Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

środa, 2 sierpnia 2017

2 Sierpnia - św. Alfonsa Liguorego, biskupa i doktora Kościoła

Święty Alfons Liguori
(żył około roku Pańskiego 1787)

          Alfons Maria, urodzony w Neapolu w roku 1696, był synem kapitana Liguorego, szlachcica wysokiego rodu, i Anny Cavalieri, zacnej i cnotliwej niewiasty. Przy kołysce jego wypowiedział św. Franciszek Hieronim wieszcze słowa: "Dziecię to długo żyć będzie, zostanie biskupem i zdziała Wiele dla chwały Boskiej". 

Jak ściśle słuchał chłopczyna nauk i przestróg pobożnej matki, tego dowiódł przy zabawie, kiedy bowiem przegrywający zarzucił mu oszukaństwo, oddał mu wygrany pieniądz i rzekł z oburzeniem: "Skądże ci przyszło na myśl, iżby ktoś mógł się dopuścić obrazy Pana Boga dla nędznego grosza?" - po czym natychmiast wyszedł z komnaty, wyjął medalik Matki Boskiej z zanadrza i zmówił modlitwę. 

W czasie uczęszczania do szkół i w latach uniwersyteckich dużo czasu obracał na modlitwę, chodził regularnie na nabożeństwo, komunikował co tydzień i nawiedzał Przenajświętszy Sakrament, mimo to jednak robił w naukach tak świetne postępy, że licząc zaledwie 17 lat, uzyskał tytuł doktora prawa i zyskał sławę jednego z najznakomitszych adwokatów. Jego anielski tryb życia był powszechnie znany; nigdy nie opuszczał nabożeństw i modlitw publicznych; wzruszająca była jego miłość do Najświętszej Panny, którą nazywał "ukochaną Matką". Nigdy nie wychodził, nie poprosiwszy Jej przedtem o błogosławieństwo; nigdy nie wracał, nie oddawszy czci Jej obrazowi; nigdy nie rozpoczynał pracy lub zatrudnienia ważniejszego, nie zawezwawszy Jej pomocy; za wybiciem każdej godziny, przerywając zajęcie, odmawiał "Zdrowaś Maryjo", i to z taką szczerością, przejęciem i prostotą, że obcy ze zdumieniem i uwielbieniem nań patrzeli. Wysocy dygnitarze ubiegali się o jego przyjaźń, znamienite rodziny pragnęły spowinowacić się z nim węzłem małżeńskim, a ojciec jego cieszył się już nadzieją, że księżniczka Teresa, córka księcia Pressicco, zostanie jego synową, gdy wtem naraz wszystko wzięło inny obrót. Alfons podjął się obrony w pewnym procesie, a przekonawszy się o słuszności sprawy, oddał się jej całą duszą. Na rozprawie wyłuszczył rzecz tak jasno, że wszyscy mu przyklasnęli, gdy wtem przeciwnik zwrócił mu uwagę na jeden wyraz, który został przez niego przeoczony, a całkowicie zmieniał sprawę. Alfons przyznał się do omyłki i zawoławszy: "O sławny świecie, znam cię teraz! Lepiej być ostatnim sługą Kościoła, aniżeli pierwszym sędzią trybunału", opuścił salę sądową na zawsze. 

Postanowił opuścić świat i poświęcić się stanowi duchownemu, ale jego ojciec i krewni stanowczo się temu oparli. Mimo wszystko Alfons zwyciężył w końcu, oświadczywszy, że Bóg go powołuje, a Jego rozkazów należy słuchać. Zaręczona z nim księżniczka poszła za jego przykładem i wstąpiła do klasztoru. Ojciec, oburzony jego krokiem, przez cały rok nie przemówił do niego ani słowa.

Alfons oddał się gorliwie nauce teologii, przyjął w kościele farnym obowiązki ministranta, uczył w niedziele dzieci katechizmu i pisał pieśni nabożne dla ludu, a otrzymawszy święcenia kapłańskie - liczył wtedy trzydziesty rok życia - przyłączył się do gromadki księży, odbywających misje dla prostego ludu. Na kazania jego, proste, jasne i serdeczne zbierał się lud gromadnie i słuchał ich z wielkim zajęciem. Pewnego razu przyszedł na jego kazanie jego ojciec. Wywarło ono na nim tak potężne wrażenie, że zawołał donośnym głosem: "Synowi memu dopiero zawdzięczam poznanie Boga!", a w domu serdecznie Alfonsa uściskał i przeprosił go za to, że się opierał jego powołaniu do stanu duchownego.
Alfons z bólem serca widział moralne zaniedbanie ludu i jego nieuctwo w rzeczach dotyczących wiary, zwłaszcza po wsiach, i powziął zamiar założenia kongregacji duchownej, której zadaniem miała być naprawa tych smutnych stosunków. Wśród łez, postów, ćwiczeń pokutnych, narad z biskupami i uczonymi mężami dojrzała myśl jego, gdy jednak przystąpił do jej urzeczywistnienia, doznał tysiącznych przeszkód, zwłaszcza ze strony ojca, który go ze łzami błagał, aby go na stare lata nie opuszczał. Alfons ukląkł przed nim i trzymając przed nim krucyfiks, rzekł: "Ten mnie powołuje do pracy. Podjąć ją winienem, niechaj tobie i mnie Bóg dopomoże". Po tych słowach pożegnał ojca. Ta ostatnia, najboleśniejsza walka trwała trzy godziny. 

W roku 1732 zamieszkał w Scali w lichym domku z dziesięciu kapłanami i trzema braciszkami, aby odbywać misje dla najniższych i najwięcej zaniedbanych warstw ludu, ale jego towarzysze wkrótce tak ostygli, że wszyscy go opuścili, oprócz dwóch. Był to srogi cios dla Alfonsa. Przeciwnicy szydzili z niego, mówiąc, że daremne są jego wysilenia i że Pan Bóg jego usług nie potrzebuje. Na to odpowiedział: "Tak jest, On mnie nie potrzebuje, ale ja Jego, i mam nadzieję, że mi dopomoże". Nie omylił się w swoich nadziejach, niezadługo bowiem zgromadziła się około niego tak spora gromadka zacnych i gorliwych księży, że nie tylko nie przerwał misji, ale założył dwa nowe domy. Towarzystwu temu nadał nazwę "Kongregacji Zbawiciela świętego" (Redemptorystów), a oddawszy je pod opiekę Najświętszej Panny, nadał mu regułę, którą zatwierdził papież Benedykt XIV w roku 1749. Odtąd poczęła się błoga działalność nowego zakonu, obfitująca w jak najzbawienniejsze skutki. Duszą zgromadzenia był przez lat 30 jego założyciel, upodobało się jednak Bogu włożyć na jego barki nowe brzemię: oto papież Klemens XIII mianował go biskupem diecezji św. Agaty. Ze szczerym smutkiem pożegnał Alfons braci zakonnych i zasiadł na stolicy biskupiej. Objeżdżając ustawicznie diecezję, miewał kazania, czuwał pilnie nad wykształceniem księży, pisał dzieła teologiczne, a zarazem piastował godność zwierzchnika zakonu i codziennie odmawiał z domownikami swymi pacierz dzienny, wieczorny i Różaniec św. 

Te niezwykłe wysilenia, jako też brzemię lat i bolesne cierpienia złamały w końcu jego siły. Dwóch papieży prosił o zwolnienie z urzędu biskupiego, ale Klemens XIII odpowiedział mu: "Imię i sława twoja starczy do zawiadywania diecezją", a Klemens XIV rzekł: "Jedna modlitwa twoja na łożu cierpienia zmówiona więcej korzyści przyniesie twym owieczkom, aniżeli dziesięć wizytacji diecezjalnych", toteż Alfons poddał się woli Bożej i czynił co mógł, mimo coraz większego upadku sił. Niekiedy wchodził jeszcze na ambonę, a sam widok jego był kazaniem, pobudzającym wiernych do płaczu. Pracował nawet na łożu boleści, aż wreszcie Pius VI wysłuchał jego prośby i przyjął rezygnację starca osiemdziesięcioletniego. 

Uniesiony radością podążył do domu misyjnego w Nocerze i jako zakonnik pracował jeszcze blisko dwanaście lat, ale były to lata pełne smutku i boleści. Najpierw trapiły go wątpliwości co do wiary świętej, przeto dnie i noce płakał z obawy, czy nie utracił łaski Bożej. Potem dokuczył mu jeden z braci zakonnej, szerząc niesnaski i nieporozumienia między towarzyszami, wskutek czego większa część księży odstąpiła Alfonsa; następnie zaczęto go oczerniać i utracił przychylność papieża, a dopełnił miary złego szatan, wmawiając w niego, że on sam winien wszystkiemu złemu, jakie dotyka zakon. Wtedy jednak wstawienie się Matki Boskiej położyło kres złemu, a Bóg sam przyrzekł mu przywrócić pokój w zakonie i pobłogosławić jego działania. 

W roku 1784 już nie mógł wychodzić z celi; zaniewidział i ogłuchł całkowicie, i nie mógł nawet leżeć w łóżku. Siedział dzień i noc w krześle, z głową zwieszoną, opartą o niski stolik - istny obraz nędzy, ale i zdania się na wolę Bożą. Wielu przychodziło oglądać świątobliwego męża i budować się jego cierpliwością. W końcu opadła go złośliwa febra, zapowiadając bliski zgon. Gdy mu podawano Komunię świętą, szepnął z rozjaśnionym obliczem: "Otóż moja nadzieja" i umarł dnia 1 sierpnia roku 1787. Liczne pisma świętego Alfonsa, aprobowane powagą Kościoła, są prawdziwym skarbem zarówno dla uczonych jak i prostaczków.

Nauka moralna

Często nasuwa się nam pytanie: jakim sposobem Święci tak wiele zdziałać potrafili? Tak np. święty Alfons mimo ustawicznych wytężających prac, mimo ciężkich chorób, napisał około 60 dzieł rozmaitej treści, na których napisanie trzeba by zupełnie poświęcić całe długie życie. Tłumaczy się to tym, że Święci nigdy nie próżnowali ani nie odpoczywali i z każdej chwili korzystać umieli. Bywało nieraz, że św. Alfons cierpiał nieznośny ból głowy; wówczas przykładał sobie lewą ręką na głowę kawałek zimnego marmuru, a prawą pisał. 

Ażeby na podobieństwo Świętych umieć skorzystać z każdej chwili, trzeba sobie ułożyć porządek dzienny, który się stanie regułą życia; wtenczas wszystkie czynności, choćby były trudne, staną się łatwymi, bo przejdą w zwyczaj. Wypełniając bowiem czynności dzienne w swoim czasie, wypełnia się je dobrze i dochodzi się do doskonałości. Kto zaś doskonale i sumiennie swą pracę wykonuje, skarbi sobie zasługi i łaski u Boga. 

Chrześcijanin, który się zaczyna opuszczać w służbie Bożej i opieszale wypełnia praktyki pobożne, nabiera do nich wstrętu i kończy na zupełnym lenistwie. Wtedy zwraca się ku stworzeniom, ku rozkoszom świata, lecąc na oślep w przepaść występku, w przepaść tym głębszą, im wyższy stopień doskonałości już osiągnął. Ileż dobrego moglibyśmy zdziałać na chwałę Boga, gdybyśmy mniej czasu na zabawę poświęcali, gdybyśmy mniej myśleli o sobie i o wygodach swoich, a więcej o służbie Boga i o wiecznym szczęściu myśleli! Szczęśliwy tedy chrześcijanin, który się trzyma zakreślonego planu na drodze doskonałości i od niego nie odstępuje. Serce jego płonie gorliwością, gdyż Opatrzność Boża włożyła weń wszystkie dary swoje. Zaiste, wszystko możemy z gorliwością, a nic bez niej! Kto jest wierny w dobrych postanowieniach, ma też dobre, spokojne sumienie i cieszy się doskonałym szczęściem; każda praca w dziennym porządku zda mu się łatwa, jarzmo Pańskie słodkie i lekkie; największe poświecenie zmienia się dla niego w słodkie pociechy. Człowiek punktualny w swych obowiązkach spełnia każdy, nawet najmniejszy uczynek z nadnaturalnej pobudki, a przez to nadaje mu wartość i zbiera sobie w krótkim czasie niesłychane skarby dla Nieba. Co dzień więc rano po obudzeniu się odnawiaj dobre przedsięwzięcia swoje i pobudzaj się do korzystania z każdej godziny.

Modlitwa

Boże, któryś lud Twój wierny, dla wskazywania mu drogi zbawienia błogosławionym Alfonsem, wielkim sługą Twoim obdarzył, spraw miłościwie, prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć go przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katocwice/Mikołów 1937r.