STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA NAJLEPSZYCH MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ

Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

środa, 13 września 2017

KS. FRANCISZEK KWIATKOWSKI SI: Walka Krzyża z Półksiężycem (1)

Znalezione obrazy dla zapytania Walka Krzyża z Półksiężycem"Cała Polska – pisze Książę Metropolita Krakowski, Adam Stefan Sapieha, – obchodzi w tym roku 250 rocznicę odsieczy Wiednia, rocznicę zwycięstwa Krzyża nad Pół­księżycem. Zwycięstwo to nad Turkami pod Wiedniem, w którym nasz król Jan Sobieski tak wybitną ode­grał rolę, położyło kres wiekowemu niebezpieczeństwu zalania świata chrześcijańskiego przez Muzułmanów i stało się jakby zakończeniem wojen krzyżowych. Król Jan opromienił swym zwycięstwem imię Polski sławą nieśmiertelną. Stanęła ona przez nie w szeregu narodów Zachodu chrześcijańskiego, jako ich obrońca. Król i na­ród nasz dał dowód swej żywej i ofiarnej wiary, soli­darności i kultury chrześcijańskiej. Toteż imię króla Jana jest jednym z niewielu imion polskich znanych i czczonych w społeczeństwach Zachodu europej­skiego" (2).

Jan Henryk Rosen, odnawiając świeżo kaplicę So­bieskiego na Kahlenbergu pod Wiedniem, umieścił w górnej części jednego z obrazów pochód rycerzy krzyżowych ze św. Ludwikiem na czele, – w dolnej zaś legata papieskiego, kapucyna Marka z Aviano, któ­remu służy do Mszy św. sam król Jan III Sobieski. Od­wracając się na Ite Missa est, Ojciec Marek wymawia z natchnienia Bożego słowa: Ioannes vinces – "Janie zwyciężysz", a Sobieski odpowiada: Deo gratias – "Bo­gu dzięki".

Bo też rzeczywiście odsiecz wiedeńska z 1683 r., której 250-tą obchodzimy rocznicę, była ukoronowaniem i zakończeniem wojen krzyżowych, triumfem Krzyża, skutecznym załamaniem się potęgi Półksiężyca. Nie stało się to bez szczególniejszej Bożej pomocy, czemu dał wyraz Sobieski, pisząc do Papieża po zwycięstwie nie jak poganin Juliusz Cezar: Veni, vidi, vici – "Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem", – lecz jak żołnierz Chrystusowy: Veni, vidi, Deus vicit – "Przybyłem, zo­baczyłem, a Bóg zwyciężył".

Na to religijno-kulturalne znaczenie wiedeńskiej rocznicy zwraca uwagę narodu naszego także Prymas Polski, ks. Kard. Hlond, gdy pisze w swym orędziu: "Zwycięstwo pod Wiedniem nie było przygodnym tri­umfem, lecz wyrosło z dziejową koniecznością z wyż­szości ducha polskiego, spotęgowanego pięciowiekowym bojowaniem o wiarę i cywilizację. Szło ku nam od pól lignickich, poprzez Warnę, Cecorę i Chocim. Dojrzało w bojach i wyprawach bez liku. Było potężnym finałem wielkiego zmagania się z naporem zbrojnego Półksię­życa. A zrządzeniem Opatrzności Bożej było, że tej wiekopomnej rozprawie przewodziły królewskie znaki Jana III i że areną jej stały się słoneczne przedpola naddunajskiej stolicy. Pod okiem świata cywilizowanego prowadził geniusz królewskiego wodza żelazne rycer­stwo polskie i barwne armie sprzymierzone do zwycię­stwa, które z istoty swej było triumfem Krzyża i kul­tury europejskiej" (3).

W perspektywie historii widzimy dziś jasno, że całkiem inaczej wyglądałaby Europa, gdyby pod Wiedniem w 1683 r. zwyciężyły były wojska wielkiego we­zyra Kara Mustafy. A byłyby zwyciężyły na pewno, gdy­by nie był pośpieszył z odsieczą Jan III Sobieski. Nie zmienią tego faktu wszelkie usiłowania historyków nie­mieckich, zmierzające do pomniejszenia zasług króla Jana i Polski w oswobodzeniu Wiednia.

Niebezpieczeństwo, grożące Europie ze strony tu­reckiej, rozumieli najlepiej Papieże. Dlatego zmierzali ustawicznie do połączenia chrześcijańskich władców przeciw niebezpieczeństwu, wiszącemu ciągle nad Euro­pą ze strony Wielkiej Porty. Papież Innocenty XI, który za młodu walczył osobiście z Turkami, pracował przez swych legatów tak na dworze cesarskim w Wiedniu, jak i na dworze królewskim w Warszawie nad zawar­ciem "świętej Ligi" przeciw Turkom. I dopiął swego. Dnia 31 marca 1683 r. zawarto w Warszawie zaczepno-odporne przymierze Austrii z Polską, skierowane prze­ciw Turkom. W razie wojny cesarz zobowiązał się wy­stawić 60 tysięcy żołnierza, Polska zaś miała dostarczyć 40 tysięcy. Na wypadek oblężenia Krakowa przez Tur­ków, pośpieszyć miał z odsieczą cesarz, a na wypadek oblężenia Wiednia, król polski. Naczelne dowództwo miał sprawować ten z władców, który się znajdzie osobiście w obozie. Traktat ten przypadał do smaku wię­cej niż dotychczasowa przyjaźń francuska nie tylko królowi, wielokrotnemu pogromcy Turków na wscho­dnich rubieżach Rzeczypospolitej, ale i całemu rycer­stwu polskiemu, pragnącemu złamania ruchliwej wówczas potęgi otomańskiej. Tym się tłumaczy, że Sejm zatwier­dził ten traktat już 17 kwietnia, a Senat uwiadomił o tym natychmiast Papieża.

Nikt jednak nie sądził, że tak prędko przyjdzie do wykonania zawartego traktatu. Tymczasem w dniu podpisania tego przymierza ruszył Kara Mustafa z Adrianopola na "świętą wojnę", na podbój Austrii. Już 12 lipca ukazały się oddziały janczarów pod murami Wie­dnia, a 14 lipca armia turecka opasała miasto silnym pierścieniem oblężniczym. Sobieski poczuwał się do wy­konania warunków traktatu. Jeszcze przed alarmujący­mi listami i poselstwami z Austrii i Rzymu gromadził wojsko, wiedział bowiem, że na wypadek zdobycia Wie­dnia nie utrzyma się i Kraków. Na uzbrojenie wojska przysłał mu Papież 500000 guldenów w złocie, tyle samo posłał Papież na Węgry, a do lata 1683 r. pobrał cesarz od Papieża przeszło milion guldenów w złocie na zbrojenia przeciw-tureckie. Sejm polski uchwalił wystawić 35540 wojska koronnego, Litwa miała dostar­czyć 15 tysięcy. Gdy jednak niebezpieczeństwo było coraz groźniejsze, król ruszył 15-go sierpnia z Krakowa pod Wiedeń z samym wojskiem koronnym, którego było z 30 tysięcy. Z początkiem września złączył się ze sprzy­mierzonymi wojskami austriackimi i niemieckimi, objął naczelne dowództwo, na oczach zaślepionych Turków przeprawił się przez Dunaj, a w dniu 12 września sto­czył walną bitwę z nimi. Zaznaczają historycy, że wszyst­kie wojska sprzymierzone spełniły chlubnie powierzoną sobie rolę, zadecydował jednak o zwycięstwie atak pol­skiej husarii. W ręce polskie dostał się przebogaty obóz turecki. Zieloną chorągiew proroka posłał król Pa­pieżowi z wiadomością o zwycięstwie, a strzemię złote siodła wezyra, wiszące po dziś dzień u krucyfiksu Ja­dwigi w wawelskiej katedrze, żonie swej Marysieńce. W pierwszym dniu po zwycięstwie nie mieli słów uzna­nia dla Sobieskiego tak wodzowie niemieccy, jak i mie­szkańcy Wiednia, po przybyciu jednak cesarza ustał zapał i dokuczano nawet polskiemu wojsku. Nie znie­chęciło to naszego króla. Nie zawrócił do domu, lecz ścigał Turków aż na Węgry, pobił ich pod Parkanami, zdobył Ostrzyhom, a część wojsk zostawił na Węgrzech na leże zimowe. Chodziło mu bowiem o zabezpieczenie wyników zwycięstwa; chodziło mu o zabezpieczenie chrześcijaństwa.

Papież Innocenty Xl, jak przedtem zdawał sobie dobrze sprawę z niebezpieczeństwa, zagrażającego Krzy­żowi Chrystusowemu, tak po zwycięstwie umiał oddać hołd Sobieskiemu. Dał temu wyraz w swej przemowie do kardynałów na tajnym konsystorzu w dniu 27 wrze­śnia: "Poznajmy i chciejmy uznać dzieło prawicy Naj­wyższego, który dokonał wielkiego czynu w Izraelu i wysłuchał próśb, zanoszonych do Niego. Albowiem najdroższego syna w Chrystusie, cesarza Leopolda, całe rzymskie imperium i miasto Wiedeń ginące, uratował najdroższy również syn nasz w Chrystusie Jan król Polski, którego słynnego z dzielności w wojnach oraz innych przesławnych książąt, uczestników w tak wiel­kim zwycięstwie, nie przestaniemy nigdy obsypywać najzupełniej zasłużonymi pochwałami. Jeden bowiem tylko Jan król Polski, odznaczający się podziwienia godną pobożnością i troskliwością o dobro religii katolickiej i całego świata chrześcijańskiego, przybył z odsieczą, i z chwałą imienia swego, główną chorągiew, którą zer­wał ze szczytu namiotu wielkiego wezyra, nam przysłał".

Na podziękowanie Bogu za to zwycięstwo śpie­wano w Rzymie przez długie lata na procesji w każdą rocznicę odsieczy wiedeńskiej hymn, ułożony na wzór Te Deum: Te Ioannem laudamus – Ciebie Jana chwa­limy – Ciebie mężnym wyznawamy. – Tobie, walecz­nemu rycerzowi – Cały Kościół cześć oddawa. – To­bie wszyscy wierni Chrystusowi – Tobie Wenecjanie i Italskie mocarstwa – Tobie Papież i Cesarz – Nie­ustającym głosem śpiewają: – "Dzielny, dzielny, dziel­ny – Król Polski! – Pełne są niebiosa i ziemia – Wielkości męstwa twojego".

Poza tym papież Innocenty XI fundował jako ex-voto za zwycięstwo wiedeńskie kościółek Imienia Maryi na forum Trajana w Rzymie i ustanowił osobne święto imienia Maryi, umieszczone w brewiarzu i w mszale na dzień 12 września.

W przemowie swej do kardynałów mówił Papież: "Chciejmy uznać dzieło prawicy Najwyższego, który wysłuchał próśb, zanoszonych do Niego". Bo też mo­dlił się za Wiedniem cały świat chrześcijański, modliła się za Sobieskim Polska cała. W Rzymie, jak za cza­sów bitwy pod Lepanto (1571), odmawiano z polecenia Papieża modlitwę różańcową. Sam król Jan III więcej ufał Bogu, niż wojskom sprzymierzonym. Modlił się więc o zwycięstwo na Jasnej Górze, w Piekarach na Górnym Śląsku, w Krakowie u Panny Maryi i na Piasku; Matce Najświętszej powierzył całą wyprawę, w dzień Jej Wnie­bowzięcia, 15 sierpnia, wyruszył z Krakowa, w czasie marszu słuchał przy każdej sposobności Mszy św., od­prawianej dlań przez jezuitę Przeborowskiego, przed bitwą służył sam do Mszy św. i przyjął Komunię św., odpowiadając na pytanie O. Marka z Aviano: "Czy ma­cie ufność w Panu Bogu?" – "Mamy".

Na obrazie Marcina Altomontego, zdobiącym ścia­nę kościoła farnego w Żółkwi, unosi się nad Sobieskim i wojskami walczącymi Anioł ze wstęgą, na której czy­tamy łaciński napis: "Aby nie rzekli poganie: «Gdzie jest Bóg ich?» – Nie nam Panie, nie nam, ale imieniowi twemu daj chwałę" (Psalm 113, 3). Z tymi bowiem słowy stanął Sobieski przed frontem wojska i rzucił się na Turków. Oddał Bogu chwałę Sobieski już w po­czątkowych słowach listu do Papieża, o których tak wspomina poeta włoski, Vincenzo da Filicaia (zm. 1707 r.) w swej odzie do polskiego bohatera: "Przybyłeś, spoj­rzałeś, zwyciężyłeś. Tak! zwyciężyłeś, pobożny szer­mierzu, przez Boga, a Bóg przez ciebie". W liście do żony, pisanym ze zdobytego namiotu wezyra, donosi: "Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały... Wezyr tak uciekał od wszystkiego, że ledwie na jednym koniu i w jednej sukni. Jam zo­stał jego sukcesorem... Wojska wszystkie, które dobrze bardzo czyniły swoją powinność, przyznały Panu Bogu i nam tę wygraną potrzebę". Na drugi dzień po zwy­cięstwie, przy wjeździe do Wiednia, w dwóch kościołach dziękował Panu Bogu za doznaną pomoc, a czynił to niejednokrotnie w całym swoim życiu.

Modliła się za Sobieskiego pod Wiedniem i Polska cała. W diecezji krakowskiej nakazano 40-godzinne na­bożeństwo, które kończyło się właśnie 12 września, w dniu rozstrzygającej walki. Po południu szła pro­cesja z Najświętszym Sakramentem z katedry wawelskiej na Ry­nek do kościoła Panny Maryi. Wzięli w niej udział nun­cjusz papieski, królowa, biskupi, senatorowie, niezli­czone rzesze wiernych. Koniec procesji wypadł na godzinę 7 wieczorem. A oto, co pisze król w liście do królowej: "Około szóstej wpadli nasi w obóz, który był niezmier­nej wielkości, kędy działa, prochy i insze amunicje, także i prowianty porzuciwszy pod faworem nocy ucho­dzili wciąż. Wezyr sam i Han sromotnie uciekli". Więc na czas tych modłów w Krakowie przypadł główny atak polskiej husarii pod Wiedniem.

Upamiętniono ten zbieg zdarzeń na tablicach, wy­rytych w czarnym marmurze schodów, wiodących do Najświętszego Sakramentu w kościele Panny Maryi w Krakowie. Czytamy tam po dziś dzień po łacinie: "Tu przed tro­nem niezmierzonego Majestatu i Chwały Boga, ukry­tego pod osłoną eucharystyczną, niech upada wszelkie kolano i cześć oddaje z dziękczynieniem Żyjącemu na wieki wieków za to, że za przyczyną Matki swej za na­mi uczynił nam swoje słodkie miłosierdzie i przez naj­świetniejszy pod Wiedniem nad Turkami triumf okazał, jak jest ta najświętsza nieba i ziemi Królowa ludowi chrześcijańskiemu wieżą utwierdzenia, nieprzyjaciołom zaś Krzyża Chrystusowego groźną jako w szyku obóz silny". – Na drugiej zaś tablicy wyryto te słowa: "W naj­większym świata chrześcijańskiego niebezpieczeństwie, gdy do tej przesławnej bazyliki wielkiej Matki Bożej, w czasie urządzonego 40-godzinnego nabożeństwa, z kościoła katedralnego udawała się z prośbą uroczysta pro­cesja z Przenajświętszym Sakramentem, tego samego dnia, tj. 12 września R. P. 1683, najjaśniejszy Jan III, król Pol­ski, ogromne wojsko tureckie zwyciężył w Austrii, a oblę­żony Wiedeń za przyczyną Najświętszej Panny oswobodził".

Tablice te są najlepszym dowodem, komu król i naród polski w pierwszym rzędzie przypisywali zwy­cięstwo wiedeńskie. Nie darmo wyruszył król z Krakowa w święto Wniebowzięcia. Przecież obraz Stwoszowy w kościele Najświętszej Panny Maryi tę właśnie przed­stawia tajemnicę.

Mimo woli narzuca się analogia zwycięstwa wie­deńskiego z cudem nad Wisłą. Gdy wojska bolszewic­kie zbliżały się w 1920 do Warszawy, by po jej upadku zalać całą Europę, wzywał do modlitwy za Polskę cały świat chrześcijański papież Benedykt XV, osobne mo­dły za Polskę nakazał w Belgii kard. Mercier. Episkopat Polski zgromadził się na Jasnej Górze, prosząc Maryję o ratunek, kościoły nasze pełne były wiernych spowia­dających się i komunikujących na intencję zagrożonej Ojczyzny, odbyto post, urządzano procesje błagalne o mi­łosierdzie Boże i pomoc dla polskiego oręża. Stolica pamięta procesję z dnia 8 sierpnia z relikwiami bł. Wła­dysława z Gielniowa i bł. Andrzeja Boboli. I przyszedł przełom w walce w święto Wniebowziętej, dnia 15 sierp­nia. A nie było sojuszników, a byliśmy sami nowym "przedmurzem chrześcijaństwa" tym razem nie przed uznającym Boga półksiężycem, ale przed zaprzeczają­cym Boga neo-pogaństwem.

Na wieczną rzeczy pamiątkę zestawił ze sobą te dwa zwycięstwa ówczesny nuncjusz papieski w Polsce, a dzisiejszy papież Pius XI, kiedy w salach watykań­skich polecił zawiesić naprzeciw obrazu Matejki: "So­bieski pod Wiedniem" obraz, przedstawiający "Cud nad Wisłą". Zestawia ze sobą te dwa zwycięstwa i orędzie naszego ks. kard. Prymasa A. Hlonda: "Po leniwej przewłoce czasu stał się cud nad Wisłą. Zbrojne hufce bezbożnego materializmu stanęły pod murami stolicy i zażądały wolnej drogi do Europy, opasując młodą Polskę pierścieniem skoncentrowanego ataku. Do walki stanęliśmy wtedy sami. Stawka większa była niż pod Wiedniem. Trud wojenny niezrównany. Tylko Polska, świadoma tajemnicy swego wskrzeszenia, Polska, por­wana swym instynktem dziejowym a mocarna wiarą Chrystusową, mogła na pierwszej karcie swych nowych dziejów zapisać pamiętny rozgrom orężnej potęgi Wschodu. Ratując raz jeszcze wiarę i kulturę europejską, Polska przysądziła sobie dawne tytuły chwały a zwy­cięską krwią przypieczętowała swoje niezstarzałe pra­wa do bytu i posłannictwa". Książę Metropolita krako­wski, Adam Stefan Sapieha, uderza w tę samą nutę, gdy pisze: "Wobec niebezpieczeństwa teraźniejszego zalewu świata przez wschodnie barbarzyństwo i szerzącego się nowoczesnego pogaństwa czyn ten (Sobieskiego) nie tylko jest wspomnieniem bohaterskiej przeszłości, ale zarazem ma aktualne, poważne znaczenie. Słusznym jest, byśmy rocznicę tę uroczyście obchodzili i starali się, by zamknięte w niej wielkie myśli odżyły w ser­cach całego narodu, by Polska nie zapominała swego posłannictwa jako przedmurze chrześcijaństwa".

Nic więc dziwnego, że Episkopat Polski, nawiązu­jąc do 250-ej rocznicy wiedeńskiej podaje Akcji kato­lickiej w Polsce za hasło tegorocznej pracy na święto Chrystusa Króla zawołanie: "Bóg sam Panem naszym". – Nie pogaństwo nowoczesne ma panować w domu, w szkole, w Państwie, lecz jedynie Chrystus ze swym "królestwem prawdy i życia, – świętości i łaski, – miłości i pokoju".

Ks. Franciszek Kwiatkowski SI
–––––––––––

Ks. Franciszek Kwiatkowski T. J., Z pogranicza filozofii i teologii. Wykłady dla katolickiej inteligencji. Kraków 1938, ss. 491-500.
(Pisownię nieznacznie uwspółcześniono).

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pozwolenie Władzy Duchownej:
Można drukować

Kraków, 20 XII 1937

Ks. Władysław Lohn T. J.
Prowincjał Małopolski

L. 9074/37.

Pozwalamy drukować
Z Książęco-Metropolitalnej Kurii
Kraków, 23 XII 1937
L. S.
† Adam Stefan
Ks. Stefan Mazanek
kanclerz
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przypisy:

(1) Wykład sodalicyjny w 250 rocznicę odsieczy Wiedeń­skiej. Drukowany w "Wiara i życie" 1933, str. 300-305.

(2) Notificationes A. D. 1933, Nr VIII-IX.

(3) "Ruch Katolicki". Poznań, wrzesień 1933, str. 385.