STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ POD DUCHOWĄ OPIEKĄ św. Ignacego, św. Dominika oraz św. Franciszka

Cytaty na nasze czasy:

"Człowiek jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony"

Św. Ignacy Loyola


"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

piątek, 26 lutego 2016

Żywot świętej Mechtyldy, przeoryszy

   Święta Mechtylda (żyła około roku Pańskiego 1280), rodzona siostra świętej Gertrudy, pochodziła ze starożytnej szlacheckiej rodziny w Saksonii. Miejscem jej urodzenia było miasto Eisleben. Po urodzeniu była tak słaba, że rodzice postanowili ją natychmiast ochrzcić. Kapłan udzielający chrztu rzekł rodzicom: "Czego się obawiacie? Dziewczę to nie tylko teraz nie umrze, ale nawet dożyje późnego wieku i Świętą zostanie!". Istotnie już od lat dziecięcych dawała Mechtylda dowody wielkiej świątobliwości, unikała bowiem wszelkich dziecięcych rozrywek, aby serce swe niepokalanym zachować. Mając lat siedem, została oddana do pobliskiego klasztoru w Rodersdorfie na wychowanie. Święty spokój, jaki panował w klasztorze, jako też wesołe i uprzejme twarze pobożnych zakonnic, ich obyczajność i skromność zrobiły na Mechtyldzie głębokie wrażenie. Tu - pomyślała sobie - pozostanę i z dala od świata i jego uciech będę służyła Panu Jezusowi, natychmiast więc poprosiła o przyjęcie do zakonu, a chociaż matka opierała się temu, Mechtylda pozostała jednak w klasztorze, oświadczając, że już nie przestąpi jego progów. Matka musiała w końcu pozwolić, a Mechtylda, chociaż jeszcze małe dziewczę, poczęła z całą ścisłością zachowywać reguły zakonne i dążyć do świętości. Przede wszystkim ćwiczyła się w pokorze; cokolwiek jej zadano, wypełniała sumiennie i ochotnie. Wszystkim chciała usługiwać, a najpodlejsze prace były jej najmilsze. Pomimo delikatnego zdrowia nie chciała jadać mięsa ani pijać wina, nie chciała nic znaczyć, zawsze chciała być ostatnią i najmniejszą i tylko Bogu starała się podobać. W ten sposób przeżyła lata panieńskie w ukryciu i cichości. Gdy doszła wieku dziewiczego, złożyła uroczyste śluby zakonne i poświęciła się zupełnie swemu najmilszemu Oblubieńcowi. Zwiększyła się jej gorliwość, a z nią i łaski, które otrzymywała od Boga, albowiem często ukazywał się jej Chrystus Pan i dawał jej wielce pocieszające objawienia. Oto niektóre z nich: Kiedy Mechtylda rozmyślała Mękę Pańską i doszła do miejsca, gdzie Jezus tak niewinnie przez niesprawiedliwego sędziego został osądzony, ukazał się jej Zbawiciel, mówiąc: "Pójdź ze Mną na sąd!". Wziąwszy ją z sobą w duchu, zawiódł przed Ojca niebieskiego, gdzie z ust wszystkich Świętych usłyszała sąd o swym dotychczasowym życiu: jak nieraz była leniwa w miłości ku Bogu, jak nie zawsze chodziła w światłości niebieskiej i często nosiła się z niepotrzebnymi myślami. Gdy Święci skończyli, odezwało się wszelkie stworzenie, że jest niegodną sługą Boga. Mechtylda przelękła się, ale Jezus, zwróciwszy się do Ojca, rzekł: "Na wszystkie te skargi odpowiem Ja za nią, bo ją miłuję". "Cóż Cię skłania do tego, abyś ją miłował?", zapytał Ojciec niebieski. Na to rzekł Jezus: Moje wybranie. Wtedy Mechtylda odważyła się nieśmiało ofiarować Ojcu niebieskiemu Jezusa za swoje przewinienia, a Bóg przyjął tę ofiarę jako zadosyćuczynienie i przebaczył jej wszystko. - Duszo chrześcijańska, ofiaruj i ty Ojcu niebieskiemu za grzechy swoje Jezusa Chrystusa, mianowicie po Komunii świętej, kiedy Jezus mieszka w sercu twoim! 


Pewnego razu smuciła się Mechtylda, że nie zawsze użytecznie spędzała czas od Boga otrzymany i nie szanowała łask Boskich. Wtedy rzekł Jezus do niej: "Uspokój się, oto Ja nagrodzę twą winę i twoje opuszczenia". A kiedy Mechtylda jeszcze nie przestała oskarżać się o niewdzięczność, rzekł do niej: "Jeśli Mi pozostaniesz zupełnie wierna, to będzie dla ciebie korzystniej, ażebym Ja te winy i opuszczenia wziął na Siebie, aby tylko Moje Imię i chwała była głoszona". 

Innego razu po Komunii świętej widziała, jak Jezus wyjął z jej piersi serce i całkiem ze swoim Sercem połączył, mówiąc: "Chciałbym, aby tak serca ludzi w pragnieniu ze Mną były połączone; aby człowiek sam niczego nie pragnął, tylko swe pragnienia do Mojego Serca stosował, tak jak dwa wietrzyki w jeden się zlewają. Dlatego ludzie, zabierający się do jakiego przedsięwzięcia, powinni w łączności z swoją miłością mówić: "Panie, w łączności z Twoją miłością, przez którą chciałeś pracować i ciągle jeszcze w duszach działasz, także i na mnie pracę tę włożyłeś; daj, abym dzieło to doprowadził do skutku na chwałę Twoją i na mój pożytek". W ten sposób - dodał Jezus - człowiek łączy się w duchu miłością ze Mną". 

Innym razem ukazał jej Jezus suknię, w którą każdy człowiek obleczony być musi, jeśli chce wejść na gody weselne. Była to suknia biała, wyszywana złotem i purpurą. Przy tym słyszała głos: "To jest szata godowa, która przygotowana jest dla wiernych.

Kolor biały oznacza czystość serca,
kolor purpurowy pokorę,
a kolor złoty miłość.

Kto chce mieć taką szatę, musi posiadać czyste serce i nigdy go nie splamić najmniejszą grzechową winą". "Żadna rzecz - rzekł Jezus do Mechtyldy - nie sprawia Mi tyle przyjemności, jak serca ludzkie. Ale pomimo, że mam skarb nieprzebrany, serc Mi nie dostaje". Wtedy ujrzała przed sobą Jezusa w krwawym odzieniu i usłyszała: "Tak samo, jak się ofiarowałem Ojcu niebieskiemu za grzechy świata na ołtarzu krzyża, z tą samą miłością i teraz jeszcze stoję przed Ojcem i ofiaruję Mu na zadosyćuczynienie swoje męki i cierpienia. I nic nie jest Mi milsze, jak kiedy grzesznik nawróci się do Mnie i żyje!".

Mechtylda prosiła pewnego razu Jezusa, aby ją godnie przygotował na uroczystość Bożego Ciała, na co jej Zbawiciel odpowiedział: "Jeśli Mnie chcesz przyjąć, opatrz wprzód mieszkanie swojej duszy, czy tam nie ma ścian powalanych i zbrudzonych. Od wschodu uważaj, czy byłaś pilna lub opieszała w rzeczach dotyczących się Boga, jako to: w chwale Boga, dziękczynieniu, w zachowywaniu przykazań Jego; z południowej strony mieszkania twej duszy spojrzyj, czy czciłaś Matkę Moją i Świętych, i o ile się poprawiłaś wskutek ich przykładów i nauki; ze strony zachodniej uważaj pilnie, czy byłaś pokorną, posłuszną i cierpliwą w niesprawiedliwości; ze strony północnej uważaj, jak wierna byłaś Kościołowi świętemu i jak postępowałaś względem swych bliźnich, czyś ich umartwienia kochała z czystej miłości, jakoby swoje własne, i czyś się pilnie modliła za grzeszników i będących w potrzebie. A jeśli w której z tych stron w mieszkaniu swej duszy znajdziesz jaki błąd, napraw go przez pokorną pokutę i zadosyćuczynienie".

W czasie Wielkanocnym rozważała Mechtylda, jakie skarby z wszystkiego dobrego wypływają. Wtedy rzekł jej Jezus: "Pójdź i zobacz najmniejszego z Świętych w Niebie, a z tego poznasz źródło dobra". Kiedy Mechtylda w zachwyceniu ujrzała się w Niebie, wyszedł naprzeciw niej jakiś mężczyzna pięknie przyodziany, z jasnymi włosami, średniej postaci, miłego wejrzenia i bardzo strojny. Mechtylda zapytała go, kim jest. Odpowiedział: "Byłem na ziemi rozbójnikiem i zbrodniarzem i nigdy nic dobrego nie uczyniłem". "Jakimże więc sposobem wszedłeś do radości niebieskich?", pytała Mechtylda. Na to odpowiedział: "Wszystkie me zbrodnie popełniałem nie ze złośliwości, lecz z przyzwyczajenia, albowiem rodzice od małego przyuczali mnie do żebraniny. Przed śmiercią pokutowałem, żałowałem za grzechy, zjednałem sobie miłosierdzie i tylko dobroć Boga mnie tu umieściła". Potem pokazał Świętej wszystkie skarby, które Bóg z miłosierdzia swego raczył zlać na niego. Mechtylda wielce się z tego cieszyła i poznała owo źródło w najmniejszym Świętym w Niebie. 

Pewnego razu podczas Mszy świętej ujrzała Jezusa na tronie, jako Króla wspaniałości, z którego boków spływały dwa jak kryształ czyste, wonne strumienie. W strumieniach tych widziała obraz łaski przebaczenia grzesznikom i łaski duchownej pociechy, jakiej każdy dostępuje przez pokorne słuchanie Mszy świętej. W czasie Podniesienia i podczas schowania Przenajświętszego Sakramentu Pan Jezus powstał z tronu i wtedy widziała jak własnoręcznie ofiarował swoje Serce w postaci pełnej, przezroczystej lampy. Lampa ta przelewała się gęstymi kroplami, jednakże nic z niej nie ubywało. Przez to dał Jezus do zrozumienia pełność swego Serca, że chociaż zawsze na świat strumienie z niego wychodzą, jednakże pozostaje pełne wszelkiej szczęśliwości i nigdy łask w nim nie ubywa. 

Innego razu w czasie Mszy świętej widziała w kościele serca wszystkich obecnych przywiązane do świętego Serca Jezusowego, również w postaci lamp. Były między nimi lampy przymocowane do Serca Jezusowego, pełne i gorejące; inne były słabo przymocowane, przewrócone, na znak, że nic się w nich nie znajduje. W pierwszych domyśliła się Mechtylda tych, którzy nabożnie słuchają Mszy świętej, a w lampach przewróconych serca tych wszystkich, którzy zaniechali wznieść swe serce z nabożeństwem ku Jezusowi. 

Kiedy pewnego razu modliła się w czasie Wielkanocnym, przejęły ją słowa wstępu (Introitus): "Pójdźcie błogosławieni Ojca Mego" wielką radością i rzekła do Pana: "Ach, gdybym i ja pomiędzy owymi błogosławionymi mogła się znajdować i usłyszeć Twój słodki głos wzywający mnie do Nieba". Natychmiast usłyszała głos: "Wiedz, że jesteś jedną spomiędzy nich i abyś nie wątpiła, oddaję Ci w zadatku Me Serce na mieszkanie i ucieczkę, abyś nigdy nie potrzebowała szukać gdzie indziej pociechy, a szczególnie w godzinę śmierci". Od tego czasu pałała gorącym nabożeństwem do Serca Jezusowego i mawiała w swej prostocie: "Gdybym miała opisać wszystkie te dary, które z tego Serca czerpać można, żadna książka na świecie objąć by ich nie zdołała". 

Żywot swój spędzała Mechtylda na rozmyślaniach i niebieskich objawieniach, lecz umiała również pracować dla dusz innych. Oto wkrótce po ślubach zakonnych posłana do Bawarii do klasztoru w Diersen, by objąć urząd przeoryszy, przykładnym swym życiem, jako też łagodnością i pokorą niezadługo zdołała klasztor postawić na wysokim stopniu świątobliwości. 

W jakiś czas później zakradła się do klasztoru Edelstetten, położonego między Ulmem a Augsburgiem, wielka oziębłość. Biskupi, chcąc temu zaradzić, posłali tam Mechtyldę i rzeczywiście w stosunkowo krótkim czasie udało jej się zaprowadzić porządek, oziębłe serca rozgrzać, a gorące zapalić. Czas cały spędzała z siostrami na modlitwie, rozmyślaniu i pracy ręcznej. Za posłanie służyła jej garść słomy, jej pożywieniem był chleb i jarzyna. Była milcząca, a tak pełna żalu i skruchy, że ustawicznie miała łzy w oczach. Chętnie dopomagała ubogim i cierpiącym, modliła się za grzeszników i wszystkim, komu było potrzeba, niosła pomoc i pociechę. Przez całe życie cierpiała bardzo na ból głowy, ale cierpienia te znosiła z uległością i nigdy się nie skarżyła, chyba że dla wielkiego bólu musiała zaniechać nabożeństwa. 

Dożywszy pięćdziesięciu siedmiu lat, a pół wieku przebywszy w zakonie, uczuła, że się zbliża czas rozstania się z tym światem. W dzień zgonu zdołała wymówić tylko te słowa: "O dobry Jezu! o dobry Jezu!". Słowa te ciągle powtarzała, oczekując z radością godziny śmierci. W ostatniej chwili ukazał się jej Chrystus i rzekł: "Pójdź błogosławiona!". Na to, przypominając Zbawicielowi obietnicę, odpowiedziała: I "A gdzież mój zadatek?". "Nie lękaj się śmierci - rzekł Zbawiciel - bo masz Serce Moje jako ucieczkę i wieczny przybytek, a dnia, którego cię do Mych przybytków zabiorę, masz Mi je znowu oddać i Serce to jako świadectwo sama z sobą przynieść". Tak oddała Święta Jezusowi serce, to znaczy gorącą miłość, którą On rozpalił w jej sercu, albowiem odtąd w wiecznej wspaniałości jest z nim połączona w niebie. 

Umarła dnia 19 listopada 1302 roku. Święta Gertruda widziała jej duszę ulatującą w postaci pięknej dziewicy. 

Nauka moralna

 

Święta Mechtylda nic dobrego sobie samej nie przypisywała, lecz wszystko łasce Boskiej. Byłaby nawet nie spisała swoich objawień, gdyby jej przełożeni do tego nie byli nakłonili i gdyby chwała Boża i zbawienie bliźnich na tym nie zyskały. Poniżenie siebie nawet przy najwyższych łaskach ze strony Boga jest znakiem prawdziwej świętości, toteż wszyscy Święci siebie samych za nic mieli. W żaden sposób nie dali się uwieść swym cnotom i dobrym uczynkom, jakie wykonywali, ani też cudowną łaską nie dali się zepchnąć z toru pokory. Patrzyli jedynie na swoje błędy, słabości i niedoskonałości, i oskarżali się o nie przed Bogiem. Jak to nas zawstydza, jeśli łaski, pochodzące z naszych dobrych uczynków, tak często bierzemy za przedmiot naszych pochlebnych rozmyślań, chwalimy się z nich i chętnie przyjmujemy pochwały drugich ludzi! Jakże daleko jesteśmy jeszcze od prawdziwej pokory! Posłuchajmy upomnienia świętego Pawła: Powiadam wszystkim, którzy są między wami, żeby nie rozumieli więcej, niźli potrzeba rozumieć; ale żeby rozumieli z umiarkowaniem każdy podług miary, w jakiej Bóg wiarą go obdarzył (Rzym. 12,3). 

Modlitwa

 

Spraw łaskawie, o Panie Jezu Chryste, abyśmy przy wszystkich czynnościach tylko Twoją chwałę mieli na oku, i jak święta Mechtylda w niczym sobie nie dowierzali, a w naszej słabości prosili Ciebie o łaskę i pomoc do żywota wiecznego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Św. Mechtylda, przeorysza
Urodzona dla świata 1245 roku,
Urodzona dla nieba 19.11.1302 roku,
Wspomnienie 26 lutego


Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937 r.