STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA NAJLEPSZYCH MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ

Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

środa, 23 listopada 2016

Sobory - x. dr Jules Didiot

Podobny obraz 
I. Soborami nazywają się w ogólności uroczyste zgromadzenia biskupów celem naradzania się i wydawania praw w za­kresie spraw kościelnych. Sobór jest ekumeniczny, powszechny, czyli generalny, kiedy jest przez Głowę Kościoła powszechnego zwołany, prowadzony i potwierdzony, kiedy nań wszyscy biskupi świata ka­tolickiego byli zaproszeni i kiedy biorą w nim udział w takiej licz­bie, na jaką pozwalają okoliczności. Sobór jest szczegółowy, czyli partykularny, kiedy zgromadza biskupów jednego tylko narodu lub jednej prowincji, choćby go nawet zwoływał i choćby na nim prze­wodniczył papież.
 
II. Cała nauka Kościoła o Soborach ekumenicznych, o któ­rych tu przede wszystkim mówić będziemy, streszcza się w następujących punktach, wyświetlonych przy sposobności dwóch  podobnych soborów: Trydenckiego w XVI w. i Watykańskiego w XIX w. Nauczanie i rządzenie - te dwa wielkie zadania, jakie Chrystus po­wierzył apostołom i następcom ich aż do końca wieków, stale speł­nia w Kościele papież i biskupi, zasiadający każdy na swej własnej stolicy;  nazywamy to zazwyczaj Kościołem nauczającym w rozpro­szeniu, nauczycielstwem kościelnym rozproszonym. Ten sposób nau­czania i rządzenia jest najbardziej z naturą rzeczy zgodny, gdyż pozostawia każdego pasterza w pośród jego owczarni. Skądinąd znów, sposób ten najzupełniej wystarcza na potrzeby Kościoła nau­czanego, gdyż papież rzymski, jako papież, posiada nieomylną obec­ność Ducha św. w sprawowaniu swego urzędu najwyższego nauczy­ciela; tę samą nieomylność doktrynalną posiada cały episkopat, zje­dnoczony ze swym zwierzchnikiem (ob. art. Kościół, Papiestwo); a je­śli do codziennego zarządu ludem chrześcijańskim i sumieniami po­szczególnych osób papież i biskupi nie posiadają zbytecznego skąd­inąd dla nich przywileju nieomylności, to przecież mają oni takie przynajmniej pomoce z  wysoka, że żadnej powierzonej im duszy nie zbraknie łask do zbawienia koniecznych. A przeto nie trzeba uważać Soboru ekumenicznego, a tym mniej partykularnego za isto­towy i zwyczajny  pierwiastek  nadprzyrodzonego organizmu Ko­ścioła. Wszak Zbawiciel nie założył go na zasadach rządu parla­mentarnego. Jednakże, w pewnych okolicznościach wielkie przynoszą korzyści sobory, czyli Kościół nauczający razem zgromadzony. Ze stanowiska naturalnego zgromadzenie ludzi wykształconych, roz­tropnych a dobru publicznemu oddanych, wiele przyczynić się może do wyjaśnienia wątpliwości, do uspokojenia umysłów, do zażegnania sporów, do przygotowania praw, do zaradzenia biedom ogólnym, do podniecenia ufności  i  odwagi  w działaniu. Patrząc zaś na te rzeczy ze stanowiska nadprzyrodzonego, mamy przed oczyma wyraźną obietnicę Chrystusa Pana (Mat XVIII, 20), że Duch św. to­warzyszyć będzie zgromadzeniom, podjętym w imię Boże, powagą bożą i dla chwały bożej. Sobór zatem może być znakomitą pomocą i bardzo pożytecznym uzupełnieniem tych środków zwyczajnych, ja­kimi rozporządza Kościół przy spełnianiu swego zadania, i jak z je­dnej strony byłoby rzeczą nieroztropną, szkodliwą, a nawet niemo­żliwą zgromadzać wszystkich biskupów świata  w pewnych czasach i w pewnych okolicznościach, wymagających obecności ich  wśród wiernych, tak z drugiej strony rzeczy będzie roztropną, pożyteczną, a nawet moralnie konieczną w pewnych okolicznościach zgromadzać tychże biskupów na sobory generalne lub partykularne, nie dla zmieniania  wiary  lub  zasadniczych  ustaw Kościoła, gdyż te są nie­zmienne, ale dla wyjaśnienia wiary i umocnienia Kościoła, dla le­pszego uwydatnienia jego nadprzyrodzonego pochodzenia i  dobro­czynnego wpływu wśród świata 1). Powiedzieliśmy, że  sobory powszechne tak samo jak partykularne nie mogą zmieniać zasadni­czych ustaw, nadanych Kościołowi przez jego Założyciela; powiedz­my raczej, że sobory właśnie najlepiej te zasadnicze ustawy okazują, i że z tego powodu papież, osobiście lub przez legatów swych przewodniczy na soborze powszechnym, jest z prawa bożego jego głową, tak iż ciało nigdy nie może jej opanować, ani też nigdy nie wolno do jurysdykcji soborowej odnosić orzeczeń lub postano­wień papieskich 2). I rzeczywiście, nadzwyczajna powaga soboru gatunkowo nie różni się od zwyczajnej powagi Kościoła rozproszo­nego; tymczasem zaś ta ostatnia, a tym samem i tamta jest pod tym tylko warunkiem powagą najwyższą, że się opiera na Opoce, założonej przez Chrystusa i uwieńczonej przez tę żyjącą i ożywia­jącą głowę, którą jest Piotr, sądzący i przemawiający przez usta swoich następców. Ale z chwilą, kiedy powaga soboru przyoble­czonego w warunki, czyniące go nieomylnym, wypowiada swe zda­nie o dogmacie, o moralności lub o fakcie jakim, z powyższymi dwoma przedmiotami tak ściśle złączonym, iż naukowo od nich od­łączyć się nie da, każdy wierny chrześcijanin ma obowiązek sercem i usty wyznawać to, co sobór ekumeniczny postanowił.


Powyższe wyjaśnienie dosyć jasno wykazuje, że przede wszyst­kim w odbywaniu i we władzy soborów jest pewien pierwiastek boski, który się udowadnia tymi samymi dowodami, co założenie i władza papiestwa i Kościoła nauczającego; a następnie, że jest w soborach pewien pierwiastek z natury swej i z pochodzenia ko­ścielny, przez kanony i prawa papieskie określony. Tekstów tych praw nie przytaczamy, gdyż to zaprowadziłoby nas zanadto daleko, a przy tym, jako pochodzące od Kościoła, a często nawet od soborów, teksty te mógłby kto poddawać wątpliwościom i zarzutom, jakie stawiają samym soborom ich przeciwnicy. Zanim tedy odpowiemy na te zarzuty, zrobimy uwagę, że Biblia, jakkolwiek nie zawiera może akt właściwie zwanego soboru, przechowuje nam jednak bar­dzo dokładne i szczegółowe wspomnienie takiego samego prawie zgromadzenia soborowego, odbytego u kolebki chrystianizmu przez apostołów w imię Ducha świętego i Kościoła. (Dz. Ap. XV). So­bory powszechne odbywane później szły już tylko za tym przykła­dem i tę samą rozwijały karność, tak iż zwoływanie tych wielkich zgromadzeń biskupich w trudnych okolicznościach Kościoła można słusznie uważać za przywilej Stolicy Apostolskiej, przyznany jej przez samo prawo boskie.
 
III. Cóż tedy poważniejszego przeciwstawiają tej nauce ko­ścielnej o soborach?

1-o. Przeciwstawiają to, że sobory nie mają nic nadprzyro­dzonego w swym pochodzeniu, a zatem i w swoich skutkach; że zgromadzenia tego rodzaju są rzeczą czysto naturalną, jaką dostrzec możemy nawet w buddyzmie, a widzimy codziennie w protestantyz­mie i w innych wyznaniach, które się zgromadzają, by radzić nad szczegółami wiary i karności religijnej; że jeśli bywają kongresy naukowe, polityczne, literackie i in., to muszą też być z tym sa­mym tytułem i w tym samym celu kongresy kościelne i katolickie; że chrystianizm, tak samo jak każde społeczeństwo świeckie, ma prawo zwoływać swe stany generalne, ale ostatecznie to, co takie zgromadzenie postanawia, nie może posiadać siły obowiązującej na sumieniu, a przypuściwszy nawet, że sobory mają powagę parlamen­tów w państwach konstytucyjnych, to i w tym razie zgromadzenie następne może zawsze unieważnić lub odwołać postanowienia zgro­madzenia poprzedniego.

Na te zarzuty odpowiadam, przypominając naprzód przykład apostołów, zwołujących sobór do Jerozolimy  i oświadczających, że cieszyć się tam będą łaską obecności Ducha św.: „Zdało się Ducho­wi świętemu y nam...”  (Dz. Ap. XV, 28). Przypominam dalej, że powaga soborów w istocie swej nie zależy wcale ani od ich pocho­dzenia, ani nawet od faktu zgromadzenia ich w danym jakimś miej­scu lub oznaczonym czasie, lecz od stałych i nieprzedawnionych praw papieża i episkopatu, nawet rozproszonego po świecie: a prze­to, nawet wówczas, gdybyśmy nie mogli   przytoczyć powyższego faktu biblijnego, nawet wówczas, gdyby Kościół, w zwoływaniu soborów ekumenicznych szedł za koniecznością natury czysto ludz­kiej, nawet wówczas gdyby naśladował zgromadzenia  buddyjskie i bramińskie, nie mniej jednak zgromadzenia jego soborowe posia­dałyby tę samą powagę, jaką on im nadaje. Wierni nie dlatego słuchają orzeczeń jakiegoś soboru, że one pochodzą od zgromadze­nia soborowego, ale dlatego, że pochodzą od Kościoła, a jeśli, jakeśmy-to poprzednio wyjaśnili, uroczyste zwoływanie, obradowanie i orzekanie postanowień soborów ekumenicznych z natury swej wy­wołuje łatwiejsze przyzwolenie ze strony sumienia i rozumu wiernych, to przecież nie stanowi ono nigdy głównej pobudki, najwyż­szego i zasadniczego powodu tego przyzwolenia. A przeto system parlamentarny nie ma nic wspólnego z teorią soborów chrześcijań­skich, i najwyższym jest niepodobieństwem, aby w przedmiocie wiary istniała kiedykolwiek niezgodność pomiędzy jednym soborem a dru­gim; zaś w zakresie karności i zarządu kościelnego mogą i powinny nawet zachodzić pewne zmiany - nie w punktach istotnych ustawy chrystianizmu, lecz w szczegółach zastosowania tej ustawy i w środ­kach, jakich wymagają obyczaje i potrzeby każdego wieku. 

Zarzucają nam 2-o pewne niezgody, intrygi, gwałtowność mów, a niekiedy i czynów, jakich smutną pamięć przechowała nam historia soborów; przypominają nam hałaśliwe polemiki, do jakich pobudził i jakich nieraz bywał widownią ostatni sobór ekumeniczny; i z tego powodu pytają nas, co za nadprzyrodzony i boski pierwia­stek mogą posiadać takie zgromadzenia i co za zaufanie może mieć do nich lud chrześcijański? - Odpowiadamy na to, że właśnie lud chrześcijański miał zawsze w najwyższym stopniu tę ufność do soborów, jaką nieprzyjaciele nasi uznają za niemożliwą i że ją miał dlatego, iż pośród opłakanych niedoskonałości ludzkich lud chrześcijański umiał zawsze rozróżnić działanie boskie, które pomimo wszystkiego prowadzi swe dzieło i opiekuje się duszami – działanie tym bardziej uderzające i pocieszające, im bardziej otoczone bywa grubymi ciemnościami. Boć istotnie nie wolno nigdy tracić z oczu tych pierwiastków, z jakich podobało się Chrystusowi Panu zbudować swój Kościół, tj. ludzi, a jakkolwiek ci ludzie są kapłanami, biskupami i papieżami, to przecież nie przestają oni myśleć i działać jako ludzie. Wszak byłby to cud nadzwyczajny albo raczej byłoby ­to najzupełniejsze unicestwienie naszego swobodnego i wolnego istnie­nia tu na ziemi, gdyby Bóg uczynił duchowieństwo bezgrzesznym; znakomite powody miał Bóg do tego, aby inaczej uczynić, a od nas zależy nie dać się porwać sofizmatowi, który z grzechu czło­wieka lub z niedoskonałości jakiegoś zgromadzenia wnioskuje o błę­dności jego nauki. Nic dziwnego przeto, jeśli członkowie jakiegoś soboru ulegają niekiedy słabościom i namiętnościom ludzi sobie współczesnych, ponad których przecież bezstronna historia stawia ojców soborowych nieskończenie wyżej. Nic dziwnego, że niekiedy sprawiedliwość i prawda spotykają zaporę w Kościele zgromadzo­nym, jak ją spotykają w Kościele rozproszonym. Ale przede wszy­stkim nic nie upoważnia do głoszenia, że ani w jednym, ani w drugim Kościele nie istnieje żadna powaga nadprzyrodzona i żadne prawo do prowadzenia dalej zbawczego zadania Chrystusa - Od­kupiciela ludzi i założyciela Kościoła (ob. art. Duchowieństwo).
 
3-o. Przeciwnicy soborów chcą wykazać ich czysto ludzki cha­rakter przez ten fakt potrójny, że wiele soborów - i to najdawniej­szych - było zwoływanych, prowadzonych i zatwierdzanych przez cesarzy. Od dawna już starannie zbadano i do właściwego znacze­nia sprowadzono te fakty 3) - Jeśli niektórzy cesarze mieszali się do pierwszych soborów, nie działo się to nigdy bez jakiegoś nadu­życia i bez jakichś szkód, mądrze tolerowanych przez Kościół z obawy gorszych następstw, a przy tym nie obywało się to bez pewnych słusznych powodów, wynikających ze znakomitych, a niekiedy nie­odzownych usług, jakie Kościół otrzymał lub o jakie starać się musiał ze strony tych panujących. I rzeczywiście, cesarskiego zwo­ływania soborów nie uważano nigdy za konwokację główną i ka­noniczną; Rzym i biskupi mogli ją przyjmować z wielkim posza­nowaniem, ale nie brano jej nigdy za równą konwokacji papieskiej, która sama jedna wystarczała do prawnego odbywania soboru po­wszechnego; papieżowi też - i nikomu więcej - wprost lub pośre­dnio były poddane zawsze sobory ekumeniczne. Co się zaś tyczy przewodniczenia na soborach, to Sobór Chalcedoński wyraźnie po­wiada, że ono należy do papieża, jako zwierzchnika, czyli głowy całego zgromadzenia, i że przyznawano je cesarzowi jedynie z po­wodu przyzwoitości i dla zabezpieczenia porządku. Co do potwier­dzania przez cesarzy zgromadzeń ekumenicznych, to miały one na celu zapewnienie tym ostatnim poparcia i wykonania ich postano­wień przez przedstawicieli władzy państwowej, jako też wcielenie orzeczeń soborowych do praw państwowych.

4-o. Zarzucają nam wreszcie pewną niezgodność zdań o eku­meniczności niektórych soborów, uważanych przez jednych za po­wszechne, a przez innych za partykularne, i zapytują tryumfująco, jakim sposobem wiara katolicka wydobyć się może z takiego kło­potu. Otóż wyjaśnienie tego zarzutu jest bardzo łatwe, a kłopot, o jakim tu mowa, nie ma żadnego znaczenia. Sobory o wątpliwej ekumeniczności są bardzo nieliczne, a dogmatyczne ich postanowie­nia albo się już znajdują w innych orzeczeniach najzupełniej pew­nych, albo też nie obowiązują na sumieniu dopóty, dopóki trwa poważna wątpliwość co do ich rzeczywistej wartości. Naukowe zatem orzeczenie o spornych punktach należy do teologii, a osta­teczna decyzja do Kościoła: dopóki zaś ta nie nastąpi, dopóty orzeczenia soborowe pozostają wątpliwymi; jak się zaś względem nich zachować, powiedziano w art. Orzeczenia soborowe. 
 
5-o. Zarzuty, dotyczące stosunku papieża do soboru ekume­nicznego, rozbieramy w artykułach, poświęconych papiestwu; tu dla braku miejsca nie możemy wchodzić w niezliczone, a niezbyt zaj­mujące szczegóły, wyniknąć mogące z badania każdego po szcze­góle soboru dawniejszego lub nowszego; po szczegóły tych zagad­nień odsyłamy czytelnika do pisarzy specjalnych, do historyków i teologów.

(Ob. Palmieri. De Romano Pontifice; - Hurter, Theologia generalis, tr. 2 de Ecclesia; - Hefele, Konciliengeschichte, Wstęp. (Jest tłum. franc); - Heinrich, Dogmatik, t. II; - Seheeben, art. Koncylia, we fryburskim Kirchenlexicon; i t d.)

Przypisy:

1) Ob. bulle konwokacyjne Soboru Trydenckiego w r. 1542 i w 1560,  bullę konfirmacyjną z r. 1564, a zwłaszcza bullę zwołującą Sobór Watykański w r. 1868, jak również dwa listy Apostolskie, w tymże roku wydane do protestantów i w ogóle do nie-katolików.

2) Ob. Conc. Vatic. Sess. IV. c. 3.

3) Prw. Thomisinus. Dissertatio 3 et 10 in concilia.
_______________________________________  
J. Didiot hasło: SOBORY, w: Słownik Apologetyczny Wiary Katolickiej podług D-ra Jana Jaugey'a, opracowany i wydany staraniem x. Wł. Szcześniaka, Mag. Teol. i grona współpracowników, T. III. Warszawa 1899, s. 514-519.