystkie wieki. Heretycy pierwszych wieków Kościoła, acz odłączeni od jedności wiary w dogmat Eucharystii, zawsze wierzyli i na swój sposób stwierdzali jego boski początek. Nawet poganie, powołujący się na słowa apologetów chrześcijaństwa, acz dążyli do zohydzenia przed światem tej tajemnicy, to jednak pod tym względem będą zawsze najlepszymi świadkami wiary pierwotnego Kościoła.

Stała tradycja Kościoła uznaje w mowie, podczas owej wie­czerzy wygłoszonej, nie tylko dogmat rzeczywistej obecności, ale i dogmat transsubstancjacji czyli przeistoczenia, tudzież dogmat ofia­ry eucharystycznej. Sobór Trydencki podaje w skrócenia wiarę poprzedzających wieków: „W sakramencie ołtarza Pan nasz Je­zus Chrystus jest prawdziwie, rzeczywiście i istotnie obecny po konsekracji chleba i wina pod widzialnymi postaciami." (Sess. 13, r I) Boski Zbawca chciał ustanowić ten sakrament, ażeby był posiłkiem duszy, podtrzymującym i umacniającym tych, co żyją ży­ciem Jezusa: „Kto mnie pożywa i on żyć będzie dla mnie;ustano­wił ten sakrament również i dla tego, ażeby był lekarstwem, zabezpieczającym od codziennych upadków i od grzechów śmiertel­nych; wreszcie i dla tego, ażeby był zadatkiem naszej chwały i wie­kuistej szczęśliwości. (Ib. c. 2).      
  
Ponieważ boski Odkupiciel twierdził, iż to, co On okazał pod po­staciami chleba i wina, było prawdziwe Jego ciało, przeto Kościół stale wyznawał, że przez konsekrację chleba i wina cała istota wina przemienia się w istotę ciała Pana Jezusa, a cała istota wina w istotę krwi Jego. Przemianę tę Kościół katolicki zowie słusznie transsubstancjacją czyli przeistoczeniem. (Ib. c. 4).

Jezus Chrystus, Pan i Bóg nasz, ofiarował się za nas na drzewie krzyża dla naszego zbawienia. Atoli kapłaństwo Jego nie miało się skończyć ze śmiercią. Zanim został wydany swoim nieprzyjaciołom, na ostatniej wieczerzy chciał zostawić swej oblubie­nicy, Kościołowi św., widzialną ofiarę, któraby była figurą krwawej ofiary na krzyżu, uwieczniającą jej pamięć i sprowadzającą odpusz­czenie grzechów, codziennie przez ludzi popełnianych. Ogłosił się Chrystus ustanowionym od Boga wiecznym kapłanem według po­rządku Melchizedecha i ofiarował Ojcu swoje ciało i swoją krew pod postaciami chleba i wina. Pod tymi samymi postaciami wy­dał ciało swoje i krew swą w ręce apostołów, których postanowił kapłanami nowego przymierza; wreszcie słowy: „to czyńcie na pa­miątkę moję" zalecił im i ich następcom w kapłaństwie, by Go w ten sam sposób ofiarowywali. W ofierze Mszy świętej ofiaruje się Chrystus sposobem niekrwawym, podobnie jak w ofierze na Krzyżu ofiarował siebie sposobem krwawym. W obu ofiarach przedmiot ofiary jest ten sam, pierwszorzędny minister ten sam: mianowicie Jezus Chrystus, ofiarujący Bogu samego siebie za pośrednictwem kapłanów; jedynie tylko sposób spełniania się ofiary jest odmienny. (Ib. c. 2).

Ze wszystkich trzech dogmatów, o których mowa, nieprzyja­ciele Objawienia z największym upodobaniem zwalczają dogmat rze­czywistej obecności. Wiedzą, iż dwa inne na nim się opierają, wiedzą także, iż różne sposoby, którymi teologowie katoliccy po­sługują się dla wytłumaczenia przeistoczenia chleba i wina, tudzież dowody ofiary eucharystycznej, z wielką łatwością i jasnością wykazują czczość dowodów, które oni przeciwko tym dogmatom przytaczają. Przyznają zresztą, że rzeczywista obecność Jezusa pod postaciami chleba i wina ma za sobą powagę Pisma św. i Ojców Kościoła, ale jednocześnie utrzymują, że przeciwko niej występuje powaga rozumu.

Zachodzi więc pytanie, co sądzić należy o tym zarzucie ze stanowiska katolickiego?

Według nauki objawionej, człowieczeństwo Chrystusa obecne jest istotnie w niebie i na każdym miejscu na ziemi, gdzie tylko kapłan wypowie słowa konsekracji; na ołtarzach ciało i krew Zbawiciela zajmują przez kompenetrację tyle przestrzeni, co rzeczywiste postacie chleba i wina; ciało i krew istnieją pod każdą z tych dwóch postaci i pod najdrobniejszą cząstką każdej postaci nie tylko po rozdzieleniu postaci, ale nawet i przed rozdzieleniem. Zdaniom wielu uczonych, ciało i krew Chrystusa obecne są w ten sam sposób, co dusza w ciele ludzkim. Zdaniem Kartezjusza, zatrzy­mują one pewną rozciągłość - skądinąd bardzo małą, bo, powiadają, rozciągłość jest samą istoty każdej materii, a zatem człowieczeństwo Chrystusa jest obecne nie w ten sposób, jak dusza, lecz sposobem roz­ciągłym o tyle, o ile same postacie chleba i wina zawierają czy­stki rozciągłe i widzialne. Mówimy same postacie, albowiem uczniowie Kartezjusza, trzymając się opinii, że wszędzie gdzie jest rozciągłość, tam istnieje substancja materialna, nie mogą przypuścić rzeczywistej różności i rozdzielności przymiotów.

Otóż niewiara w tej jednoczesnej na wielu miejscach obecno­ści i w samym sposobie obecności, przyznawanym zwykle człowie­czeństwu Chrystusa, wreszcie i w owym zajmowaniu tej samej przestrzeni przez człowieczeństwo Chrystusa co przez postacie chle­ba i wina, upatruje wyraźne i widoczne sprzeczności.

W rzeczy samej, mówią, ciało, któreby było obecne na wszy­stkich punktach widzialnej przestrzeni, staje się duchem, albowiem przestaje być rozciągłym i podzielnym; a cóż jest bardziej niedorzecznego, jak pojęcie: ciało-duch!

Dalej, jeżeli dwa ciała zapełniają ściśle tę samą, przestrzeń: to czyż mogą być one różne? A czyż te dwa pojęcia: być różnym i przenikać się wzajemnie, nie zawierają w sobie sprzeczności?

"Wreszcie, ciało, które pozostawałoby jednocześnie na dwóch różnych miejscach, byłoby podzielne, jedno i zarazem mnogie; jedno, ma bowiem jedną tylko istność, jeden byt rzeczywisty; mnogie, albo­wiem byt rzeczywisty, który jest na pewnym punkcie przestrzeni i który jednocześnie jest na drugim punkcie o wiele tysięcy mil odległym, nie może być jedną i tą samą, istotą. Otóż, posiadać je­dnocześnie własność jedności i mnogości, czyż nie jest to wyraźną niedorzecznością? Nadto ciało takie miałoby z sobą rzeczywistą, stycz­ność bez względu na odległą, przestrzeń. A czyżby to było może­bne, gdyby ciało nie było podzielne? Przecież rzeczywista stycz­ność każe przypuszczać rzeczywistą, różność dwóch przedmiotów.

To są ważniejsze zarzuty, poczynione przez nieprzyjaciół Obja­wienia dogmatowi rzeczywistej obecności.

Teologowie katoliccy wyznają, z całą, szczerością, że dogmat eucharystyczny jest niezgłębioną, tajemnicą, której rozum ludzki, pomimo pomocy objawienia, nie zdolny pojąć ani możliwości ani wewnętrznej istoty. Ponieważ ciało składa się z cząstek i jest podzielne, niepodobna pojąć, jakim sposobem dwa ciała albo wszystkie części tego samego ciała mogą zajmować jedno i to samo miejsce. Nie można też pojąć, jakim sposobem ciało, zajmujące jedną część prze­strzeni, może zajmować w tym samym czasie na wielkiej odległo­ści drugą część przestrzeni. Bezwątpienia, żadna siła przyrodzona nigdy nie dokonała takich cudów. Ztego wynika tylko, że dogmat rzeczywi­stej obecności przewyższa rozum ludzki. W żadnym jednak razie z te­go nie wynika, żeby dogmat ten sprzeciwiał się rozumowi, t.j. żeby pozostawał w sprzeczności z zasadami zdrowego rozumu. Na tym rozróżnieniu opierają się wszystkie odpowiedzi na zarzuty przeciwników.

Nie ulega wątpliwości, że zachodziłaby tu sprzeczność, gdyby kto twierdził, iż ciało Chrystusa jest duchowe i że ono nie składa się z części. To też podobne twierdzenie wcale nie wypływa z tej tajemnicy, która to tylko mówi, że człowieczeństwo Chrystusa jest obecne w eucharystii na kształt ducha w ciele, że osobne części jego, pozostając różnymi co do swojej rzeczywistości, wszystkie je­dną i tę samą przestrzeń zajmują. To zaś bynajmniej nie znaczy, żeby ciało stawało się duchem, w istocie swej niezłożonym.

Nie trudno też obronić od zarzutu niedorzeczności jednoczesną obecność człowieczeństwa Chrystusowego i postaci sakramentalnych na jednej i tej samej przestrzeni. Na wstępie czynimy zastrze­żenie, że nie chodzi tu wcale o to, co po szkolnemu nazywa się: compenetratio circumscriptiva, za pomocą której dwa ciała, posiada­jące własność rozciągłości lokalnej, mogą zajmować jedno i to samo miejsce. Są teologowie, w małej wprawdzie liczbie, którzy taką kompenetrację czyli wzajemne przenikanie się uważają za niemożli­we, i dla tego tłumaczą w inny sposób pewne fakty objawione, które zdają się ją przypuszczać. W eucharystii kompenetracja zowie się mieszaną, dokonywa się bowiem między rozciągłymi po­staciami i człowieczeństwem Pana Jezusa obecnym na kształt obec­ności ducha. Otóż nikt nie dowiedzie, żeby taka kompenetracja sprze­ciwiała się rozumowi. - Obok tego zarzucają jeszcze, że postacie i człowieczeństwo nie mogą być różne. - Ale czyż dusza i ciało ludzkie nie są różne? czy mimo to dusza nie jest istotnie wszędzie, gdzie tylko są osobne cząstki ciała? Czy nieskończoność Boga nie zapełnia wszystkiego świata, a czy mimo to zlewa się Bóg w je­dno z tworami swoimi, jednocześnie na tej samej przestrzeni istnie­jącymi? A więc, jeżeli dusza ludzka i Stwórca z natury swojej posiadają taki sposób obecności i mimo to są różne od tych ciał, które przenikają, to czemuż nie mielibyśmy uznać faktu, iż ciało Chrystusa, obdarzone obecnością jakoby duchową, istnieje równo­cześnie z postaciami innego ciała sposobem wzajemnej kompene­tracji?

Lecz w jaki sposób pewne ciało nie dopuszcza drugiemu ciału zaj­mować równocześnie z nim jedną i tę samą przestrzeń? Zdaniem filozo­fów dzieje się to pewną odpornością, odpychaniem. Ale siła odporności może działać tylko na ciało rozciągłe, skoro zaś pewne ciało traci roz­ciągłość lokalną, materialne czynniki nie mają na nie żadnego wpływu. Postacie sakramentalne są zatem bezsilne, aby odepchnąć ciało i krew Chrystusa z przestrzeni, którą same zajmują. Zresztą przypuśćmy na chwilę, że one mogłyby oddziaływać na ciało i krew Chrystusa, to czy możnaby dowieść, że wszechmocność boska nie zdołałaby usunąć tej przeszkody?

Nie mniej łatwo można obronić od zarzutów sprzeczności ró­wnoczesną obecność Chrystusa na wielu miejscach. Jeżeli własno­ścią Boga jest zajmowanie naraz niezmierzonej przestrzeni, jeżeli dusza ludzka zamieszkuje jednocześnie we wszystkich cząsteczkach ciała, to oczywiście czy niemożebnym będzie, aby ciało, do pewnego stopnia uduchowione, zajmowało dwa, nawet wiele miejsc w przestrzeni? Niektórzy dynamiści utrzymują, że wszystkie zwykłe si­ły, z których składa się pewne ciało, zajmują rzeczywiście i isto­tnie wszystkie punkty w obrębie swej działalności; wszędzie one działają przyciągająco i odpychająco. I w tym nie widzą żadnej niedorzeczności, bo to jest naturalny stan materii. Czyżby zatem było widocznie sprzeczne, by ciało ludzkie, które w hipotezie dy­namistycznej jest tylko połączeniem odrębnych sił prostych, mogło pozostawać jednocześnie na wielu odległych punktach przestrzeni? Niema więc tu żadnej sprzeczności w tym, iż ów obręb, w którym ciało jest obecne i działa, został w cudowny sposób powiększony.

Powiadają, iż skoro ciało dzieli się na części, przestaje być jedno i z jednego staje się mnogie. Z tegocośmy powiedzieli, wcale taki wniosek nie wypływa, gdyż jedno i to samo ciało jednocześnie ma wiele sposobów obecności, będących przyczyną i podstawą rzeczy­wistych stosunków odległości, które ono ma względem samego siebie. A nikt nie dowiedzie, żeby tajemnica ciała i krwi Chrystuso­wej więcej wymagała. Jeszcze raz więc powtarzamy, skoro Bóg jest wszędzie, skoro dusza ludzka jest w całym ciele, a mimo to za­chowuje jedność istności, nikt nie udowodni, żeby ciało Jezusa nie mogło absolutnie, bez podziału siebie, znajdować się jednocześnie na wielu miejscach.       
_______________________________________  
x. P. Lahousse, hasło: EUCHARYSTIA, w: Słownik Apologetyczny Wiary Katolickiej podług D-ra Jana Jaugey'a, opracowany i wydany staraniem x. Wł. Szcześniaka, Mag. Teol. i grona współpracowników, T. I. Warszawa 1894, s. 607-611.