STRONA INTERNETOWA POWSTAŁA W CELU PROPAGOWANIA NAJLEPSZYCH MATERIAŁÓW DOTYCZĄCYCH INTEGRALNEJ WIARY KATOLICKIEJ

Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

wtorek, 11 czerwca 2013

Długotrwały wakat Stolicy Apostolskiej w ujęciu księdza O'Reilly - John Daly

W 1882 roku wydano w Anglii książkę pt. The Relations of the Church to Society – Theological Essays, na którą złożyło się 29 esejów autorstwa ks. Edmunda Jamesa O'Reilly'ego SI, jednego z czołowych teologów ówczesnej epoki. W książce tej w nadzwyczaj klarowny i zwięzły sposób ujętych zostało wiele ważnych teologicznych prawd oraz spostrzeżeń dotyczących tematów pośrednio, jak również bezpośrednio związanych z jej głównym tematem. Z naszego punktu widzenia doniosłość tej pracy jest pod jednym względem jeszcze większa dzisiaj niż w czasie publikacji, jako że ks. O'Reilly z pełną powagą posiadanego przez siebie autorytetu broni w niej następujących opinii: 1) przeciągającego się w czasie wakatu Stolicy Apostolskiej nie można uważać za niezgodnego z obietnicami Chrystusa dotyczącymi niezniszczalności Kościoła; 2) nadzwyczaj nieroztropnym byłoby stawianie jakichkolwiek z góry przesądzonych granic temu na co Bóg może dopuścić co do Stolicy Apostolskiej (poza tym – oczywiście – że prawdziwy papież nigdy nie popadnie w herezję, ani nie zbłądzi w żaden sposób).
Ks. O'Reilly oczywiście nie posiada autorytetu papieża czy doktora Kościoła; lecz – mając to na uwadze – na pewno nie był on jakimś małej wagi autorytetem. Następujące fakty pozwalają na wyrobienie sobie pewnego wyobrażenia o uznaniu, jakim się cieszył: ● Na Synodzie w Thurles w 1850 roku był teologiem kardynała Cullena, ówczesnego biskupa Armagh, a na Synodzie w Shrewsbury był teologiem dr. Browna, biskupa Shrewsbury. ● Na Synodzie w Maynooth był teologiem dr. Furlonga, biskupa Ferns a zarazem swego dawnego kolegi-profesora teologii na uczelni w Maynooth. ● Został mianowany na profesora teologii nowo powstałego katolickiego uniwersytetu w Dublinie. Generał jezuitów, ks. Beckx, przedstawił go na stanowisko profesora teologii Kolegium Rzymskiego w Rzymie, chociaż jak się okazało okoliczności nie związane z ks. O'Reilly przeszkodziły w tej nominacji. ● Na konferencji dotyczącej filozoficznych i teologicznych studiów w Towarzystwie Jezusowym, był przedstawicielem wszystkich anglojęzycznych "prowincji" zakonu Jezuitów – tj., Irlandii, Anglii, Maryland oraz innych terytoriów w Stanach Zjednoczonych. Krótko mówiąc, ks. O'Reilly był powszechnie uznawany za jednego z najwybitniejszych i odznaczających się ogromną wiedzą teologów swego czasu. Warto wreszcie przytoczyć następującą wypowiedź dr. Warda zamieszczoną w cieszącym się zasłużoną renomą piśmie Dublin Review (styczeń 1876): "Cokolwiek zostało napisane przez tak zdolnego i solidnie wykształconego teologa – kogoś tak posłusznego wobec Kościoła i tak utwierdzonego w starożytnych teologicznych ścieżkach – nie może być w tych niespokojnych i niebezpiecznych czasach niczym innym jak tylko niezwykłym dobrodziejstwem dla katolickiego czytelnika". I pomyśleć, że dr Ward uważał owe czasy za niespokojne i niebezpieczne! Zobaczmy zatem jaką to "niezwykłą korzyść" możemy – ponad wiek później – wynieść z fragmentów pism ks. O'Reilly. Zacznijmy od krótkiego fragmentu z początkowego rozdziału książki "The Pastoral Office of the Church". Na stronie 33 ks. O'Reilly pisze tak: "Jeśli zastanawiamy się w jaki sposób kontynuowana była kościelna jurysdykcja... odpowiedzią jest, że... po części pochodziła i pochodzi bezpośrednio od Boga przy jednoczesnym spełnieniu pewnych warunków dotyczących osób. Kapłani posiadający jurysdykcję wywodzą ją od biskupów albo od papieża. Papież otrzymuje ją bezpośrednio od Boga, w momencie swego prawowitego wyboru. Legalność jego wyboru zależy od przestrzegania reguł dotyczących elekcji ustalonych przez poprzednich papieży". A zatem, jeśli papieska jurysdykcja jest uzależniona od prawowitego wyboru osoby, co z pewnością nie znajduje potwierdzenia w przypadku rzekomej elekcji na Tron Piotrowy formalnego heretyka, to wynika z tego, że w sytuacji braku legalnego wyboru, nie zostaje udzielona żadna jurysdykcja, ani "de jure" ani – wbrew temu co niektórzy próbowali twierdzić – "de facto". Ks. O'Reilly w dalszej części swej książki czyni następującą uwagę (strona 287): "Wątpliwy papież może rzeczywiście zostać obdarzony wymaganą władzą; ale praktycznie w stosunku do Kościoła nie ma tych samych praw które posiada prawdziwy papież – nie jest uprawniony do tego by był uznawany za Głowę Kościoła i może zostać legalnie przymuszony do odstąpienia od swoich roszczeń". Ten fragment pochodzi z jednego z dwóch rozdziałów poświęconych przez ks. O'Reilly Soborowi w Konstancji z 1414 roku. Można wspomnieć, że Sobór w Konstancji zwołano celem zakończenia okresu zgubnego rozłamu, jaki się dokonał trzydzieści sześć lat wcześniej i który do tamtego czasu spowodował pojawienie się nie mniej niż trzech pretendentów do urzędu papieskiego, z których każdy mógł się poszczycić znaczącą liczbą zwolenników. Wracając do ks. O'Reilly: "Sobór zebrał się w 1414 roku... Możemy się tutaj zatrzymać i zastanowić się co należałoby sądzić o sytuacji ówczesnych trzech pretendentów oraz ich prawach do papiestwa. Przede wszystkim, przez cały okres, od śmierci Grzegorza XI w 1378 roku – oczywiście z wyjątkiem okresów między śmiercią a wyborem dla zapełnienia wakatu przez to stworzonego – był Papież. W każdym momencie, powtarzam, był Papież, prawdziwie obdarzony godnością Wikariusza Chrystusowego i Głowy Kościoła, bez względu na to jakie opinie co do jego prawowitości mogły istnieć wśród wielu; nie dlatego, że interregnum trwające przez cały ten okres byłoby niemożliwe albo niezgodne z obietnicami Chrystusa, ponieważ nie jest to w żaden sposób oczywiste, ale dlatego że, w istocie rzeczy, takiego interregnum nie było". Tak więc jeden z wielkich teologów XIX wieku, pisząc swoją pracę niedługo po zakończeniu Soboru Watykańskiego, mówi nam, że "nie jest to w żaden sposób oczywiste" aby trwające trzydzieści sześć lat interregnum mogło być niemożliwe lub niezgodne z obietnicami Chrystusa. Toteż w zupełnie uzasadniony sposób możemy postawić pytanie: po jakim okresie czasu, jeśli w ogóle, stałoby się to oczywiste? Po trzydziestu siedmiu latach? Czy może po czterdziestu siedmiu latach? Bezspornie, skoro jako zasadę przyjmuje się to, że długie interregnum nie jest sprzeczne z obietnicami Chrystusa, to kwestia długości jego trwania nie może wchodzić w rachubę. Decyzja należy do Boga, a któż może wiedzieć jakie zadziwiające rzeczy może On faktycznie postanowić. I rzeczywiście, ksiądz O'Reilly w dalszej części tego niezwykłego rozdziału – napisanego ponad sto lat temu lecz z pewnością przewidzianego przez Opatrzność o wiele wyraźniej dla naszych czasów niż dla jego epoki – zwraca uwagę właśnie na kwestię tego co można, a czego nie można zakładać, iż Bóg może dopuścić. Poniższy fragment pochodzi ze strony 287: "Od czasu do czasu pojawiali się już wcześniej antypapieże, ale nigdy nie miało to tak ciągłego charakteru... ani nigdy nie mieli tylu kolejnych następców... Wielka Schizma Zachodnia podsuwa mi refleksję, którą pozwolę sobie tutaj wyrazić. Gdyby nie doszło do tej schizmy, to hipoteza, że coś podobnego mogłoby się wydarzyć dla wielu wydawałaby się urojoną. Uważaliby, że coś takiego nie mogłoby mieć miejsca; Bóg nie pozwoliłby, aby Kościół znalazł się w tak nieszczęśliwej sytuacji. Herezje mogą się pojawiać i rozprzestrzeniać oraz trwać boleśnie długo, z powodu błędu i na zgubę ich autorów czy podżegaczy, będąc równocześnie wielkim utrapieniem dla wiernych, powiększanym przez prześladowania w wielu miejscach, gdzie heretycy stawali się dominującą siłą. Ale żeby prawdziwy Kościół miał pozostawać przez trzydzieści do czterdziestu lat bez powszechnie uznawanej Głowy i zastępcy Chrystusa na ziemi – jest niemożliwością. A jednak tak było; i nie mamy żadnej gwarancji, że to się znowu nie stanie, chociaż możemy żarliwie ufać iż będzie inaczej. Wniosek jaki chciałbym z tego wyciągnąć jest taki, że nie możemy być zbyt pochopni w wypowiedziach na temat tego co Bóg może dopuścić. Wiemy z absolutną pewnością, że On wypełni Swe obietnice; nie pozwoli, ażeby zdarzyło się coś sprzecznego z nimi; że podtrzyma On Swój Kościół i sprawi, by zatriumfował nad wszystkimi wrogami i trudnościami; że da On każdemu z wiernych te łaski, które są każdemu z nich potrzebne do służenia Mu i do osiągnięcia zbawienia, jak to uczynił podczas Wielkiej Schizmy którą rozważaliśmy oraz we wszystkich cierpieniach i próbach, których Kościół od samego początku doświadczał. Możemy również pokładać ufność w to, że Bóg uczyni o wiele więcej niż to do czego się On przez Swoje obietnice zobowiązał. Możemy oczekiwać z podnoszącą na duchu nadzieją na uwolnienie w przyszłości od wielu kłopotów i nieszczęść, które zdarzyły się w przeszłości. Ale być może my albo nasi następcy w przyszłych pokoleniach chrześcijan, doczekają jeszcze bardziej niesamowitego zła od tego, które już się dokonało, i to jeszcze przed nieuchronnym nadejściem tego wielkiego końca wszystkich rzeczy na ziemi, jaki poprzedzi dzień sądu. Nie podaję się za proroka, ani nie roszczę sobie pretensji do posiadania wizji smutnych zjawisk, o których nie mam kompletnie żadnej wiedzy. Jedyne, co zamierzam tu przekazać to to, że wydarzenia dotyczące Kościoła, niewykluczone przez Boskie obietnice, nie mogą być uważane za praktycznie niemożliwe, tylko dlatego, że miałyby być straszne i w bardzo wysokim stopniu niepokojące". Podczas gdy ks. O'Reilly sam odrzuca przypisywanie sobie jakichkolwiek proroczych ambicji, niemniej jednak powyższy fragment w uderzająco wyrazisty sposób można przyrównać do prawdziwego proroctwa. Co więcej, jest to ten rodzaj proroctwa, które, pod warunkiem że jest przedstawione warunkowo – jak ma to miejsce w tym przypadku – zarówno można jak i powinno się wysnuwać w świetle dowodów, na których koncentruje on swe spojrzenie. W odniesieniu do tego, co czeka nas w przyszłości nie potrzebne są żadne szczególne objawienia po to abyśmy mogli ją poznać. Jak wskazuje ks. O'Reilly, z wyjątkiem sytuacji gdy Bóg konkretnie powiedział nam, że coś się nie wydarzy, to wszelkie domniemania dotyczące tego na co On nie dozwoli są nierozważne; i bez wątpienia takie założenia będą mieć katastrofalny skutek, gdyż ludzie zostaną wprowadzeni w błąd jeżeli omawiane wypadki będą miały miejsce. "Albowiem myśli moje nie są myślami waszymi, ani drogi wasze drogami moimi, mówi Pan" (Iz. 55, 8). (1) John Daly Tekst poprawiony i zredagowany przez Johna Lane (http://www.sedevacantist.org/oreilly.html), październik 1999 www.cmri.org Z języka angielskiego tłumaczył Mirosław Salawa Przypisy: (1) Por. 1) John Daly, Nieprawdopodobny kryzys. 2) Ks. Andrzej Wyrzykowski, Wielka Schizma Zachodnia (1378 – 1415). (Przyp. red. Ultra montes). Za: www.ultramontes.pl