Celibat kapłański bywa dziś przedstawiany jako anachronizm, ciężar nie do uniesienia albo źródło kryzysów Kościoła. Coraz częściej podważają go nie tylko krytycy chrześcijaństwa, ale także sami wierzący, traktując go jako przepis czysto dyscyplinarny, który można by łatwo zmienić „dla dobra Kościoła”. Problem polega na tym, że w tych dyskusjach bardzo rzadko dotyka się istoty celibatu. Mówi się o funkcjonalności, psychologii, statystykach, a zapomina się o jego głębokim znaczeniu duchowym.
Celibat nie jest negacją małżeństwa ani pogardą dla ludzkiej miłości. Przeciwnie, zakłada, że miłość jest tak poważna, iż nie da się jej przeżywać połowicznie. Kapłański celibat jest znakiem całkowitej dyspozycyjności wobec Boga i Kościoła. Jest odpowiedzią na wezwanie, które nie mieści się w logice „i to i to”, lecz w logice „wszystko albo nic”. Jezus sam wskazuje na tę drogę, mówiąc o tych, „którzy dla królestwa niebieskiego sami pozostają bezżenni” (Mt 19,12). Jest to szczególne powołanie, które ma sens tylko wtedy, gdy jest dobrowolne i przeżywane w wolności.
W tym sensie celibat pełni także funkcję weryfikującą powołanie. Jest pytaniem postawionym bardzo konkretnie: czy jesteś zdolny zrezygnować z dobra, jakim jest małżeństwo, nie dlatego, że je lekceważysz, lecz dlatego, że zostałeś wezwany do innej formy daru z siebie? Kapłaństwo nie polega na wykonywaniu czynności religijnych, ale na oddaniu całego życia. Celibat nie jest dodatkiem do tej decyzji. To jest jej pierwszy i najmocniejszy sprawdzian. Bez niego granica między powołaniem a zawodem zaczęłaby się zacierać.
To właśnie dlatego bez celibatu kapłaństwo bardzo łatwo stałoby się profesją. Zamiast życia „dla”, pojawiłoby się życie „obok”: obowiązki zawodowe obok życia prywatnego, sakramenty obok spraw rodzinnych, Kościół obok domu. Nie chodzi o to, że kapłan żonaty nie może być gorliwy. Chodzi o znak. Kapłan w celibacie swoim życiem mówi, że Bóg nie jest dodatkiem, ale absolutnym centrum. Gdy ten znak znika, zanika również profetyczny wymiar kapłaństwa, a Kościół zaczyna być postrzegany jak kolejna instytucja usług religijnych.
Jednym z najczęstszych argumentów przeciw celibatowi jest twierdzenie, że „nie jest on biblijny”. Tymczasem Pismo Święte pokazuje coś znacznie głębszego. Jezus żył w bezżenności i całkowitym oddaniu Ojcu. Apostoł Paweł wprost mówi, że bezżenność pozwala „troszczyć się o sprawy Pana, jak się Panu podobać” (1 Kor 7,32–34), i choć nie czyni z niej obowiązku, ukazuje ją jako drogę szczególnej wolności dla Królestwa. Celibat kapłański wyrasta właśnie z tej logiki: nie z prawa, lecz z odpowiedzi na wezwanie.
Inna teza głosi, że celibat jest przyczyną kryzysów moralnych w Kościele. Jest to uproszczenie, które myli przyczynę z objawem. Historia pokazuje, że kryzysy istniały także tam, gdzie celibat nie obowiązywał. Problemem nie jest rezygnacja z małżeństwa, lecz życie w nieprawdzie – podwójne życie, brak formacji, brak dojrzałości i brak odwagi mówienia prawdy. Celibat przeżywany uczciwie nie niszczy człowieka. Niszczy go udawanie, że się go przeżywa.
Pojawia się także argument „duszpasterski”, że zniesienie celibatu rozwiązałoby problem braku powołań. Ale powołania nie rodzą się z obniżania wymagań. Rodzą się z radykalizmu Ewangelii. Kościół, który przestaje stawiać wymagania, nie staje się bardziej atrakcyjny – staje się nijaki. Celibat nie odstrasza tych, którzy są naprawdę powołani. On odsiewa tych, którzy szukają w kapłaństwie kompromisu i wygody.
W istocie spór o celibat jest sporem o to, czym jest kapłaństwo. Czy jest ono funkcją, czy darem z życia? Czy kapłan jest specjalistą od sacrum, czy znakiem całkowitego oddania Bogu? Celibat nie jest celem samym w sobie. Jest przypomnieniem, że „nie tutaj jest nasze trwałe miasto” (por. Hbr 13,14) i że ostatecznym spełnieniem człowieka nie jest żadna ziemska relacja, lecz Bóg.
Broniąc celibatu, nie bronimy przepisu. Bronimy sensu. Sensu kapłaństwa, które nie chce być wygodne, ale prawdziwe. Które nie obiecuje łatwego życia, lecz życie oddane. W świecie, który boi się zobowiązań definitywnych, celibat jest znakiem wierności „na zawsze”. W świecie, który redukuje płodność do biologii, celibat jest znakiem płodności duchowej. W świecie, który boi się samotności, celibat jest znakiem szczególnej Bożej obecności. W świecie, który potrzebuje dowodów, celibat jest znakiem wiary. Właśnie dlatego jest dziś tak bardzo potrzebny.
My księża nie potrzebujemy rad dotyczących likwidacji wymagań wobec siebie i argumentów za tym przemawiających. Potrzebujemy modlitwy o siłę, abyśmy nie chcieli uciekać od takiego przeżywania kapłaństwa, które głosi, że Bóg sam wystarczy.
Tomasz Białoń
(znalezione w necie)