STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ

Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

sobota, 5 grudnia 2015

Żywot świętego Saby, opata

    W dniu dzisiejszym obchodzi Kościół święty pamięć św. Saby (żył około roku Pańskiego 530), który słowem i przykładem swoim wiele dusz zjednał Niebu. Urodził się w Ziemi świętej, lecz pobożni jego rodzice musieli się przenieść na rozkaz cesarza do Egiptu i oddali syna pod opiekę swego krewnego, Hermiasza. Żona Hermiasza obchodziła się z chłopcem tak srogo, że umknął i udał się do wuja swego Grzegorza. Wszczęły się teraz niesnaski między Hermiaszem a Grzegorzem, ale żadnemu nie chodziło o Sabę, lecz o jego majątek, gdyż każdy z nich chciał nim zarządzać, aby się przy tym wzbogacić. Saba, który lubił pokój i zgodę, pomiarkował, że przyczyną sporów jest chciwość wujów, zrzekł się przeto majątku i schronił się do klasztoru Flawinia. Niezadługo zawstydzili się wujowie swego postępowania, ofiarowali młodemu Sabie zwrot całego majątku i przyrzekli na przyszłość troskliwszą opiekę, byle by wystąpił z zakonu, młody nowicjusz jednak przeniósł spokój serca nad wszelkie ziemskie dostatki i oświadczył, że murów klasztornych nie opuści.


W zakonie starał się wydoskonalić na pobożnego mnicha, zwalczał przeto nieustannie wszelkie porywy zmysłowe. Zajęty pracą w sadzie, spostrzegł pewnego dnia jabłoń pokrytą obfitym owocem. Zerwał jabłko, aby go skosztować, chociaż jeszcze nie nadeszła godzina wieczerzy, gdy wtem przyszło mu na myśl, że należy oprzeć się pokusie; rzucił przeto zerwany owoc na ziemię i ślubował, że przez całe życie nie weźmie do ust jabłka, czego wiernie dotrzymał. Wiedząc, że próżnowanie jest matką wszelkich grzechów, ciągle się zajmował pracą i modlitwą. Gdy doszedł lat 18, pragnął usilnie zostać pustelnikiem i oddać się pod ster świętego Eutymiusza, ten jednak radził pobożnemu młodzieńcowi wstąpić do klasztoru Teoklista i tam się przysposabiać do życia pustelniczego. Saba usłuchał rady i podwoił w nowym klasztorze swą gorliwość. Ponieważ był silny i krzepki, nosił wodę i drzewo dla braci zakonnej i pielęgnował chorych. Był najpokorniejszy i najuczynniejszy pomiędzy zakonnikami, a pierwszy i ostatni w ćwiczeniach duchownych. Najlepszym dowodem jego zaparcia się i pogardy świata było jego spotkanie się z wujami w mieście Aleksandrii. Poznawszy go, namawiali go usilnie, aby porzucił celę zakonną i obiecywali mu złote góry, ale Saba wprost im oświadczył, że nigdy nie spełni ich życzenia, gdyż wystąpienie z zakonu uważałby za wyparcie się samego Boga. Widząc, że niczego nie dokażą, prosili go, aby przynajmniej zabrał z sobą znaczniejszą kwotę pieniężną, Saba przyjął jednak tylko kilka sztuk złota, które po powrocie do klasztoru natychmiast oddał opatowi. 

Odtąd rozpoczął jak najsurowszy żywot w głębokiej jaskini, którą za radą Eutymiusza obrał sobie za mieszkanie. Zajęciem jego była modlitwa, post i praca ręczna. Spędziwszy dziewięć lat na osobności, przeniósł się do jaskini na wysokiej, przepaścistej górze, u której podnóża płynął strumyk Cedron. Jedyne jego pożywienie stanowiły dzikie korzonki, potem jednak zaczęli mu okoliczni wieśniacy znosić w pewne dni chleb, ser i daktyle, a równocześnie powoli gromadzili się około niego mężowie, którzy chcieli się doskonalić pod jego przewodem. Saba pobudował dla nich celki, a patriarcha jerozolimski wyniósł go na godność zwierzchnika wszystkich pustelników. Surowa pokuta i ścisła karność, którą zaprowadził pomiędzy uczestnikami życia pustelniczego nie wszystkim jednak przypadły do smaku, toteż niektórzy uknuli spisek i wypowiedzieli mu posłuszeństwo. Nie chcąc ludu gorszyć swarami, schronił się Święty na pustynię Scytopolis i osiadł w jaskini. 

Gdy i tutaj wytropiono jego pobyt i zaczęli przychodzić nowi uczniowie, puścił się w inne strony i osiadł pod rozłożystym drzewem, którego liście dawały mu zasłonę od słońca i deszczu, a owoc pożywienie, bez ustanku jednak modlił się za towarzyszy, którzy go wygnali, i tymi modłami wyjednał im u Boga skruchę i pragnienie naprawienia złego uczynku. Saba, widząc ich szczery żal, wrócił do nich i pozostał między nimi do śmierci. 

Tak dożył na puszczy lat dziewięćdziesięciu. Opuszczał ją rzadko, tylko wtedy, gdy chodziło o dobro bliźnich lub Kościoła. Krótko przed śmiercią przybył na dwór cesarza Justyniana, aby oczyścić z zarzutów chrześcijan, mieszkających w Ziemi świętej, których oczerniono przed monarchą. Gdy powrócił do swej pustelni, ciężko zachorował. Po długich, ciężkich cierpieniach, które znosił z anielską cierpliwością, oddał ducha Bogu dnia 5 grudnia roku Pańskiego 532. 

Nauka moralna

 

Jeśli chcesz być prawdziwie szczęśliwym i tu na ziemi, i w życiu przyszłym, umiłuj jak święty opat Saba bardziej skarby niebieskie niż ziemskie. Czerp jak on ze skarbów zawartych w Sercu Jezusa, a czerp pełną ręką, bo im więcej nabierzesz, tym większą sprawisz radość Jego Sercu. Te skarby połącz z swoimi skarbami, to jest z modlitwami, cierpieniami i pracami swymi, a przez to połączenie nabiorą one wartości, piękności i blasku, który radował będzie wzrok Boży. Mów na przykład do Jezusa: "Moje modlitwy, cierpienia i prace, nic niewarte same przez się, łączę z zasługami bolesnej męki i śmierci Twojej, skrapiam je łzami i krwią Twoją, aby one w oczach Ojca Twego były miłe i wdzięczne, dla mnie zaś i dla tych, za których je ofiaruję, były pożyteczne i zbawienne". Gdy tak co dzień postąpisz, niejeden dług u Boga zaciągnięty zapłacisz, niejedną zasługę uzyskasz, kapitał w Niebie pomnożysz lub niejednej duszy grzesznej łaskę u Boga wyjednasz. 

Modlitwa

 

Boże, który w świętym Sabie, opacie, wzór nam przedstawiasz ścisłej wierności w służbie Twojej, daj nam za jego pośrednictwem i przykładem, pokornie Cię prosimy, żadnymi troskami ziemskimi od wiernej służby Twojej nigdy się nie odrywać. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Św. Saba, opat
Urodzony dla świata 442 roku
Urodzony dla nieba 5.12.532 roku
Wspomnienie 5 grudnia


Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937 r.