STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ POD DUCHOWĄ OPIEKĄ św. Ignacego, św. Dominika oraz św. Franciszka

Cytaty na nasze czasy:

"Człowiek jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony"

Św. Ignacy Loyola


"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

wtorek, 30 sierpnia 2016

Żywot świętej Róży Limańskiej, dominikanki

(Żyła około roku Pańskiego 1617)


   Pomiędzy mieszkańcami Ameryki święta Róża pierwsza wywalczyła sobie zaszczyt ołtarza. Urodzona w Limie, stolicy kraju Peru w Ameryce Południowej, z rodziców niezamożnych, otrzymała na chrzcie św. imię Izabeli, ale gdy matka pewnego razu nad obliczem drzemiącego dziecięcia spostrzegła prześliczną wonną różę, wszyscy odtąd nazywali ją Różą. Piękne, łagodne i milczące dziewczątko było pociechą i rozkoszą całego domu. Od szóstego roku życia przestała jeść owoce, pościła co środę, piątek i sobotę o chlebie i wodzie, sypiała tylko na twardych deskach, kładąc sobie pod głowę kamień zamiast poduszki, i wynajdywała rozmaite inne sposoby umartwienia. W ten sposób wprawiała się do posłuszeństwa i ćwiczyła się w miłości Boga i rodziców, chociaż ci często wypowiadali życzenia wbrew przeciwne jej przekonaniom. Matka, usposobiona po światowemu i dumna z piękności córki, namawiała ją bez ustanku, aby więcej dbała o stroje. Udawało się nieraz Róży łzami i prośbami ubłagać ją, aby jej zostawiła wolną wolę, kiedy indziej musiała ustępować, ale za to potajemnie przywdziewała ostrzejszą włosiennicę, a na głowę kładła srebrną przepaskę, opatrzoną wewnątrz ostrymi gwoździami na wzór ciernistej korony Jezusa Chrystusa. Z pilnością pszczółki spędzała dni całe przy hafcie i szyciu, sadziła i sprzedawała wonne kwiaty z ogródka i wspierała hojnie ubogie a liczne rodzeństwo; chorowitych rodziców opatrywała i pielęgnowała z anielską cierpliwością, spełniała wszystkie ich życzenia i spędzała im z czoła troskę i smutek. 


Gdy doszła wieku dziewiczego, wielu młodzieńców, zwabionych jej wdziękami, poczęło się ubiegać o jej rękę, a matka nalegała na nią, ażeby poszła za syna pewnej bogatej wdowy. Gdy Róża oświadczyła, że chce pozostać w stanie panieńskim, matka prośbą, groźbą, a nawet czynnymi zniewagami chciała przełamać jej mniemany upór. Mimo to Róża pozostała wierną Panu Jezusowi i wymogła na rodzicach pozwolenie wstąpienia do trzeciego zakonu świętego Dominika. Odtąd zwiększyła jeszcze ćwiczenia pokutne. Rodzice i krewni łajali ją o przesadę, raniąc jej czułe serce urąganiem i bolesnymi zarzutami, ale Róża znosiła to spokojnie i przy pomocy brata, podzielającego jej przekonania, zbudowała sobie w kąciku ogródka małą celkę z desek, w której oddawała się modlitwie, pracy i rozpamiętywaniom. W towarzyskich rozmowach, nawet najpobożniejszych, niechętnie brała udział i mawiała: "Nie widzę, na co się to przyda mówić o Bogu. Lepiej przecież i przyjemniej rozmawiać z Nim, aniżeli o Nim". 

Cierpienia jej były wielkie i pełne goryczy. Z powodu surowych praktyk pokutnych i częstych zachwyceń szydzono z niej, zowiąc ją obłudnicą, opętaną i wariatką. Nawet spowiednik nie szczędził jej łajań i przygany; każdy członek jej ciała miał swój ból osobny, a dusza jej cierpiała przez lat piętnaście na oziębłość i oschłość; prócz tego co dzień całymi godzinami pozbawiał ją Bóg nadprzyrodzonej radości i zamiłowania dobrego, modlitwy i samotności, tak że serce jej często było podobne do pustyni. Po takich godzinach próby i doświadczeń światło niebieskie rozjaśniało jej duszę, czuła się jakby wzniesioną w Niebo i utwierdzała się w przekonaniu, że wytrwa w miłości ku Bogu.

Po latach piętnastu przestały ją trapić owe udręczenia; miewała objawienia Dzieciątka Jezus, Maryi i Anioła Stróża, mówiła o miłosierdziu Bożym tak rzewnie i czule, że przytomni nie mogli się oprzeć słodyczy jej słów. Wolno jej było komunikować trzy do cztery razy na tydzień, ale mimo to za każdym razem wśród łez się spowiadała. Jej zjednoczenie ze Zbawicielem było tak doskonałe, że zawsze Go miała przed oczyma, przy każdym zatrudnieniu i w każdej rozmowie. 

W 32. roku życia zachorowała Róża śmiertelnie, a bóle we wszystkich członkach trapiły ją w tak straszny sposób, że lekarze stali nad nią, nie wiedząc, co począć. Ona zaś szeptała: "Panie, zwiększ moje cierpienia, ale i miłość moją!". Wymawiając słowa: "Jezu, stój przy mnie", umarła dnia 24 sierpnia roku 1617. Ciało jej jaśniało niezrównaną pięknością, rumieniec krasił jej lica i miły uśmiech zdobił jej usta, więc przytomni sądzili, że jeszcze nie umarła. Natłok ludu był tak wielki, że zwłoki jej musiano obstawić wojskiem i w końcu przy zamkniętych drzwiach do grobowca spuszczono. Klemens IX zaliczył Różę w roku 1668 do Błogosławionych, a Klemens X w roku 1671 do Świętych Pańskich. 

Nauka moralna

 

Autor opisu żywota świętej Róży powiada, że biskup Turybiusz udzielił Róży sakramentu Bierzmowania, gdy Święta była jeszcze małym dzieckiem. Sakrament ten darzy nas bowiem podwójną łaską: 

1) Udziela nam siły do walki z wrogami Kościoła, a siła ta może się spotęgować aż do gotowości męczeństwa. Święta Róża musiała walczyć z dwoma najpotężniejszymi wrogami, tj. własnym ciałem, hojnie uposażonym we wdzięki, i z matką, która powagą rodzicielską usiłowała zmusić ją do posłuszeństwa i zrzeczenia się własnej woli. Duch święty oświecił Różę i natchnął ją tak skutecznie, iż ani nie ubliżyła szacunkowi powinnemu rodzicom, ani nie poszła za błędnymi ich przywidzeniami. Duch święty natchnął ją siłą umorzenia w sobie porywów zmysłowości i cierpliwego znoszenia potwarzy i urągowisk. Czemuż Bóg nie pomaga nam w walce z pokusą i pożądliwościami? Oto dlatego, że zimni i obojętni jesteśmy na głos Ducha świętego i że więcej się obawiamy ludzi i ich zdania, aniżeli Boga. 

2) Bierzmowanie utwierdza w nas zaufanie w ukrzyżowanym Chrystusie. Kapłan kreśli krzyżem świętym na czole naszym krzyż, abyśmy w walce z szatanem i przeszkodami zbawienia pamiętali o Chrystusie, "który - jak mówi święty Piotr (1 Piotr 2, 21) - ucierpiał za nas, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w ślady Jego", i za którego wstawieniem Duch święty, ten Pocieszyciel Boski, w nas zamieszkał. Dlatego święta Róża sypiała na twardych deskach, dlatego nosiła na głowie koronę ciernistą i prosiła o zwiększenie boleści nie z grzesznego zaufania do siebie, ale w celu zwiększenia w sobie miłości Boga. Krzyż jest sztandarem Króla niebieskiego, zwycięzcy piekieł i śmierci, a krzyż na czole naszym jest oznaką, że należymy do zastępu Chrystusowego i wiernie za Nim pójdziemy. Wstyd przeto i hańba zbiegom spod tego sztandaru, jako też hańba tym, którzy ten sztandar dlatego opuszczają, że półmędrek albo raczej półgłówek jakiś nazwie ich obłudnikami, świętoszkami lub podobnie. 

Modlitwa

 

Boże wiekuisty, racz nas miłościwie ustrzec od zbytecznego zamiłowania ciała i przemijającej urody. Wszakże ciało nasze nie jest niczym innym, jak tylko znikomym przybytkiem duszy nieśmiertelnej. Spraw przeto łaską swoją świętą, abyśmy przestrzegali jego nieskalanej czystości życiem świątobliwym i cnotliwym i tym sposobem godnymi się stali zamieszkania z Tobą w Królestwie niebieskim. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Bogiem Ojcem i Duchem świętym króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.


Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku, Katowice/Mikołów 1937 r.