Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Kim jesteśmy?

   Ostatnio na pewnej znanej stronie internetowej, zajmującej się propagowaniem tradycyjnej liturgii oraz wmawianiem, że SVII wcale nie był taki zły, a gorsze były jedynie jego „nadinterpretacje”, przeczytałem pewien artykuł na temat „tradycjonalizmu katolickiego”, a raczej tej wizji jaką mają indultowcy… Oczywiście pewne analizy są tam słuszne, ale to w jaki sposób określili się oni mianem „tradycjonalistów” pokazuje doskonale ich koślawe pojmowanie „Tradycji” oraz tego jak trzeba być z nią w „ciągłości”…
    We wstępie do dość obszernego artykułu czytamy: „Tradycjonalizm katolicki to nie ideologia, lecz sposób na życie. To rodzaj duchowości, podobnie jak duchowość karmelitańska, jezuicka czy franciszkańska. A właściwie, pewna podbudowa dla duchowości, gdyż jej rodzaje mogą budować na wrażliwości i miłości wobec starej liturgii oraz dawnego formułowania dogmatów[...]”. Właściwie te słowa wyjaśniają nam już wszystko… Dla tych ludzi „tradycjonalizm” to „sposób na życie” i „rodzaj duchowości”… Porównują oni Tradycję do duchowości zakonnej… Tak jakby nie rozumieli że Integralna Wiara Katolicka jest JEDYNĄ drogą, poza którą nie ma zbawienia! Oni jednak zrównują Prawdę z herezją modernizmu, twierdząc że Tradycja jest tylko „rodzajem duchowości”, tym samym jasno sugerują, że „modernistyczna duchowość” również może być katolicka, i że posoborowy „kościół” jest nadal Kościołem Katolickim… Oni stawiają się na równi z „duchowością” oazy, neokatechumenatu, odnowy w „duchu świętym” czy fałszywym ubóstwem „Papy Bergoglio”. Da nich to wszystko są „rodzaje duchowości”..
   Oczywiście to prawda że tzw. „tradycjonalizm” to nie ideologia, przynajmniej w znaczeniu religijnym. Bowiem Religia Katolicka nie jest ideologią! Jest największą Prawdą jaką objawił nam sam Bóg – nasz Pan Jezus Chrystus. Jest drogą która prowadzi nas do zbawienia. Ideologia to coś co powstaje z myśli ludzkiej, natomiast Prawda Katolicka – Prawda Jedyna, została nam objawiona przez Boga, dlatego jest najwyższą Prawdą. I ta prawda składa się z trzech podstawowych elementów – Pisma Świętego, Tradycji i nieomylnego Magisterium Kościoła. Są to trzy filary bez których nie można mówić o Prawdzie Katolickiej. Dlatego też nie ma wątpliwości że SVII oraz posoborowy „kościół” nie jest Kościołem Katolickim, bo nie ma w nim tej Katolickiej Prawdy. Kim więc jesteśmy?
   Kiedy w latach 60-tych XX wieku doszło to rozłamu, w wyniku rewolucji Vaticanum II posoborowy „kościół” stał się schizmatycką sektą, Kościół katolicki przetrwał w grupach które rozpoczęły opór i zachowały Katolicką Tradycję. Od samego początku tej walki kapłanów i wiernych którzy nie przyjęli modernistycznych herezji zaczęto nazywać „tradycjonalistami”. Sami wierni chętnie przyjęli to określenie, które wydaje się przecież znacznie przyjemniejsze od „sekciarzy”, „lefebrystów”, „schizmatyków” itp. Jednak określenie to jest w rzeczywistości gorsze i bardziej niebezpieczne od pozostałych. Dlaczego? Właśnie dlatego że sugeruje ono, iż jesteśmy kimś więcej niż po prostu Rzymskimi Katolikami. Sami pozwoliliśmy na to, aby tak o nas mówiono… Jednak nie jesteśmy „tradycjonalistami”, bo gdyby tak było, to bylibyśmy po prostu heretykami, odrzucając Pismo Św. i Magisterium Kościoła, lub umniejszając ich rolę względem Tradycji… Jesteśmy Rzymskimi Katolikami, wyznającymi katolicką Wiarę w sposób integralny, a więc tak jak czynił to Kościół przez 2000 lat. Możemy powtórzyć za księżmi z Diecezji Campos – „Wyznajemy Wiarę Katolicką w sposób integralny i nieskażony, tak, jak była ona zawsze wyznawana i przekazywana przez Kościół, przez Namiestników Chrystusa, przez Sobory – w doskonałej ciągłości – nie pomijając żadnego artykułu.”. Nikim ponad to nie jesteśmy.
   Katolicyzm (= „tradycjonalizm”) nie jest „rodzajem duchowości”… Nie dajmy sobie wmówić że jesteśmy kimś innym. To zwykłe ogłupianie! Tak więc gdy ktoś nas zapyta o religie/wyznanie/światopogląd, czy jak to się tam dziś nazywa, nie tłumaczmy się. Nie mówmy „jestem tradycyjnym katolikiem”, „sedewakantystą” czy „wiernym Bractwa Św. Piusa X”, albo co gorsza „wiernym przywiązanym do [tzw.] „nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego””. Mówmy z dumą, taką samą jaką mieli nasi przodkowie – „JESTEM RZYMSKIM KATOLIKIEM”! Po prostu… I nic więcej dodawać nie musimy, bo te słowa znaczą wszystko.

Michał Mikłaszewski