Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

poniedziałek, 8 lutego 2016

Żywot świętego Jana z Maty, założyciela zakonu św. Trójcy

    W ogrodzie Bożym, to jest w Kościele katolickim, kwitnie wiele przecudnych kwiatów. Jeden z najpiękniejszych między nimi to kwiat miłosierdzia. Kwiat ten sam Chrystus Pan zasadził, skropił go Krwią swoją Przenajświętszą i pielęgnować go przykazał. Wykonawcą woli Jezusa Chrystusa jest pomiędzy innymi zakon Trójcy Przenajświętszej, mający na celu wykupywanie jeńców. Założycielem tego zakonu jest Jan (żył około roku Pańskiego 1213), rodem Francuz, zwany "z Maty" od miejsca urodzenia i nazwiska rodzinnego. Przyszedł na świat dnia 23 czerwca 1160 roku. Jeszcze przed urodzeniem tego Świętego, matka jego Marta miała widzenie, w którym ukazała się jej Najświętsza Maryja Panna w otoczeniu wielu aniołów i rzekła: "Porodzisz syna i Świętego. On będzie ojcem wielu synów duchownych, którzy to dzieło dalej sprawować będą dla wielkiego dusz ludzkich pożytku". Kiedy się Jan urodził, ojciec znajdował się w kościele na nieszporach i właśnie czytał słowa: Odkupienie posłał Pan ludowi swemu, co było dalszą przepowiedzią urzędu, na który Jan był od Boga przeznaczony. 

Ponieważ urodził się w wigilię św. Jana Chrzciciela, dano mu imię Jan, którego też w ostrości życia naśladował. Wychowany w pobożności, poświęcił się z zapałem naukom, po których ukończeniu powrócił do domu. Niedługo później udał się na pustynię, na miejsce, gdzie niegdyś przez 30 lat przebywała święta Magdalena. Tam rok cały przebył na modlitwie i umartwieniu i tak święte wiódł życie, że kilka razy objawiła mu się Najświętsza Maryja Panna. Po roku Pan Bóg natchnął go, by wrócił do rodziców, którzy go wysłali na dalsze nauki do Paryża. Jan czynił w naukach takie postępy, że go uczyniono nie tylko doktorem, ale nawet profesorem akademii. Wzbraniał się pokorny Jan przyjąć tę godność, ale święty Piotr, który mu się we śnie ukazał, wyraźnie mu to polecił. 


Jan poświęcił się w końcu stanowi duchownemu. Już przy wyświęcaniu okazał się cud nad nim, bo gdy biskup wymawiał słowa: "Weźmij Ducha świętego", ukazała się nad głową jego światłość, która zamieniwszy się w słup, uniosła się w górę. 

Pierwszą Mszę świętą odprawił w kaplicy biskupa paryskiego. Gdy podnosił Hostię, ukazał mu się nad ołtarzem anioł w postaci pięknego młodzieńca w bieli, z czerwonym i błękitnym krzyżem na piersiach. Obok anioła z jednej i drugiej strony klęczało dwóch niewolników, obaj okuci w kajdany i ubrani w strój Janowi nieznany. Jeden zdawał się być chrześcijaninem, drugi poganinem. 

Jan długo wpatrywał się w zjawisko, a gdy zniknęło, dokończył Mszy świętej. Nie omieszkał zaraz tak biskupowi, jak i kilku innym dostojnikom kościelnym opowiedzieć, co widział i pytał ich, co by to znaczyło. Poradzono mu, aby się udał do Rzymu do papieża, który mu bez wątpienia wytłumaczy widzenie. 

Młody kapłan opuścił istotnie po jakimś czasie Paryż, nie udał się jednak do stolicy chrześcijaństwa, lecz pospieszył do świątobliwego pustelnika, Feliksa z Valois, który w gęstym jarze leśnym służył Panu Bogu. Wnet się zaprzyjaźnili z sobą i przejęci gorącą miłością Boga pędzili obaj życie pokutnicze. Gdy razu jednego w bliskości źródła rozmawiali o niewysłowionej dobroci Boga, ujrzeli zbliżającego się białego jelenia, któremu spomiędzy rogów wyrastał krzyż czerwony i błękitny. Zaraz przypomnieli sobie widzenie, które miał Jan przy odprawieniu pierwszej Mszy świętej, nie zwlekając więc dłużej, udali się do Rzymu. 

Papieżem był wonczas Innocenty III. Wysłuchawszy pustelników, zwołał kardynałów i niektórych biskupów na naradę, zarządził posty i modlitwy, aby uprosić Pana Boga o objawienie woli, a nazajutrz otoczony duchowieństwem, w przytomności obu pustelników odprawił w tym celu Mszę świętą. Kiedy podnosił konsekrowaną Hostię, ukazał się nad ołtarzem taki sam anioł, jakiego Jan widział w Paryżu. 

Cud ten był znakiem, że Jan i Feliks wybrani są przez Boga na założenie zakonu celem wykupywania jeńców z niewoli pogańskiej. Papież nadał nowemu zakonowi nazwę "Świętej Trójcy", przepisał mu biały habit z czerwonym i niebieskim krzyżem na piersiach, i udzieliwszy błogosławieństwa, wyprawił pustelników do Francji. 

Na miejscu, gdzie się ukazał biały jeleń, wybudowano z jałmużn klasztor, którego mury wnet licznie się napełniły. Jan wysłał wkrótce dwóch zakonników, zaopatrzonych w pieniądze, do Afryki. Ci ufni w pomoc Boga stanęli pośród niewiernych i po niejakim czasie wrócili, przywożąc 186 wykupionych niewolników.

Jan, dowiedziawszy się od nich, jak srogo poganie obchodzą się z niewolnikami, udał się teraz do nich sam z jednym jeszcze zakonnikiem i wykupił 150 niewolników. Już miał z nimi wracać, gdy poganie pojmali go i pod pozorem, że ich oszukał w handlu, okuli go w kajdany i zażądali jeszcze znaczniejszej sumy. Niestety, Jan nie miał już pieniędzy. Sam byłby chętnie znosił kajdany, ale przerażała go myśl, że poganie nadal zatrzymają w niewoli wykupionych chrześcijan. Upadłszy na kolana i wydobywszy obraz Matki Boskiej, gorąco począł się modlić, gdy wtem zjawiła się prześliczna dziewica i wręczyła mu potrzebne pieniądze. Zaraz zaspokoił łakomstwo pogan i wraz z wykupionymi chrześcijanami wsiadł na okręt, ale poganie nie chcieli go tak łatwo puścić, gdyż wtargnęli gwałtem na okręt, potrzaskali ster i podarli żagle, sądząc, że tak zniszczony statek musi na morzu zatonąć. Jan w miejsce żagli kazał rozwiesić płaszcze towarzyszy i poleciwszy się Bogu, puścił się na morze, a okręt cudownym sposobem dopłynął do włoskich wybrzeży. 

Jan prowadził swoje dzieło dalej. Dowiedziawszy się, że Maurowie w Hiszpanii zmuszają chrześcijan do zaparcia się wiary, udał się tam czym prędzej i wykupił wielką liczbę niewolników. Wielkie jednakże mnóstwo nieszczęśliwych pozostawało do wykupienia, a pieniędzy nie było. Znowu więc Jan uciekł się do Maryi. Odprawił na Jej cześć Mszę świętą - i oto przy końcu ujrzał na ołtarzu tyle pieniędzy, ile potrzebował. 

Jak Jan święty starał się o uwolnienie nieszczęśliwych z kajdan ziemskich, tak był też gorliwym w ratowaniu grzeszników z niewoli czartowskiej. Ile dusz od potępienia wybawił, ilu zasmuconych pocieszył, ilu łaknących nakarmił, zliczyć nie podobna. Całe jego życie było bezustannym wykonywaniem uczynków miłosierdzia tak co do ciała, jak i co do duszy. Miał też dar przepowiadania przyszłości: świętemu Dominikowi, wówczas jeszcze kanonikowi regularnemu reguły św. Augustyna, przepowiedział, że założy zakon i będzie w nim miał świętego Tomasza z Akwinu, a królowi kastylskiemu Alfonsowi VIII przepowiedział świetne zwycięstwo nad pogańskimi Maurami. Prócz tego nieraz znał tajemnice ludzkie i miał moc wypędzania czartów. Gdy pewnego razu głosił kazanie w Rzymie, odezwał się do niego czart przez pewnego człowieka. Nic na to nie odpowiedziawszy, wezwał go po kazaniu do siebie i wypędził z niego czarta. Czynił też jeszcze wiele innych cudów. 

Osobliwszego sposobu używał na ratowanie chorych na febrę. Mianowicie święcił na cześć Trójcy Przenajświętszej trzy kawałki opłatka. Na pierwszym, zrobiwszy jeden krzyżyk, pisał: Ojciec jest pokój; na drugim dwa krzyżyki z napisem: Syn jest życie; na trzecim trzy krzyżyki i napis: Duch święty jest lekarstwem. Tymi opłatkami uzdrawiał wielu chorujących na febrę. Zakon Trynitarzy do dzisiaj jeszcze święci takie opłatki. 

Wsławiony cudami i obdarzony licznymi łaskami chciał w samotności przygotować się na śmierć. Udał się w tym celu do Rzymu i zamknął się w klasztorze, ale spokoju i tam mu nie dano, gdyż król francuski Filip August III mianował go swym pełnomocnikiem na sobór lateraneński. Godności tej nie przyjął, gdyż już zbliżały się ostatnie jego chwile. Czas zgonu był mu wiadomy, przepowiedział mu go bowiem przed rokiem święty Feliks, a w jakiś czas później oznajmił mu go anioł. 

Gdy ten czas nadszedł, przyjął z wielkim nabożeństwem Sakramenta święte i na trzy dni przed zejściem z tego świata kazał sobie na wzór św. Benedykta wykopać grób, a w sam dzień śmierci, w którym był w ustawicznym zachwyceniu, polecił zanieść się do kościoła do grobu. Zwrócony do krucyfiksu, zaśpiewał Psalm: "W Tobie, Panie, ufałem, niech nie będę zawstydzony", a wymówiwszy słowa: "W ręce Twoje, Panie, polecam ducha mojego", umilkł, jakby już umarł. Ocknąwszy się, ujrzał Chrystusa przychodzącego w wielkiej jasności, po czym przyłożył usta do krucyfiksu i przy słowach z hymnu Zachariaszowego, który śpiewali zakonnicy: Przez wnętrzności miłosierdzia Boga naszego, otoczony niebieskim światłem, z rozpromienioną twarzą oddał ducha Bogu. 

Umarł 17 grudnia r. 1213, licząc lat 53. Ciało jego przez cztery dni leżało nie pochowane, dla cudów, które się przy nim działy. 

Nauka moralna

 

Żywot świętego Jana z Maty daje nam przykład wykonywania uczynków miłosierdzia bez wymagania doczesnej chwały, wdzięczności lub jakiej innej nagrody. Święty Jan, jak tylko odwiózł wykupionych niewolników do ich ojczyzny, natychmiast udawał się do swego klasztoru, aby uniknąć pochwał i dziękczynień. Czynił wszystko dla Boga, a nie dla ziemskiej chwały, pomny na słowa Zbawiciela, że kto za dobry uczynek wymaga zapłaty na ziemi, już ją odebrał i nie może się spodziewać zapłaty na drugim świecie. Zaprawdę, jeśli czynimy co dobrego dla próżnej pochwały, to uczynek taki wobec Boga nic nie znaczy. Co czyni prawica, niechaj nie wie lewica. Bóg odda ci za wszystko, bo jest nieodmienny i wierny, natomiast ludzie dzisiaj są tego, jutro innego zdania. Kiedy Zbawiciel wjeżdżał w triumfie do Jerozolimy, wołano: "Hosanna Synowi Dawidowemu!", a w kilka dni później wołano przed mieszkaniem Piłata: "Ukrzyżuj Go! ukrzyżuj Go!". Oto zmienność usposobienia ludzkiego. Bóg usposobienia swego zmienić nie może i za każdy uczynek dla Jego Imienia spełniony, wynagrodzi nas tak tutaj na ziemi, jak i w wieczności. 

Modlitwa

 

Boże! któryś przez świętego Jana zakon Trójcy Przenajświętszej do wyzwalania wiernych z niewoli saraceńskiej miłościwie postanowić raczył, daj, pokornie Cię prosimy, ażebyśmy jego zasługami wsparci, od więzów ciała i duszy za łaską Twoją uwolnieni byli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Św. Jan z Maty, założyciel zakonu św. Trójcy
Urodzony dla świata 23.06.1160 roku,
Urodzony dla nieba 17.12.1213 roku,
Wspomnienie 8 lutego


Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937 r.