STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ

Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

sobota, 14 stycznia 2017

Przebłyski rozsądku w modernistycznym Neokościele czy gra pozorów? Wątpliwości czterech "kardynałów" co do "nauczania" Bergoglio (1) - Bp Donald J. Sanborn

 
Jeszcze o Dubia czterech kardynałów

Od czasu ukazania się listopadowego biuletynu miało miejsce kilka wydarzeń związanych z kwestionariuszem przekazanym Bergoglio przez czterech "kardynałów". Oczekiwali w nim jasnych odpowiedzi – "tak" lub "nie" – odnośnie do tego, co nazwali wątpliwymi kwestiami (dubia – po łacinie) zawartymi w Amoris laetitia, fatalnym dokumencie, który oprócz wielu innych herezji i błędów zawierał rażącą herezję pozwolenia cudzołożnikom na przyjmowanie "komunii świętej".

29 listopada, hiszpańskojęzyczna witryna internetowa Religión Confidencial, poinformowała, że dziekan rzymskiej Roty Novus Ordo – "sądu najwyższego" religii Novus Ordo – oświadczył, iż czterej kardynałowie, którzy przedłożyli Dubia, mogą utracić godność kardynalską, jeśli dokonają zapowiadanej "korekty" "biskupa rzymskiego".


Jednakże 2 grudnia prałat Novus Ordo Pinto, dziekan Roty, oświadczył, że Religión Confidencial błędnie zacytowała jego wypowiedź i że Franciszek nigdy nie zrobiłby czegoś takiego jak pozbawienie ich kardynalskich godności. Na stronie internetowej opublikowano odwołanie wypowiedzi, zaznaczając, że nie zrozumieli poprawnie nagrania z wywiadu.

Ale kto to wie? Czy portal internetowy Religión Confidencial jest tak niekompetentnym albo nieuczciwym źródłem, żeby dopuścić się czegoś takiego? A może dotarło do nich jakieś pismo od Franciszka żądające wycofania się? Tego po prostu nie wiemy. Wydaje mi się trudne do uwierzenia, aby Religión Confidencial źle to zrozumiał, bardzo łatwo mi natomiast dopuścić, że w Watykanie doszło do zamieszania.

Komentarz kardynała Müllera

Jest on w Novus Ordo prefektem Kongregacji Nauki Wiary (CDF), czyli urzędu ustanowionego przez Pawła VI w miejsce tego, co zawsze znano jako Święte Oficjum. Oto, co powiedział:

"Kongregacja Nauki Wiary nie może angażować się w spór. Mówi i działa z upoważnienia Papieża. Jej kompetencje dotyczą nauki Kościoła na temat wiary i moralności. Jest to najwyższy papieski trybunał zajmujący się wykroczeniami przeciwko wierze i moralności, jak również przeciwko świętości sakramentów. Papież może nas wyznaczyć ad hoc do rozsądzenia sporu".

Nie ma żadnego sporu między czterema kardynałami a Franciszkiem. Franciszkowi zadano tylko pytania, bardzo dobre pytania, bardzo dobrze sformułowane, na które odpowiedzieć można jedynie "tak" lub "nie". Był to szereg pytań domagających się w gruncie rzeczy od Franciszka opowiedzenia się za tradycyjnymi zasadami katolickiej doktryny moralnej. Franciszek nie spiera się z "kardynałami".

Co więcej, umycie rąk w tej sprawie przez Müllera jest niewybaczalne. W katolickim Kościele każdy musi przylgnąć do katolickiej Wiary, jego dogmatów i jego nauk moralnych, pod groźbą oddzielenia od Kościoła. Osobą, na której spoczywa najwyższy i najsurowszy obowiązek głoszenia Wiary, jest sam papież. Dlatego strażnik doktryny Wiary powinien przede wszystkim czuwać przy papieżu. Ponadto, gdyby miało miejsce jakiekolwiek odstępstwo od Wiary ze strony papieża, obowiązek zwrócenia na to uwagi i ujawnienia spoczywa w pierwszym rzędzie na kardynałach.

Następnie Müller składa takie bałamutne oświadczenia:

"Nigdy nie wolno pomijać wiążących orzeczeń Papieży, Soborów Trydenckiego i Watykańskiego II oraz Kongregacji Nauki Wiary dotyczących podstawowych cech małżeństwa i warunku owocnego przyjmowania sakramentów w stanie łaski uświęcającej, pod pretekstem, że małżeństwo jest tylko ideałem, który jedynie niewielu może osiągnąć".

"Poza tym niemożliwe jest zinterpretowanie Amoris laetitia w sposób unieważniający wcześniejsze orzeczenia Papieży i Kongregacji Nauki Wiary, włączając jej oficjalną odpowiedź na wspólny list pasterski trzech biskupów górnego Renu z 1993 roku odnośnie do przyjmowania komunii przez katolików pozostających w małżeństwach nie uznawanych przez Kościół".

Jednak problem polega właśnie na tym, że sam Bergoglio zinterpretował dokument w sposób sprzeczny z katolicką nauką moralną. Taki jest właśnie powód wysłania Dubia do Bergoglio. Czy CDF posiada inną interpretację niż "papież"? Czyż kardynał nie stwierdził przed chwilą, że CDF "mówi i działa z upoważnienia Papieża"? Jeśli tak, to dlaczego Müller nie powtarza za "papieżem" tego, co powiedział, a mianowicie, że jest moralnie dopuszczalne, aby cudzołożnicy przystępowali do "komunii świętej"?

Czy jednak rzeczywiście dziwi nas, że wśród watykańskich modernistów panuje zamieszanie, sprzeczność i chaos?

Główny problem konserwatystów Novus Ordo

Amoris laetitia stanowi zupełnie nową trudność dla tych, którzy rozpaczliwie usiłują wmawiać, że nie ma żadnego braku ciągłości między przedsoborowym katolicyzmem i posoborową religią.

Chociaż my, sedewakantyści wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na rażące sprzeczności między okresem przed i po Vaticanum II, konserwatyści Novus Ordo zadowalali się – aż do tej pory – zwodniczymi, łagodnymi interpretacjami Vaticanum II i jego późniejszych reform.

Amoris laetitia natomiast jest dla nich czymś innym. Zgodnie z jednoznacznymi słowami samego Bergoglio, dokument należy interpretować w taki sposób, że osoby żyjące w cudzołożnych związkach (rozwód i ponowne małżeństwo) mogą przyjmować komunię Novus Ordo. Oznacza to jedno z dwojga: albo 1) zawarcie małżeństwa z nowym małżonkiem – gdy istnieje wciąż wcześniejszy węzeł małżeński – nie jest grzechem; albo 2) nie jest grzechem przyjmowanie Ciała i Krwi Chrystusa przez tych, którzy żyją w stanie grzechu śmiertelnego.

Jednakże obie opcje, 1) i 2) są wyraźnie sprzeczne z apostolską nauką zawartą w Piśmie Świętym. Jeśli chodzi o pierwszy przypadek, to mówią o nim następujące ustępy z Pisma Świętego:

"Lecz ja wam powiadam, że wszelki, który opuści żonę swoją, wyjąwszy przyczynę porubstwa, sprawia, że ona cudzołoży, i kto by opuszczoną pojął, cudzołoży" (Mt. V, 32). Podobne wypowiedzi naszego Pana Jezusa Chrystusa występują w Ewangeliach Marka (X, 2-12) i Łukasza (XVI, 18).

"Niewiasta bowiem zamężna, póki mąż żyje, związana jest prawem; jeśli zaś mąż jej umrze, wyzwolona jest spod prawa męża. Przeto, póki mąż żyje, będzie zwana cudzołożnicą, jeśliby była z innym mężem" (Rzym. VII, 2-3).

"Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie mylcie się: ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani sodomczycy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani złorzeczący, ani drapieżcy, nie posiądą królestwa Bożego" (I Kor. VI, 9-10).

Co do drugiego, mamy słowa świętego Pawła:

"Tak więc ktokolwiek by jadł ten chleb, albo pił kielich Pański niegodnie, będzie winien Ciała i Krwi Pańskiej. Niech zaś każdy bada samego siebie i tak niech je z chleba tego i pije z kielicha. Kto bowiem je i pije niegodnie, sąd sobie je i pije, nie rozróżniając Ciała Pańskiego" (I Kor. XI, 27-29).

Z powyższych tekstów dowiadujemy się, że: 1) poślubienie kogoś, kto już jest związany wcześniejszym węzłem małżeńskim, jest nazywane cudzołóstwem; 2) cudzołóstwo jest grzechem ciężkim, za który grozi wieczne potępienie w piekle; 3) przyjmowanie Komunii Świętej w stanie grzechu śmiertelnego jest samo w sobie bardzo ciężkim grzechem śmiertelnym, ponieważ grzeszy się przeciwko Ciału i Krwi Chrystusa.

Wspomniane nauki moralne nie tylko opatrzone są pieczęcią władzy apostolskiej, ale są również potwierdzone stałą i powszechną tradycją katolickiego Kościoła, zarówno w zwyczajnym powszechnym magisterium, jak też w stałej i powszechnej praktyce.

Totalny chaos

Konserwatyści Novus Ordo wiedzą to wszystko, co właśnie omówiłem i zdają sobie sprawę z wagi problemu.

Kardynał Burke próbował rozwiązać problem, mówiąc, że Amoris laetitia była po prostu opinią "papieża", sugerując przez to, że można ją było zignorować.

Ale Franciszek ma inne zdanie. Powiedział, że Amoris laetitia jest zwyczajnym magisterium. Chociaż nie użył słowa powszechne, niemniej jednak nauczanie jest powszechne, ponieważ zostało ogłoszone przez wszystkich biskupów Novus Ordo na świecie. Zgodnie z ich własnymi regułami, powszechne zwyczajne magisterium wymaga przyjęcia aktem wiary, a zatem jest nieomylne.

Podobno Bergoglio utworzył też w Rzymie jakąś tajną "policję myśli", by mieć pewność, że profesorowie seminariów uczą "poprawnej interpretacji" (tj. komunia dla cudzołożników) Amoris laetitia.

Teraz, kiedy wszystkie te czynniki się zbiegły, konserwatyści Novus Ordo znaleźli się w czymś, co można określić mianem kompletnej zawieruchy. Oni rozumieją, jak sądzę, że Amoris laetitia jest rozstrzygającym starciem między nimi a Bergoglio.

Zdają sobie bowiem sprawę, że jeśli praktyka udzielania Komunii Świętej cudzołożnikom zostanie dozwolona, to Kościół musiałby zbłądzić w wierze i moralności. Materia zwyczajnego, powszechnego magisterium wymaga akceptacji aktem wiary, jeśli dotyczy dogmatów albo moralności – a tu z pewnością jest kwestia moralna. Skoro Kościół naucza, że cudzołożnicy mogą przyjmować komunię, to apostolska nauka została zanegowana.

Jednym słowem, widzą, że jeśli to pozwolenie zostanie wprowadzone w życie, to zniszczone zostanie samo znamię apostolskości Kościoła katolickiego. Ponieważ cztery znamiona Kościoła są z istoty współzależne od siebie, to zrujnowanie apostolskiego charakteru niesie ze sobą także zniszczenie jedności, katolickości i świętości.

Jako że konserwatysta Novus Ordo uznaje posoborową religię za rzymski katolicyzm, posiadający ciągłość z przeszłością Kościoła, można zrozumieć panujący obecnie w ich umysłach niepokój.

Innymi słowy, nie sposób już dalej dowodzić ciągłości, kiedy apostolska nauka moralna została rażąco zanegowana. Ich zdaniem, jeśli religia Novus Ordo traci prawo do posiadania czterech znamion Kościoła, to traci roszczenie do bycia Kościołem katolickim. A wtedy jest to nic innego jak banda staruszków bawiących się w "Kościół", tak jak małe dzieci bawią się w "dom". Traci wówczas wszelkie roszczenia do prawdziwości. Cała religia Vaticanum II plajtuje jako jeszcze jedna fałszywa religia, kolejny przypadek bram piekielnych próbujących zwyciężyć Kościół.

Konserwatywny duchowny Novus Ordo napisał do mnie ostatnio te słowa, odnosząc się do Dubia:

"Protestowanie wydaje się niemal bezsensowne, teraz, gdy «soborowy proces» właśnie dochodzi do swych logicznych konsekwencji – niszcząc ostatecznie moralność, po niszczeniu przez 40-50 lat dogmatu i liturgii".

Jakże przenikliwy komentarz. Rzeczywiście protest kardynałów Novus Ordo będzie daremny, jeśli zadowolą się jedynie "poprawieniem" "papieża". Żaden kardynał, nawet w normalnych czasach, nie może poprawiać powszechnego zwyczajnego magisterium Kościoła. Poprawność tego magisterium jest zagwarantowana obietnicą Chrystusa. Jeśli nie jest poprawne, to można z tego wywnioskować tylko jedno: hierarchia, która je ogłosiła, nie jest hierarchią katolicką...

To nie Bergoglio jest problemem, ale samo Vaticanum II. Ten fatalny "sobór" wlał w instytucje Kościoła katolickiego truciznę relatywizmu. Aż do Vaticanum II instytucje Kościoła głosiły niewzruszone doktryny Kościoła, to znaczy nauki, które nie podlegają żadnej zmianie. Takie podejście zostało zniszczone przez "sobór", który zastąpił jasne i wieczne dogmaty, naukę moralną, liturgię i dyscyplinę Kościoła katolickiego szlamowatym błotem relatywizmu. Skutkiem tej nowej zasady to, co było zawsze w Kościele mocno utwierdzone i absolutne, stało się przedmiotem zmiany, negocjacji i ewolucji. Nic nie ostało się przed tym śmiercionośnym zanieczyszczeniem, nawet doktryna samych Apostołów...

Bp Donald J. Sanborn

Fragment z: "Most Holy Trinity Seminary Newsletter", December 2016. (2)

Tłumaczył z języka angielskiego Mirosław Salawa.

–––––––––––––––

Przypisy:

(1) Tytuł artykułu od red. Ultra montes.




4) Praca zbiorowa Profesorów Uniwersytetu Lubelskiego, Małżeństwo w świetle nauki katolickiej.



7) List pasterski Najdostojniejszego Episkopatu Polski, O ducha chrześcijańskiego w Polsce.

8) Kardynał Gousset, Arcybiskup w Reims, Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników.

9) Ks. Zygmunt Baranowski, Reformy małżeńskie Lutra.




(Przyp. red. Ultra montes).

 
(PDF)