STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ

Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

środa, 5 sierpnia 2015

O ewolucji, prawdziwości Starego Testamentu oraz rozwoju katolickiej doktryny

Znalezione obrazy dla zapytania przeciwko ewolucji 
Odpowiedzi na pytania dotyczące ewolucji, prawdziwości Starego Testamentu oraz rozwoju doktryny katolickiej


Odpowiedzi Redakcji
1.      Czy zdanie, że człowiek co do ciała pochodzi od zwierzęcia, czyli, że Pan Bóg tchnął duszę w ciało zwierzęcia, które doszło już do stopnia całkowitego rozwoju, jest przez Kościół potępione? 
Odpowiedź: Pewna grupa uczonych katolickich, zresztą bardzo nieliczna, pragnąc przybliżyć się do stanowiska zwolenników teorii skrajnego rozwoju, by w ten sposób ułatwić sobie wzajemne z nimi porozumienie, przyjęła teorię rozwoju w znaczeniu ograniczonym, a mianowicie, że Pan Bóg tchnął duszę rozumną i nieśmiertelną w ciało zwierzęcia, które przez długie okresy ewolucji doszło do tego stopnia doskonałości, iż mogło stać się mieszkaniem dla nieśmiertelnej i duchowej duszy. Ten pogląd nie został dotąd przez Kościół potępiony jako błąd przeciw wierze, sprzeciwia się on jednak opowiadaniu Pisma Świętego, jak i powszechnej nauce teologów i, że się tak wyrazimy, oficjalnej opinii samego Kościoła. Opinia ta wyraziła się w odpowiedzi Komisji Biblijnej (…). Otóż ta Komisja na zapytanie, czy można powątpiewać dosłownemu i historycznemu znaczeniu pierwszych trzech rozdziałów Księgi Rodzaju (w których jest mowa o stworzeniu świata i człowieka), jeśli idzie o zdarzenia bezpośrednio dotyczące podstaw naszej wiary odpowiedziała przecząco, czyli że nie wolno powątpiewać, a tym bardziej odrzucać dosłownego i historycznego sensu pierwszych rozdziałów Biblii. By zaś nikt nie miał wątpliwości, które to zdarzenia dotyczą bezpośrednio prawd wiary, wspomniana Komisja wyliczyła je w dalszym ciągu swego orzeczenia. Są to: stworzenie całego świata przez Boga w czasie, szczególne stworzenie człowieka, utworzenie ciała pierwszej kobiety z ciała Adama, jedność rodzaju ludzkiego, stan pierwotnej niewinności, zakaz spożywania owocu celem wypróbowania posłuszeństwa człowieka, wreszcie kuszenie, upadek i obietnica przyszłego Odkupiciela. A zatem opowiadanie pierwszych rozdziałów Biblii tak ma być rozumiane, by przy ich tłumaczeniu zdarzenia te nie dostały szwanku.
      O stworzeniu człowieka mówi orzeczenie Komisji, iż musi być nienaruszenie zachowane szczególne stworzenie człowieka. Komisja nie wyjaśnia wprawdzie bliżej, co rozumie przez słowo szczególne stworzenie, ale wiemy skądinąd, a mianowicie z powszechnej nauki teologów i Ojców Kościoła, że przez owo szczególne stworzenie rozumie się stworzenie nie pośrednie, przez stworzenie zwierzęcia, czy jak chcą zwolennicy teorii rozwoju, jakiejś pierwotnej komórki, która potem przez wiele tysięcy nawet lat liczący okres rozwoju doszła do doskonałości organizmu ludzkiego, ale stworzenie bezpośrednie, w którym Pan Bóg aktem twórczym z prochu ziemi utworzył człowiekowi ciało.
      Ściśle teoretycznie rzecz biorąc, nie ma w tym żadnej wewnętrznej sprzeczności, ani sprzeczności z doskonałością Pana Boga, aby On przyjął ciało rozwiniętego zwierzęcia i tchnął w nie duszę człowieka. Całkiem inna sprawa, czy tak uczynił? Opowiadanie Pisma Świętego, które w rzeczach zasadniczych i podstawowych musimy przyjąć w znaczeniu dosłownym i historycznym, a nie tylko jako opowieść, legendę lub symbol, wskazuje, iż Pan Bóg nie użył ciała zwierzęcia, ale stworzył nowe ciało.
      Opowiadanie Biblii potwierdzają badania i odkrycia paleontologów. Gdyby Pan Bóg na ciało człowieka użył ciało zwierzęcia, to między licznymi okazami zwierząt dziś istniejących, jak i dawno zaginionych, ale których szkielety przechowała nam ziemia, powinien się znaleźć choć jeden przykład na przejściową formę między człowiekiem a zwierzęcym jego przodkiem. Tymczasem po dziś dzień nie znaleziono ani jednej takiej przejściowej formy, wszystkie zaś rzekome odkrycia małpo-człowieka okazały się albo oszustwem albo prostą mistyfikacją. Kto chce się bliżej zapoznać z tymi zagadnieniami, niech czyta dzieła ks. Wasmana lub innych katolickich przyrodników.
      A zresztą owo zbliżenie się pewnych uczonych katolickich, pojmujących pochodzenie ciała człowieka od ciała zwierzęcia, do zwolenników teorii ewolucji jest zupełnie niepożytecznym i daremnym. Główna idea teorii skrajnego rozwoju, a zarazem jej błędność i niezgodność z zasadami wiary, nie na tym polega, że przyjmują pochodzenie ciała człowieka od ciała zwierzęcia, ale w tym, że odrzucając w ogóle fakt stworzenia, sądzą, iż cały świat, a więc i człowiek z ciałem i z duszą rozwinął się sam, bez interwencji Boga, z jednej pierwotnej komórki. Takie zaś stanowisko jest zupełnie sprzeczne ze stanowiskiem i dogmatami nie tylko już wiary, ale nawet zdrowego rozumu. Abstrahując bowiem od pytania, skąd się wzięła owa pra-komórka, skoro pojęcie samorództwa jest samo w sobie sprzecznym, już na podstawie obserwacji i doświadczenia przyrody wiemy, iż ogół istot rozpada się przynajmniej na trzy wielkie królestwa, między którymi istnieje przepaść nie do przebycia, a mianowicie świat materii, świat roślinny i świat zwierzęcy. Mimo usilnych prób nie udało się drogą doświadczenia drobinę materii zamienić na żywą komórkę roślinną, a roślinę zamienić na organizm zwierzęcy. Wiemy bardzo dobrze, że można sztucznie zrobić jajo, czy ziarno pszenicy, mające identycznie te same składniki chemiczne i te same właściwości odżywcze, a jednak żadną miarą z jaja tego nie wylęgnie się kurczę, ani z ziarna nie wyrośnie kłos. Biologia współczesna przyjęła za pewnik zasadę tysiącem doświadczeń stwierdzoną, że omnis cellula ex cellula, omne vivens ex vivente, czyli, że każda żywa komórka może powstać tylko z takiejże żywej komórki. Wobec tego pewnika teorię skrajnego rozwoju należy uznać za fantazję, wymyśloną w tym tylko celu, aby pozorem uczoności zakryć ateizm i niewiarę. 
2.      Czy zgadza się z nauką katolicką twierdzenie, że Pisma Starego Testamentu są poezją i jedną wielką legendą, w najlepszym razie symbolem tylko i alegorią, i dlatego nas chrześcijan nie obowiązują? 
Odpowiedź: Podobne twierdzenie, czy wątpliwość dowodzi bardzo smutnej ignorancji podstawowych prawd wiary. Wiadomym jest i dziecku ze szkoły powszechnej, że Pismo Święte, tak Starego, jak i Nowego Testamentu, jest jednym z głównych, chociaż co prawda nie pierwszym i nie najważniejszym, źródłem objawienia, a konsekwentnie i wiary. Tak na podstawie nauki samego Pisma Świętego, jak i powszechnej nauki Kościoła, księgi Starego i Nowego Testamentu są księgami świętymi, ich autorem jest sam Pan Bóg. To Boże autorstwo polega, wedle encykliki Leona XIII „Providentissimus Deus” na tym, że Pan Bóg piszących zachęcił i natchnął do pisania i tak przy pisaniu nad nimi czuwał, aby tylko to spisali, co On im pisać polecił, aby trafnie to pojęli, wiernie chcieli opisać, wreszcie dokładnie z nieomylną prawdą wyrazili.
Z tego określenia najwyraźniej wynika, że Księgi święte, a więc i księgi Starego Testamentu, zawierają objawioną przez Boga prawdę, a więc żadną miarą bez grzechu niewiary nie mogą być uważane za powieści, legendy, czy poezję zawierającą jedynie symbole i alegorie.
Fakt ten jednak nie przesądza o sprawie wykładu Pisma Świętego. Tym zadaniem zajmuje się osobna nauka, zwana hermeneutyką Ksiąg świętych. Jej zadaniem jest określić przede wszystkim charakter każdej z Ksiąg św., zdecydować, czy dana księga jest księgą historyczną, jak np. Pięcioksiąg Mojżesza, Księgi Królewskie itd., czy też księgą poetyczną, jak Psalmy lub Pieśń nad Pieśniami; jej również zadaniem jest podawać reguły i zasady, wedle których należy interpretować i wyjaśniać Pismo św. W bliższe szczegóły wchodzić tutaj nie będziemy, bo byśmy musieli cały numer temu zagadnieniu poświęcić, pragnęliśmy tylko w odpowiedzi na pytanie podać racje, dla których katolikowi Ksiąg Starego Testamentu odrzucać nie wolno. Modna dzisiaj nagonka na Biblię Starego Zakonu (książki prof. Zielińskiego) jest świadomym, czy nieświadomym - w to nie wchodzimy - podważaniem podstaw chrześcijaństwa. Kogo by te sprawy bliżej interesowały, niech przeczyta pracę ks. prof. Szczepana Szydelskiego pt.: „Religia helleńska, Stary Testament i chrześcijaństwo”, zamieszczoną w pierwszych trzech zeszytach „Ateneum Kapłańskiego” z br., a skierowaną przeciwko poglądom prof. Zielińskiego, zawartym w jego studium o hellenizmie i judaizmie. 
3.      Co sądzić o powiedzeniu, że dogmaty katolickie są rzeczą świeżej daty?
Odpowiedź: To samo, co o powiedzeniu omówionym w poprzedniej odpowiedzi. Kto tam mówi, a rozumie, co mówi, ten nie ma oczywiście wiary w sercu, kto zaś mówi, nie rozumiejąc, ten jest zupełnym ignorantem w sprawach wiary. Twierdzić bowiem, że dogmaty są rzeczą świeżej daty, to to samo, co utrzymywać, iż prawdy wiary, w które mamy wierzyć pod utratą zbawienia, są wymysłem Kościoła, a nie nauką Chrystusa Pana i nieomylną prawdą przez Boga nam objawioną. Nie co innego głosi współczesny racjonalizm, który znowu, wyrażając się po prostu, nie jest niczym innym, jak wznowionym pogaństwem, o ile w ogóle nie ateizmem. By wykazać, że to nasze twierdzenie nie jest przesadą i ostrym sądem, wyjaśnimy pokrótce znaczenie słowa dogmat, a zarazem wskażemy, skąd może powstać tak błędne mniemanie.
Etymologicznie i historycznie słowo dogmat, po grecku dogma, oznaczało zawsze twierdzenie, sąd pewny, nieulegający wątpliwości, orzeczenie wiążące lub nawet prawo. W tym znaczeniu używane jest w prawodawstwie greckim, w Piśmie św. i u pierwszych pisarzy kościelnych. Ojcowie Kościoła używają tego słowa po prostu jako synonimu nauki chrześcijańskiej w ogóle. Od IV w. po Chrystusie znaczenie słowa dogmat zacieśnia się do pojęcia prawd wiary przez Boga objawionych i jako takie przez Kościół określonych, w odróżnieniu od przepisów moralności czy prawa kościelnego. Dogmatem więc jest prawda przez Boga objawiona i jako taka wprost przez Kościół nam katolikom do wierzenia podana. Pierwsza część tego określenia wyklucza z góry możliwość, by dogmat był rzeczą świeżej daty, skoro jest nim prawda przez Boga objawiona, a objawienie, jak to wiemy z katechizmu, skończyło się ze śmiercią ostatniego z Apostołów, a więc z końcem pierwszego wieku naszej ery. Żadna prawda, która nie byłaby objawiona, nie może stać się dogmatem wiary, czyli innymi słowy od śmierci ostatniego z Apostołów skarbiec wiary nie powiększył się obiektywnie ani o jedną prawdę i powiększyć się nie może. Ogłaszanie więc przez Kościół jakiejś prawdy religijnej za dogmat, nie jest niczym innym, jak tylko orzeczeniem, że dana prawda została przez Chrystusa objawioną, a tym samym pod utratą zbawienia musimy w nią wierzyć. W dekrecie Piusa IX „Lamentabili” zostały potępione błędy modernizmu, utrzymującego, iż Chrystus Pan nie zostawił zamkniętej i określonej całości prawd, ale zapoczątkował tylko pewien ruch religijny, który z biegiem wieków miał samodzielnie się rozwijać.
Druga część pojęcia dogmatu mówi nam, że jest nim prawda objawiona i za taką przez Kościół określona. Określenie Kościoła zatem nie jest wymyśleniem prawdy, ale tylko autorytatywnym orzeczeniem faktu jej objawienia, wynikającym z głównego zadania Kościoła, by strzegł depozytu wiary, jaki otrzymał. Pierwszą niejako funkcją tego strzeżenia jest właśnie owe uroczyste ukazywanie, iż ta a ta prawda została przez Boskiego Zbawcę objawioną, że należy do skarbca wiary. Nie jest jednak koniecznym, by Kościół każdą prawdę wiary w ten uroczysty sposób szczególnie ukazywał, wystarczy, że ją ukazuje wiernym przez zwykłe, codzienne nauczanie. Przykład wyjaśni nam bliżej to zagadnienie.
Niepokalane Poczęcie jest już dogmatem wiary, ponieważ zostało ogłoszone uroczyście przez Piusa IX, Wniebowzięcie zaś Matki Najświętszej jeszcze dogmatem nie jest [stan na rok 1928, obecnie jest już dogmatem, ogłoszonym w 1950 r. przez Piusa XII - przypis Autorki bloga], ponieważ tej uroczystej sankcji jeszcze nie otrzymało. Nie będąc jednak dogmatem, jest prawdą wiary objawioną, w którą wierzyć musimy na podstawie powszechnego nauczania Kościoła. Gdy kiedyś w przyszłości Papież ogłosi i Wniebowzięcie jako dogmat, to stanie się nie dlatego, jakoby chciał prawdę niepewną uczynić pewną, ani nie wymyśli przez to prawdy nowej, lecz tylko w formie uroczystej potwierdzi odwieczną wiarę chrześcijaństwa.
Z tych uwag wynika już jasno, że Kościół katolicki odrzuca bezwzględnie tzw. obiektywny i rzeczywisty rozwój dogmatów, polegający najpierw na przyroście prawd nowych, przez Chrystusa nieobjawionych, a powtóre na takiej zmianie znaczenia i wewnętrznego sensu dogmatu, że nie może on już być uważanym za prawdę identyczną z prawdą wyznawaną w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Racjonalistyczny protestantyzm i modernizm odrzuca wszystkie dogmaty katolickie z wyjątkiem mglistej idei ojcostwa Bożego i braterstwa ludzi. Chrystus Pan, wedle tych teorii, nie myślał wcale o założeniu nowej religii czy Kościoła, dogmaty powstały później, a powstawszy nie zachowały swego pierwotnego znaczenia, ale się w ciągu wieków zmieniały, tak iż wiara chrześcijańska z czasów np. św. Ambrożego nie ma nic wspólnego z wiarą współczesnego katolika. Z tamtych czasów pozostały najwyżej podobne słowa, a treść jednak tych słów zmieniła się zupełnie.
Takie stanowisko jest oczywiście diametralnie sprzeczne z nauką Kościoła i dlatego potępione zostało jako jedna z najniebezpieczniejszych herezji, jakie kiedykolwiek zrodziły się w Kościele.
Odrzucając bezwzględnie obiektywny i rzeczywisty rozwój dogmatów, nie odrzuca Kościół rozwoju względnego, polegającego na coraz doskonalszym poznaniu i przedstawianiu prawd wiary. Lepiej niż teoretyczne wywody, znowu przykład nam pokaże, na czym polega ów rozwój względny.
Dogmat Niepokalanego Poczęcia został ogłoszony dopiero w połowie XIX wieku. Można się przeto zapytać, czy chrześcijanie, żyjący 1850 lat aż do dnia ogłoszenia tego dogmatu, nie wierzyli w Niepokalane Poczęcie? Wierzyli i to gorąco, ale nie zawsze prawdę tę nazywali prawdą Niepokalanego Poczęcia. Przed długie wieki nawet nazwa była w użyciu, istniało święto, istniały bractwa i stowarzyszenia przeróżne pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia, chociaż prawda ta nie była jeszcze uroczyście ogłoszona za dogmat, podobnie jak dziś wszyscy wierzymy we Wniebowzięcie, święcimy jego święto, chociaż także nie zostało ono jeszcze za dogmat ogłoszone [stan na rok 1928 - przypis Autorki bloga].
Atoli był także czas, kiedy słowa Niepokalane Poczęcie nie używano wcale, bo go nie znano, mówiono wtedy i wyznawano Boże Macierzyństwo Matki Najświętszej, Jej wielką świętość i czystość przewyższającą świętość aniołów. Nazywano Ją jedynie czystą i świętą wśród ludzi, zestawiano pod tym względem z Jej Boskim Synem itd. Te wszystkie wyrażenia zawierały oczywiście Niepokalane Poczęcie, a opierały się na zapowiedzi z raju o doskonałej nienawiści między szatanem a Niewiastą i na pozdrowieniu anielskim o pełności łask. Bo cóż oznacza pełność łask, doskonała nienawiść z szatanem, czyli zerwanie jakichkolwiek związków z grzechem, jeśli nie niepokalane poczęcie?! Dlatego pierwsi chrześcijanie, wymawiając słowa „Zdrowaś Maryjo”, wielbili Niepokalane Poczęcie tak, jak my je dziś wielbimy, chociaż nie znali słowa: Niepokalane Poczęcie. Potrzeba było pracy wielu pokoleń teologów, aby z pojęcia: Najświętsza Panna i Matka Boża zostały jakby z jakiegoś wspaniałego owocu wyłuskane wszystkie poszczególne ziarenka i ukazana pełna zawartość tej prawdy. Dlatego wiara pierwszych chrześcijan, pod względem swej istotnej zawartości identyczna z naszą, mogła być gorętszą od naszej wiary, była jednak mniej teoretycznie uświadomioną. A zresztą i dziś poziom uświadomienia religijnego katolików jest różny i Kościół sam innej wiedzy religijnej domaga się od prostaka, a innej od człowieka inteligentnego, innej od przeciętnego, tak zwanego poczciwego człowieka, a innej od sodalisa [członka Sodalicji Mariańskiej - przypis Autorki bloga] itd. Wszyscy mają tę samą wiarę, stopień tylko uświadomienia jest różny. Zatem wracając do postawionego pytania odpowiadamy, iż niektóre z dogmatów katolickich mogą być rzeczą świeżą, jeśli chodzi o uroczyste ich ogłoszenie przez papieża, są jednakże rzeczą tak starą, jak stare jest chrześcijaństwo, jeśli chodzi o ich treść i doktrynalną zawartość. 

Źródło: „Sodalis Marianus”, listopad 1928, rok XXVII, nr 11, część II. Wiara i Życie. s. 323-328.
Język uwspółcześniono.
Za: http://staraprasa.blogspot.com/2012/09/odpowiedzi-na-pytania-dotyczace.html